Szturm na brazylijski parlament zaplanowano w internecie

Fot. Thiago Kai / Pexels / Modyfikacje: Demagog

Czas czytania: około min.

Szturm na brazylijski parlament zaplanowano w internecie

09.01.2023 godz. 19:19

Zwolennicy byłego prezydenta Brazylii nie zgadzają się z wynikiem wyborów. Zaledwie kilka dni po zakończeniu kadencji Jaira Bolsonara przypuścili atak na rządowe budynki Sądu Najwyższego, Kongresu i pałacu prezydenckiego. To konsekwencja podsycanej od wielu miesięcy dezinformacji oraz skoordynowanych działań w mediach społecznościowych.

Historia się powtarza. Dwa lata temu w Stanach Zjednoczonych zwolennicy odchodzącego z urzędu prezydenta Donalda Trumpa przypuścili atak na Kapitol. Obecnie w stolicy Brazylii, mieście Brasília, trwają zamieszki sprowokowane przez popleczników byłego prezydenta Jaira Bolsonara. W tle – ponownie dezinformacja i zarzuty o sfałszowanie wyborów.

Zwolennicy Bolsonara nie pierwszy raz podważają zasady demokracji

Jair Bolsonaro doszedł do władzy w 2018 roku. Już wówczas problem dezinformacji nabierał na sile. Jak podkreśla Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, kandydat przodował w szerzeniu fałszywych informacji, w tym również teorii spiskowych, na temat możliwych oszustw wyborczych. Popularna aplikacja WhatsApp służyła wówczas do kolportowania fałszywych informacji faworyzujących Bolsonara.

Polityk słynął z rozpowszechniania fake newsów, w tym między innymi na temat pandemii koronawirusa (którego nazywał „zwykłą grypą”), lockdownów i maseczek. Popularyzował również dezinformację na temat rzekomych fałszerstw wyborczych w Brazylii.

Rządy Bolsonara dobiegły jednak końca. W październiku wybory prezydenckie wygrał Luiz Inácio Lula da Silva (Lula da Silva; Lula), który został zaprzysiężony 1 stycznia 2023 roku. Tuż po drugiej turze wyborów Bolsonaro przez 40 dni nie wypowiadał się publicznie, co – zdaniem redakcji Reuters – mogło podsycać antydemokratyczne nastroje jego zwolenników.

Okraszewski

Więcej o dezinformacji w Ameryce Łacińskiej dowiesz się z naszego podcastu z Maciejem Okraszewskim.

8 stycznia – szturm na parlament

Zaledwie tydzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta niepogodzeni z wynikiem wyborów poplecznicy Bolsonara przypuścili atak na Praça dos Três Poderes (por. Plac Trzech Władz). W stolicy wybuchły zamieszki, a puczyści wdarli się do budynków Sądu Najwyższego, Kongresu i pałacu prezydenckiego.

 

Według nieoficjalnych doniesień w szturmie mogło wziąć udział nawet 3 tys. zwolenników byłego prezydenta. W internecie pojawiają się nagrania prezentujące wydarzenia ze środka atakowanych budynków.

Puczyści byli agresywni wobec policji. Na jednym nagraniu widać m.in., jak rozjuszony tłum ściąga policjanta z konia i atakuje go pałkami. Na innych natomiast widoczne są momenty regularnych starć z policją.

Zamieszki nadal trwają. Według najbardziej aktualnych informacji nie pojawiły się jeszcze doniesienia o osobach rannych lub ofiarach śmiertelnych. Zdewastowany został natomiast budynek Palácio do Planalto (pałacu prezydenckiego). Polska Agencja Prasowa do południa 9 stycznia informowała, że policja zatrzymała już 170 osób.

Lula da Silva podjął stanowcze działania

Obecny prezydent Brazylii nie był zagrożony, ponieważ w czasie szturmu przebywał w São Paulo. Stanowczo jednak potępił wydarzenia, do których doszło w stolicy, i nazwał atakujących faszystami. Jak czytamy w wydanym przez niego komunikacie:

„Ktokolwiek to zrobił, zostanie odnaleziony i ukarany. Demokracja gwarantuje prawo do swobodnego wyrażania opinii, ale wymaga też od ludzi poszanowania instytucji. To, co oni dzisiaj zrobili, nie ma precedensu w historii kraju. Z tego powodu muszą ponieść za to karę”.

W reakcji na wydarzenia na Placu Trzech Władz prezydent Lula da Silva podpisał dekret umożliwiający administracji federalnej przejęcie władzy w dystrykcie obejmującym stolicę państwa. Dokument obowiązuje do końca stycznia i ma pozwolić na przywrócenie ładu w mieście pogrążonym w chaosie.

Bolsonaro odżegnuje się od wydarzeń w stolicy

Były prezydent Brazylii przebywa obecnie w USA, gdzie udał się pod koniec grudnia, na dwa dni przed końcem swojej kadencji. Początkowo milczał, jednak zabrał głos, gdy zamieszki zaczęły chylić się ku końcowi. Na Twitterze odniósł się do wydarzeń, podkreślając, że w demokracji są dopuszczalne tylko protesty pokojowe. Jak czytamy:

„Pokojowe demonstracje, w obrębie prawa, są częścią demokracji. Jednak grabieże i wtargnięcia na budynki publiczne, jakie miały miejsce dzisiaj, a także te, które praktykowała lewica w 2013 i 2017 r., wymykają się tej regule”.

Zdaniem organizacji Human Rights Watch wydarzenia w Brasílii są jednak konsekwencją wieloletniej polityki realizowanej przez Jaira Bolsonara. To środowisko skupione wokół byłego prezydenta podważało zasady demokracji i rozpowszechniało nieuzasadnione fałszywe informacje o oszustwach wyborczych, przez które miałby on przegrać wybory.

Brazylijscy fact-checkerzy ostrzegali przed zagrożeniem

Na początku grudnia w Podcaście Demagoga gościliśmy Natálię Leal – dyrektorkę Agencji Lupa. Nasza gościni opowiedziała wówczas, jak ogromnym problemem w Brazylii jest dezinformacja rozpowszechniania przez środowisko skupione wokół byłego prezydenta oraz przez niego samego.

Leal już wówczas sygnalizowała, że zwolennicy Bolsonara podważają wyniki wyborów oraz mandat nowego prezydenta Luli. Zapytaliśmy ją, czy istnieje ryzyko zamieszek po zakończeniu kadencji byłego prezydenta, podobnych do wydarzeń w amerykańskim Kapitolu w 2021 roku.

„(…) nie byłabym zaskoczona, gdyby pierwszego stycznia wydarzyło się coś takiego jak na Kapitolu. Czuję, że coś organizują, dyskutują o tym. W całym kraju przetaczają się protesty pod siedzibami wojskowymi. Zwolennicy Bolsonara proszą o interwencję armii i wywarcie presji na Wyższy Sąd Wyborczy, by przeliczono głosy jeszcze raz. To efekty rozpowszechniania fałszywych treści. W ciągu następnych tygodni i miesięcy mogą one eskalować do fizycznego nękania”.

Bolsonaro przegrywa wybory. Będzie mniej dezinformacji w brazylijskim internecie?

Posłuchaj naszej ostatniej rozmowy z Natlią Leal, z brazylijskiej organizacji fact-checkingowej, Agencia Lupa

Szturm był możliwy dzięki koordynacji w mediach społecznościowych

Według doniesień redakcji portalu factcheckingowego Aos Fatos wydarzenia w stolicy Brazylii mogły dojść do skutku dzięki szeroko zakrojonej akcji w mediach społecznościowych. Zwolennicy Bolsonara koordynowali swoje działania już od kilku dni, a pierwsze wezwania do szturmu pojawiały się już 3 stycznia.

Analitycy Aos Fatos informują, że natknęli się na dużą liczbę postów nawołujących do „zaprowadzenia wolności i demokracji”, „obrony państwa przed komunistycznym zagrożeniem” oraz „przejęcia władzy”. Brazylijczycy dzielili się na WhatsAppie wiadomościami zachęcającymi do „wykopania wszystkich szczurów, które przejęły władzę”.

Brazylijski portal Lupa dotarł do przytoczonych wiadomości. Zwolennicy Bolsonara zachęcali się nawzajem do samoorganizacji, w tym również zabrania niezbędnego sprzętu: hełmów, rękawic, kamizelek oraz masek gazowych. Jak czytamy w kolejnej wiadomości, planem puczystów było zajęcie Kongresu i nieopuszczanie go, dopóki ich postulaty nie zostaną spełnione.

Zrzut ekranu przedstawiający filmik na Facebooku

Źródło: Aos Fatos | Wideo opublikowane 6 stycznia na Facebooku, zapraszające zwolenników Bolsonara do udziału w „rewolucji wojskowej”

Według Aos Fatos podobne treści pojawiały się nie tylko na WhatsAppie, ale również na Facebooku, Instagramie, TikToku, Telegramie i Kwai (aplikacji do udostępniania krótkich filmików). Najpopularniejszy post zebrał ponad 820 tys. wyświetleń i 48 tys. udostępnień.

Inwazja na stolicę – okazją do zarobku

Szturm na brazylijski Plac Trzech Władz okazał się dla niektórych okazją do zdobycia internetowej popularności, a nawet zarobku. Jak donosi Lupa, już w trakcie zamieszek zaczęły pojawiać się na YouTubie filmiki oraz transmisje na żywo.

Zrzut ekranu przedstawiający filmik na YouTube

Źródło: Lupa

Twórcy prezentowali skalę wydarzeń i zachęcali innych zwolenników Bolsonara, aby dołączyli. Platforma pozwoliła informować na bieżąco m.in. o lokalizacji, w której toczą się działania, a także o tym, jak do nich dotrzeć, aby ominąć policję. Niektórzy zachęcali również internautów do wpłacania donacji, które miały umożliwić dalsze trwanie protestu.

Według analizy Aos Fatos niektórzy twórcy skorzystali z okazji i starali się zmonetyzować szturm. Do filmików na YouTubie podpięte były prośby o datki lub reklamy. Kanały transmitujące wydarzenia na żywo odnotowały zauważalny wzrost subskrybentów. Przykładowo Alex Moretti (influencer i zwolennik Bolsonara) był na miejscu i prowadził transmisję, którą oglądało na bieżąco nawet do 18 tys. widzów.

Youtube udzielił agencji Aos Fatos informacji, że na bieżąco monitoruje sytuację i stara się usuwać treści sprzeczne z zasadami platformy oraz zachęcające do przemocy.

Array ( [0] => 33686 )

W Demagogu od kwietnia 2020 roku. Student kognitywistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, zainteresowany głównie psychologią polityki oraz epistemologią.Prywatnie wielki fan kultury hip-hop, filozofii społecznej oraz historii aktywizmu i ruchów społecznych.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

20 zł
Imię*
Nazwisko*
Adres e-mail*
Ulica dom/lokal
Kod pocztowy
Miasto

lub