Strona główna Analizy Problem własności gruntów rolnych. Wnioski dla Ukrainy z polskiej drogi do UE

Problem własności gruntów rolnych. Wnioski dla Ukrainy z polskiej drogi do UE

Kwestia własności gruntów rolnych bywa jedną z najtrudniejszych dla państw negocjujących przystąpienie do Unii Europejskiej. Polska przed 2004 rokiem długo szukała kompromisu między interesami narodowymi a przepisami UE. Dziś z doświadczenia Polski może czerpać Ukraina.

Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog

Problem własności gruntów rolnych. Wnioski dla Ukrainy z polskiej drogi do UE

Kwestia własności gruntów rolnych bywa jedną z najtrudniejszych dla państw negocjujących przystąpienie do Unii Europejskiej. Polska przed 2004 rokiem długo szukała kompromisu między interesami narodowymi a przepisami UE. Dziś z doświadczenia Polski może czerpać Ukraina.

Autorka tego artykułu była uczestniczką szkolenia „Polska i Ukraina w przestrzeni informacyjnej: metodyka weryfikacji faktów, analiza rosyjskich technik dezinformacji i rola mediów w integracji europejskiej”, które zorganizowała Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Kijowie. Do prowadzenia bloku dotyczącego weryfikacji informacji zaproszono Stowarzyszenie Demagog.

Wielu Ukraińców życzy sobie, aby 2026 rok był pełen sukcesów na każdym polu: zarówno na froncie, jak i w kwestii reform koniecznych do integracji z Unią Europejską. Aby zmiany będące warunkiem akcesji stały się możliwe, rozmowa o Unii powinna dziś wykraczać poza ogólne deklaracje i skupiać się na konkretnych działaniach.

Zanim przejdziemy do analizy drogi Ukrainy do integracji z UE, warto wspomnieć o kraju, który również był kiedyś tylko kandydatem do członkostwa. Mowa o Polsce, będącej jednym z najbardziej znanych przykładów integracji europejskiej krajów Europy Środkowo-Wschodniej i obszaru postkomunistycznego.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda zaskakująco dobrze: dziesięć lat owocnych negocjacji i realizacji procedur zakończonych zdobyciem upragnionego statusu kraju członkowskiego. Jednak za tą historią sukcesu stały lata sporów i trudnych kompromisów. Od złożenia wniosku o członkostwo w 1994 roku do sfinalizowania procesu akcesyjnego w 2004 roku Polska uzgadniała z Unią Europejską najbardziej wrażliwe kwestie, w tym m.in. politykę rolną, dostęp do dotacji i strukturę własności ziemi.

Sprzedaż ziemi obcokrajowcom jako trudny element negocjacji z UE

O tych niuansach opowiedział Tomasz Bielecki, polski dziennikarz, podczas szkolenia pt. „Polska i Ukraina w przestrzeni informacyjnej: metodologia fact-checkingu, analiza rosyjskich technik dezinformacyjnych i rola mediów w integracji europejskiej”, organizowanego dla ukraińskich redakcji i studentów przez Ambasadę RP w Kijowie. Prelegent zaznaczył, że kwestia ziemi rolnej była jednym z najtrudniejszych zagadnień w negocjacjach akcesyjnych z Unią. 

Polskie społeczeństwo, jak wyjaśniał Bielecki, obawiało się masowego wykupu gruntów przez obcokrajowców i wyparcia drobnych rolników. Właśnie z powodu tych obaw Polska domagała się 18-letniego okresu przejściowego, w którym rynek ziemi rolnej nie będzie dostępny dla zagranicznych nabywców. Uzasadniano to koniecznością ochrony interesów narodowych i obawą przed masowym wykupem. W rezultacie kompromisem stało się 12 lat ograniczeń. 

Tak więc pełna liberalizacja rynku w Polsce miała nastąpić w 2016 roku – po dostosowaniu instytucji i sektora rolnego do europejskich przepisów. Jak wiemy, właśnie w tym roku w Polsce uchwalono ustawę wstrzymującą sprzedaż nieruchomości z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Nie zatrzymała ona jednak wzrostowej tendencji sprzedaży gruntów cudzoziemcom.

Powstanie agroholdingów mimo moratorium

Jeśli chodzi o ukraińską reformę w obszarze handlu ziemią, ta rozwija się ona według zupełnie innego scenariusza. Po upadku komunizmu państwo przekazało na własność milionom rolników grunty należące dawniej do spółdzielni. Następnie, teoretycznie w celu ochrony małych gospodarstw przed wielkim i zagranicznym kapitałem, w 2001 roku wprowadzono moratorium na sprzedaż ziemi rolnej. 

Mimo to znaczna część ziemi trafiła do dużych korporacji, zwanych agroholdingami. Brały one ziemię od prywatnych właścicieli w dzierżawę opłacaną na wiele dekad z góry. W ten sposób ziemią handlowano de facto, ale nie de iure, co znacznie odróżniało Ukrainę od państw Unii.

Mówił o tym Tymofij Milowanow, były minister rozwoju gospodarki, handlu i rolnictwa. Pod koniec 2019 roku zwrócił uwagę, że właściciele działek rolnych wydzierżawiają ziemię na 49 lat „za grosze”. W ten sposób powstał rynek, który nie jest ani do końca legalny, ani sprawiedliwy dla zwykłych właścicieli działek.

Agroholdingi dysponują ogromnymi zasobami gruntów. Jak podawała w 2020 roku agencja prasowa Ukrinform, zasoby gruntów holdingu rolnego Kernel Andrieja Werewskiego przekraczały 600 tys. ha, holding UkrLandFarming Olega Bachmatjuka posiadał około 550 tys. ha, a holdingi Astarta-Kijów, Mironowski Chleboprodukt i Agroprosperis uprawiały od 250 tys. do 500 tys. ha gruntów ornych każdy.

Powolne otwieranie rynku gruntów

Punktem zwrotnym stała się ustawa o obrocie gruntami rolnymi przyjęta w 2020 roku. Reformę wprowadzano etapowo. Od 1 lipca 2021 roku rynek został otwarty tylko dla osób fizycznych – obywatel Ukrainy mógł odtąd posiadać do 100 ha ziemi. 

W ciągu ponad dwóch lat sprzedano lub przekazano w darowiźnie 276 tys. ha ziemi. To zaledwie 1 proc. gruntów poza terenami okupowanymi.

Drugi etap rozpoczął się w 2024 roku, kiedy to do kupna ziemi dopuszczono osoby prawne zarejestrowane na Ukrainie, a limit koncentracji gruntów w rękach jednej osoby zwiększono do 10 tys. ha.

Istotną cechą ukraińskiego prawa gruntowego pozostaje jednak fakt, że ograniczenie do 10 tysięcy hektarów dotyczy wyłącznie własności, a nie dzierżawy. Ustawa nie ustanawia limitu powierzchni gruntów rolnych, które firmy mogą dzierżawić. Duże holdingi rolnicze nadal uprawiają setki tysięcy hektarów.

Handel kwitnie, ceny również

Zgodnie z informacjami zebranymi przez portal OpenDataBot już od marca 2024 roku liczba transakcji przekraczała 9 tys. miesięcznie, a łączna miesięczna wartość umów – ponad 1 mld hrywien. Ilość sprzedanej ziemi wzrosła w połowie 2025 roku do 636 tys. ha.

Jednocześnie rosną ceny gruntów. Na początku 2024 roku za hektar trzeba było zapłacić ok. 45 tys. hrywien (czyli 3 789 zł). Ostatnie dane pochodzą z czerwca 2025 roku, gdy  średnia wartość jednego hektara wynosiła ponad 60 tys. hrywien (czyli 5 052 zł). 

W I połowie 2025 roku najwięcej transakcji sprzedaży gruntów odnotowano w obwodach: połtawskim (5,4 tys. umów), winnickim (5,4 tys.) i kijowskim (4,8 tys.). Wiąże się to prawdopodobnie z ceną, bezpieczeństwem i perspektywami na przyszłość. Najdroższe działki mogą sprzedać mieszkańcy okolic Lwowa i Iwano-Frankowska – tam działka kosztuje ponad 100 tys. hrywien (8 420 zł). 

Ziemia nie dla obcokrajowców

Pomimo otwarcia rynku gruntów nadal obowiązuje kluczowe zabezpieczenie: obcokrajowcy nie mogą kupować ukraińskiej ziemi bez zgody wyrażonej w ogólnokrajowym referendum. Pod tym względem model ukraiński jest podobny do polskiego: ostrożny, stopniowy i z długoterminowymi ograniczeniami.

Warto jednak uwzględnić fakt, że w Ukrainie istnieje uproszczona procedura uzyskiwania obywatelstwa dla osób z niektórych państw. Chodzi o obcokrajowców ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Niemiec, Polski i Czech. Odpowiednie zmiany weszły w życie 16 stycznia 2026 roku.

Już kilka dni później w parlamencie zaczęto mówić o potencjalnych zagrożeniach wynikających z tej zmiany dla rynku gruntów. Jak zauważył Dmytro Solomczuk, członek Rady Najwyższej Ukrainy ds. polityki rolnej i gruntowej, 21 stycznia w Radzie Najwyższej zarejestrowano projekt ustawy, której celem jest zakazanie szybkiego nabywania gruntów rolnych przez cudzoziemców, którzy uzyskali obywatelstwo ukraińskie w trybie uproszczonym.

„Nie możemy pozwolić na wykupywanie ukraińskiej ziemi w czasie, gdy kraj walczy o przetrwanie. Właśnie dlatego projekt ustawy przewiduje ograniczenie prawa do nabywania gruntów rolnych przez osoby, które uzyskały obywatelstwo Ukrainy w trybie uproszczonym, na cały okres obowiązywania stanu wojennego oraz przez kolejne 15 lat po jego zakończeniu” – napisał na swoim profilu na Facebooku.

Na razie projekt ustawy jedynie zgłoszono i nie został jeszcze przyjęty przez parlament. Dlatego ta kwestia pozostaje na razie otwarta: formalnie cudzoziemcy, którzy otrzymają obywatelstwo ukraińskie, mogą korzystać z tych samych praw, co pozostali obywatele, w tym również w zakresie nabywania gruntów rolnych.

Kwestia handlu ziemią budzi w naszych krajach obawy o suwerenność

Podobieństwo między Ukrainą a Polską widać więc w postrzeganiu ziemi jako elementu suwerenności. Istnieje przy tym zasadnicza różnica: Polska przeprowadzała konieczne reformy w czasie pokoju, podczas gdy Ukraina realizuje je w czasie pełnoskalowej wojny. Szczególnie w obecnych warunkach ziemia postrzegana jest nie tylko jako element gospodarki, lecz także jako fundament bezpieczeństwa narodowego, co sprawia, że reforma jest jeszcze bardziej ograniczona i przeprowadzana stopniowo, powoli.

Właśnie dlatego zmiany w rolnictwie stały się w Ukrainie jednym z głównych obiektów ataków w przestrzeni informacyjnej. Obawy dotyczące „wyprzedaży ziemi”, „zagranicznych nabywców” i „utraty suwerenności” są aktywnie wykorzystywane do podważania zaufania zarówno do samej przemiany rynku rolnego, jak i do kursu prounijnego w ogóle.

Reformy niemożliwe bez ochrony ze strony mediów

O mechanizmach takich zjawisk szczegółowo mówił podczas szkolenia Kamil Basaj, założyciel Fundacji INFO OPS Polska. Podkreślał, że propaganda prawie nigdy nie działa w sposób bezpośredni, ale najczęściej poprzez wyzwalanie emocji, powtarzanie fałszywych lub zmanipulowanych komunikatów i wzmacnianie ich przy pomocy mediów, pseudoekspertów i dramatycznych obrazów.

„Szczeniaka nigdy nie wykorzystuje się bez powodu – zawsze ma on wywołać empatię i sprowokować irracjonalną reakcję” – wyjaśnił Basaj, gdy mówił o wizualnych i emocjonalnych narzędziach manipulacji.

Ta logika w pewnym stopniu dotyczy również sfery mediów. Wojna z Rosją i równoległe zbliżenie Ukrainy do UE radykalnie zmieniły ukraińską przestrzeń informacyjną. Z jednej strony media musiały spoważnieć: wzmocniono procedury weryfikacji faktów, wzrosła odpowiedzialność za źródła, a zapotrzebowanie na analizy stało się znacznie większe. Z drugiej strony to właśnie środowisko medialne stało się kluczowym obiektem wojny hybrydowej, w ramach której reformy, w szczególności te w obszarze rolnictwa, są przedstawiane w atmosferze strachu i nieufności, co obciąża emocjonalnie społeczeństwo i wprowadza niepokój.

Dla mnie, jako osoby pracującej w mediach i analizującej procesy informacyjne, integracja Ukrainy z Unią Europejską oznacza przede wszystkim zmianę jakości debaty publicznej. Na szczęście, wraz ze zbliżaniem się do UE, ukraińskie media coraz częściej odwołują się nie do abstrakcyjnych „zdrad” czy „zwycięstw”, ale do procedur, przepisów i analiz porównawczych. 

To powolny proces, ale jego efekty już są zauważalne – zwłaszcza w kontekście wojny, która nie pozostawia miejsca na nieodpowiedzenia. Jednocześnie my, ukraińscy dziennikarze, zaczynamy rozumieć, że obranie kursu na Unię nie rozkłada nad nami „parasola”, który automatycznie chroni przed dezinformacją, ale oznacza codzienną pracę z narracjami, obawami i faktami.

Ukraina w punkcie bez powrotu i z wieloma wyzwaniami przed sobą

Pomimo wszystkich trudności Ukraina przekroczyła punkt, z którego nie ma już powrotu. Rynek gruntów istnieje, stopniowo się instytucjonalizuje, wypełnia się przepisami i zbliża się do unijnego modelu. Należy jednak zrozumieć, że jest to tylko etap przejściowy. 

Kluczowe wyzwania wiążą się obecnie nie tyle z samym faktem otwarcia rynku, ile ze zdolnością państwa i mediów do ochrony reformy w przestrzeni informacyjnej. Niezwykle istotna jest także troska o prawidłowy postęp reformy – właściwa droga prowadzi w kierunku wspierania małych i rodzinnych gospodarstw rolnych, a nie koncentracji zasobów wyłącznie w rękach dużego agrobiznesu.

Właśnie w tym kontekście szczególnie ważne są doświadczenia Polski. Pokazują one, że obawy związane z ziemią i suwerennością nie znikają automatycznie nawet po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Jednak z czasem tracą one swoją destrukcyjną siłę, pod warunkiem że instytucje funkcjonują, a media przestają być retransmiterami emocji i obaw i przekształcają się w przestrzeń racjonalnej i merytorycznej dyskusji. W tym sensie droga Ukrainy do Europy jest rzeczywiście trudna i obciążona wojną, ale jednocześnie już strukturalnie rozwinięta i nieodwracalna.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź