Strona główna Analizy Raport amerykańskiej komisji. Politycy zarzucają UE cenzurę

Raport amerykańskiej komisji. Politycy zarzucają UE cenzurę

Politycy polskiej prawicy w sporze o unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) stoją po stronie USA. Umocnił ich w tym nowy raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów. „Narracja o uciszaniu konserwatywnych głosów to kompletna bzdura” – komentuje Carlos Hernández-Echevarría, zastępca przewodniczącej Europejskiej Sieci Standardów Fact-checkingu.

Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog

Patryk Jaki walczy o wolność słowa. Tyle że dla amerykańskich korporacji

Raport amerykańskiej komisji. Politycy zarzucają UE cenzurę

Politycy polskiej prawicy w sporze o unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) stoją po stronie USA. Umocnił ich w tym nowy raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów. „Narracja o uciszaniu konserwatywnych głosów to kompletna bzdura” – komentuje Carlos Hernández-Echevarría, zastępca przewodniczącej Europejskiej Sieci Standardów Fact-checkingu.

9 lutego Patryk Jaki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, wezwał Parlament Europejski do debaty nad nowym raportem Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów. 

Chodzi o dokument, którego autorzy twierdzą, że Komisja Europejska naciskała na platformy społecznościowe, aby te usuwały „konserwatywne” wypowiedzi polityczne, a tym samym – ingerowały w wybory w całej Europie.

Zdaniem Patryka Jakiego dokument dowodzi, że opłacano setki osób z pieniędzy Europejczyków, aby cenzurować retorykę populistyczną, treści antyrządowe, antyunijne i antyimigranckie, a także satyrę polityczną i memy.

– Nielegalnie cenzurujecie poglądy, które często reprezentują większość obywateli Unii Europejskiej. To jest zbrodnia przeciwko demokracji – ocenił Jaki.

Reakcja polskiej prawicy: Cenzura, cenzura i jeszcze raz cenzura

Na ustalenia amerykańskiej Komisji Sądownictwa zwrócili uwagę także inni politycy polskiej prawicy. Ewa Zajączkowska-Hernik, europosłanka Konfederacji, stwierdziła, że to największy skandal w historii Unii Europejskiej. W swoim omówieniu raportu Sławomir Mentzen uznał to za dowód, że „ludzie siedzący w Brukseli nienawidzą wolności słowa”.

Tobiasz Bocheński, europoseł PiS, przekonywał z kolei, że w kontekście doniesień zza oceanu decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy wdrażającej w Polsce Akt o usługach cyfrowych (DSA) tym bardziej jawi się jako słuszna.

Wśród polskich mediów, które omówiły dotychczas raport Komisji Sądownictwa, także przeważają te kojarzone z prawicą. Nazywają go „szokującym”, podnoszą, że USA dostarczyły „porażających dowodów na globalną cenzurę” oraz przekonują na podstawie jego treści, że Polska stała się „poligonem doświadczalnym unijnej cenzury”.

Co jest w dokumencie? KE szkodzi wolności słowa w USA”

Dokument, o którym mowa, nosi tytuł „Zagrożenie cenzurą zagraniczną, część II: Trwająca dekadę kampania Europy na rzecz cenzury globalnego internetu i jak szkodzi ona amerykańskiej wolności słowa w Stanach Zjednoczonych” (ang. „The Foreign Censorship Threat, Part II: Europe’s Decade-Long Campaign to Censor the Global Internet and How it Harms American Speech in the United States”). 

Na 160 stronach – oraz w licznych załącznikach – podsumowano ustalenia pracowników Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów. Raport zarzuca Komisji Europejskiej zorganizowanie tytułowej „trwającej dekadę kampanii” mającej na celu cenzurowanie wypowiedzi politycznych na całym świecie, w tym na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Autorzy dokumentu twierdzą, że od 2020 roku urzędnicy Komisji Europejskiej odbyli ponad 100 „tajnych spotkań” z przedstawicielami platform społecznościowych, podczas których wywierali presję, aby platformy cenzurowały prawdziwe informacje dotyczące m.in. pandemii COVID-19, migracji czy transpłciowości, a tłumaczyli to koniecznością walki z mową nienawiści i z dezinformacją.

W jaki sposób Komisja doszła do tych wniosków?

Celem raportu jest pokazanie, jak wyglądało przejście współpracy Europy z wielkimi platformami od „rzekomo dobrowolnych” Kodeksów Postępowania do wiążącego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) – s. 27. Autorzy dokumentu podnoszą, że platformy „nie miały wyboru” i musiały ulec tej presji, a Komisja Europejska od początku planowała przekształcenie tych zaleceń w twarde prawo (s. 35).

Raport przestrzega przed tzw. efektem brukselskim (s. 41). Chodzi o to, że unijna presja wywierana na platformy (takie jak Meta, TikTok czy Google) ma skutkować globalną zmianą ich regulaminów. A jako że te firmy stosują ujednoliconą moderację na całym świecie, unijna cenzura, zdaniem twórców raportu, bezpośrednio ogranicza wolność wypowiedzi obywateli USA.

Powyższe tezy mają wynikać z „tysięcy stron” wewnętrznych dokumentów platform (uzyskanych pod rygorem prawnym), w tym np. e-maili pracowników Google, którzy przyznają, że udział w programach KE jest przymusowy, oraz instrukcji moderacji rzekomo nakazujących usuwanie legalnych opinii politycznych (np. s. 6, s. 11, s. 77, s. 81).

Ingerencja w wybory. Miała być także w Polsce

Kluczowym elementem argumentacji ma być wykazanie, że Komisja Europejska wywierała nacisk na platformy w celu bezpośredniego ingerowania w procesy demokratyczne (m.in. w Polsce, Słowacji i Rumunii). Według autorów raportu polegało to na tłumieniu określonych opinii politycznych (np. dotyczących migracji czy lockdownów) w okresach przedwyborczych (s. 106).

Jeśli chodzi o Polskę, jedynym przywoływanym dowodem jest twierdzenie, że przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku TikTok miał wprowadzić szczególnie restrykcyjne zasady moderacji treści (s. 105). 

Chodzi o wewnętrzne instrukcje TikToka dla Polski, które nakazywały uznawanie za „teorię spiskową” oraz poddawanie „kontroli” (tj. moderacji lub ograniczaniu zasięgów) twierdzeń, zgodnie z którymi „rząd próbuje demobilizować wyborców za pomocą lockdownów covidowych”. 

Reakcja Komisji Europejskiej: „Czysta bzdura”

Thomas Regnier, rzecznik Komisji Europejskiej ds. cyfrowych, stanowczo odrzucił zarzuty Amerykanów o cenzurę – nazywał je „czystą bzdurą” i określił mianem „całkowicie bezpodstawnych”. Zdaniem Regniera platformy internetowe faktycznie mogą algorytmicznie wpływać na wybory. – Ale nie w Europie – dodał. 

Rzecznik wskazał, że Unia Europejska musiała wszcząć dochodzenie przeciwko Mecie w związku z potencjalnym ukrywaniem treści politycznych – ten przykład jego zdaniem pokazuje skuteczność DSA w ochronie wolności słowa.

Regnier przytoczył też konkretne dane, ilustrujące, w jaki sposób DSA chroni obywateli przed korporacyjną cenzurą czy arbitralnymi decyzjami podejmowanymi przez platformy. – W pierwszej połowie 2025 roku Meta podjęła w UE 24,5 miliona decyzji o moderacji treści. Z tego prawie 30 proc. decyzji zostało cofniętych. Było to możliwe tylko dzięki DSA. To nie jest cenzura – a wręcz coś przeciwnego – wskazał.

Na dowód europejskiej przewagi w ochronie wolności słowa Regnier zwrócił uwagę także na globalne rankingi wolności słowa: – Wszystkie czołowe kraje na tych listach pochodzą z Europy.

Kto wydał ten raport? 

Opublikowany dokument nie jest oficjalnym stanowiskiem Kongresu USA. To cząstkowy raport przygotowany przez pracowników Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów.

Komisja jest obecnie zdominowana przez republikanów, a przewodniczy jej Jim Jordan – bliski współpracownik Elona Muska. Raport został opublikowany niedługo po tym, jak Komisja Europejska nałożyła na serwis X 120 mln euro grzywny za naruszenie przepisów Aktu o usługach cyfrowych, m.in. za brak przejrzystości reklam i utrudnianie naukowcom dostępu do danych publicznych. 

Autorzy raportu – przy okazji jego publikacji – określili tę decyzję jako „najbardziej agresywne jak dotąd działanie cenzorskie” Komisji Europejskiej i stwierdzili, że mogła ona być motywowana chęcią odwetu na platformie Elona Muska „za ochronę wolności słowa na świecie”.

To już drugi raport komisji o unijnych regulacjach platform – wcześniejszy, dotyczący DSA, spotkał się z krytyką kongresmenów z Partii Demokratycznej zasiadających w Komisji Sądownictwa, którzy zdementowali jego fragmenty zawierające treści najbardziej wprowadzające w błąd. 

Wówczas także ponad 30 badaczy w otwartym liście próbowało przekonać Jima Jordana, że unijne przepisy nie służą cenzurze, lecz wzmacniają prawa użytkowników i nakładają na platformy obowiązki w zakresie przejrzystości i uczciwej moderacji treści.

Jakim językiem napisany jest raport? „Autor uwielbia przymiotniki”

Carlos Hernández-Echevarría, zastępca przewodniczącej Europejskiej Sieci Standardów Factcheckingowych (EFCSN), zwrócił uwagę na język, jakim napisano raport. 

– Ponieważ przedstawione fakty konsekwentnie nie wskazują na nic złowrogiego, autor nadrabia to nadmiarem określeń: rzadko mówi się po prostu o „fact-checkerach”, lecz o „lewicowych fact-checkerach”, „tak zwanych fact-checkerach”, „zatwierdzonych przez rząd”, „stronniczych”, „sprzyjających cenzurze” oraz – oczywiście – „cenzorskich” – podsumował Hernández-Echevarría. 

Odniesienia do cenzury pojawiają się w 160-stronicowym raporcie aż 476 razy. 

– W rzeczywistości autor po prostu uwielbia przymiotniki zakończone na „-ne” (ang. -ous), bo są, cóż, wspaniałe. Wszystko wydaje się „niesławne” (ang. infamous), „pojemne” (ang. capacious), „ogromne” (ang. enormous) i „kontrowersyjne” (ang. contentious) – na wszelki wypadek, gdyby nawet wierni zaczęli gubić wątek, o co właściwie chodzi w tym oburzeniu – skomentował Carlos Hernández-Echevarría.

Co raport pomija? Platformy wycofują się z zobowiązań

Carlos Hernández-Echevarría podkreślił, że z jego zaangażowania w Kodeks postępowania w zakresie dezinformacji nie dało mu dużego wpływu na decyzje platform społecznościowych. – Było to raczej frustrujące doświadczenie edukacyjne pokazujące, jak te platformy opierają się i zaciemniają sprawy, aby nigdy naprawdę nie zmienić swoich nieskutecznych praktyk – tłumaczy. 

Potwierdzeniem jest raport opublikowany we wrześniu 2025 roku przez Europejską Sieć Standardów Factcheckingowych (EFCSN). Wynika z niego, że część platform internetowych, które i tak przez lata ignorowały swoje zobowiązania, teraz oficjalnie się z nich wycofują, choć wciąż przedstawiają się jako sygnatariusze Kodeksu.

Na koniec Hernández-Echevarría przyznał, że pewna rzecz mu się w raporcie Komisji Sądownictwa podobała. – Miało to być dogłębne zbadanie wielkiej konspiracji między europejskimi organizacjami pozarządowymi a firmami Big Tech, a tymczasem nazwiska wszystkich przedstawicieli tych firm zostały wymazane, podczas gdy nasze pozostawiono jawnie – zauważył.

Po co powstał ten raport? Presja na Europę

Prof. Claes de Vreese z Uniwersytetu Amsterdamskiego, który zajmuje się m.in. wpływem technologii na procesy demokratyczne, zwrócił uwagę, że raport Komisji Sądownictwa jest elementem szerszej tendencji. „Naprawdę ważne jest podkreślenie, że to nie jest raport, który bierze się znikąd – ma swoją historię” – powiedział.

De Vreese przekonuje, że przewodniczący komisji, Jim Jordan, prowadzi „krucjatę” przeciwko unijnym regulacjom od dłuższego czasu, a jej intensywność wzrosła w roku 2025, gdy skupił się na przekonywaniu, że działanie UE szkodzi amerykańskim firmom, a przynosi korzyści europejskim konkurentom.

Prof. Natali Helberger, ekspertka od prawa i technologii cyfrowych, stwierdziła, że ​​ustalenia komisji są „głęboko niepokojące”, gdyż sygnalizują kolejny – po groźbach Donalda Trumpa pod adresem Grenlandii, cłach i atakach personalnych na europejskich przywódców – kryzys w stosunkach USA–UE.

„Są dobre powody, by postrzegać to jako część trwającej presji ze strony administracji Trumpa, która ma na celu wywarcie presji na UE, by obniżyła wymogi prawne dotyczące bezpieczeństwa i poszanowania podstawowych praw Europejczyków” – powiedziała Helberger.

„Całkowicie słuszne jest prowadzenie merytorycznej dyskusji na temat wdrażania ustawy DSA i jej zakresu – przekonamy się o tym w praktyce, ale pomysł wrzucania całego ustawodawstwa do szufladki z cenzurą jest absurdalny” – podsumował de Vreese.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź