Wybory w USA. Czy Rosja wpłynęła na wybór Trumpa?

Żródło: Pixabay / Modyfikacje: Demagog

Czas czytania: około min.

Wybory w USA. Czy Rosja wpłynęła na wybór Trumpa?

20.01.2023 godz. 12:07

Rosja prowadzi wojnę informacyjną na wielu frontach. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest ingerencja w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku. Najnowsze badanie przekonuje jednak, że wpływ rosyjskich materiałów dezinformacyjnych wcale nie był aż tak doniosły. Sukcesem Kremla było natomiast przekonanie świata o potędze swojej machiny dezinformacyjnej.

Na początku stycznia w czasopiśmie naukowym „Nature Communications” ukazał się artykuł Gregory’ego Eady’ego i jego współpracowników. Badacze postanowili sprawdzić, czy faktycznie ekspozycja na treści kolportowane przez rosyjską Agencję Badań Internetowych (ABI) na Twitterze miała wpływ na poglądy Amerykanów oraz ich decyzje przy urnie wyborczej w 2016 roku.

Kremlowska fabryka trolli

ABI to prywatna firma mająca powiązanie z Putinem i rosyjskimi oligarchami. Agencja jest wykorzystywana do prowadzenia szeroko zakrojonych operacji dezinformacyjnych zarówno w kraju, jak i za granicą. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.

Agencja była zamieszana m.in. w działalność mającą na celu podważenie zaufania do rządu federalnego Stanów Zjednoczonych i wpłynięcie na wyniki wyborów prezydenckich w 2016 roku. W 2020 roku ujawniono, że ABI podejmowało próby ingerencji w politykę Ghany.

Obawa przed rosyjskimi manipulacjami podczas wyborów jest żywa również w Polsce. Obawy mogą być słuszne. Z raportu „USA Today” wynika, że w 2015 roku, gdy w Polsce odbywały się wybory parlamentarne, znaleźliśmy się na celowniku rosyjskiej maszyny dezinformacyjnej. 

Rosyjskie treści były popularne na Twitterze…

Badacze szacują, że osiem miesięcy przed wyborami prezydenckimi w 2016 roku nawet do 32 mln Amerykanów mogło natrafić na Twitterze na treści kolportowane przez konta powiązane z Kremlem. Ich zdaniem jednak to wcale nie oznacza, że rosyjska kampania informacyjna bezpośrednio przełożyła się na intencje wyborcze obywateli USA.

Na poparcie swojej tezy zespół przywołuje badanie opublikowane w „Science”, którego wyniki potwierdzają, że fake newsy często trafiają wyłącznie do niewielkiej skoncentrowanej grupy użytkowników oraz osób silnie zaangażowanych politycznie. Z tego powodu badacze postanowili sprawdzić realny wpływ rosyjskich machinacji.

Analizie poddano odpowiedzi z ankiet, które uczestnicy eksperymentu wypełniali kilkakrotnie w trakcie kampanii wyborczej w 2016 roku, a także historię ich kont na Twitterze, którą zgodzili się udostępnić badaczom. Okazuje się, że 70 proc. respondentów natrafiło w mediach społecznościowych na treści stworzone przez Kreml. Niemal 800 tys. takich postów zidentyfikowano na kontach każdego z badanych.

… ale zwykle trafiały tylko do wąskiej grupy użytkowników

Respondenci nie byli jednak „zalani” rosyjskimi treściami. Jak wskazują badacze, osoby natrafiały na Twitterze na średnio 4 posty dziennie, inicjowane przez rosyjską kampanię. W międzyczasie jednak mieli oni kontakt ze średnio 106 postami pochodzącymi z mediów krajowych oraz 35 postami amerykańskich polityków. 

Oznacza to, że pomimo rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej do przeciętnego Amerykanina docierało 25 razy więcej treści z krajowych mediów niż wiadomości pochodzących z kont powiązanych z Rosją.

Dodatkowo okazało się, że mediana ekspozycji na rosyjskie treści wyniosła zero. Oznacza to, że wiele osób wcale nie miało kontaktu z tymi postami, a średnią zawyżyła mała grupa osób z wysokim wynikiem. Jeden proc. respondentów odpowiadał za aż 70 proc. ekspozycji na treści pochodzące od rosyjskich kont wpływu.

Co więcej, niemal cała ekspozycja na rosyjskie treści była skoncentrowana wśród 10 proc. osób, odpowiedzialnych za 98 proc. kontaktu z treściami inicjowanymi przez Kreml.

Nie każdy był narażony na kampanię wpływu

Popularne przekonanie głosi, że celem rosyjskiej kampanii z jednej strony było zachęcenie Amerykanów do wybrania Donalda Trumpa, a z drugiej – zniechęcenie wyborców liberalnych (w tym zwolenników Berniego Sandersa) do głosowania na Hillary Clinton. Czy dane potwierdzają, że operacja odniosła sukces?

Z analizy wynika, że rosyjskie treści trafiały przede wszystkim do Republikanów, których ekspozycja na takie posty była dziewięć razy większa niż Demokratów lub wyborców niezależnych.

Wraz ze wzrostem zaangażowania politycznego i silnej identyfikacji z Partią Republikańską widoczny był wzrost ekspozycji na rosyjskie treści. Oznacza to, że kampania trafiała przede wszystkim do osób, które i tak już wyrażały zdecydowane poparcie dla Donalda Trumpa.

Fałszywe treści wcale nie zmieniły przekonań respondentów

Kolejna hipoteza badawcza zakładała zweryfikowanie, czy propagandowe materiały pochodzące od prorosyjskich kont miały wpływ na wzrost polaryzacji politycznej w USA. 

W ramach przeglądu sprawdzono, czy ekspozycja na takie treści zmieniła stanowisko respondentów na takie tematy jak: imigracja, poparcie dla reformy opieki zdrowotnej, restrykcje dotyczące muzułmanów i inne.

Analiza statystyczna wykazała brak jakiegokolwiek zauważalnego efektu. Pomimo że na ich kontach na Twitterze okazjonalnie wyświetlały się treści kolportowane przez Kreml, to nie miało to wpływu na prywatne przekonania Amerykanów. 

Podobnie z polaryzacją – sami respondenci nie odczuwali, aby doszło do jej wzrostu. Jak tłumaczyliśmy, istnieje możliwość, że treści trafiały przede wszystkim do osób już przekonanych.

Główne pytanie: czy Rosja wpłynęła na decyzje wyborcze?

Zespół badawczy pochylił się na koniec nad najważniejszym pytaniem, a mianowicie, czy kampania dezinformacyjna, inicjowana przez konta powiązane z Kremlem, miała wpływ na sam wynik wyborów i decyzje, jakie Amerykanie podejmowali przy urnie wyborczej.

Na podstawie ankiet przeprowadzanych w 2016 roku (na początku roku i przed samymi wyborami) oraz na podstawie danych pochodzących z Twittera okazuje się, że sama ekspozycja na wspomniane treści nie miała wpływu na zmianę wyboru z Clinton na Trumpa.

Zdaniem badaczy wyniki są zgodne z niedawną metaanalizą 59 badań, wskazującą na to, że polityczne reklamy mają niewielkie efekty, niezależnie od kontekstu, przekazu, nadawcy lub odbiorcy.

Okazuje się, że to nie kampania dezinformacyjna na Twitterze przechyliła szalę zwycięstwa na stronę Trumpa, sami respondenci bowiem byli już wcześniej gotowi zagłosować na niego z wielu innych przyczyn.

Badanie dotyczyło jedynie Twittera

Nie należy wyciągać zbyt szerokich wniosków z powyższego badania, ponieważ zostało ono przeprowadzone tylko na jednej platformie społecznościowej – na Twitterze. Strona ta jest w USA mniej popularna niż Facebook, na którym również dochodziło do manipulacji ze strony prorosyjskich kont.

Oprócz tego należy pamiętać, że polityczne wiadomości i materiały dezinformacyjne mogły być rozpowszechnianie na innych platformach oraz w komunikatorach służących do prywatnych rozmów. 

Sami badacze zwracają uwagę na to, że sukces rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej mógł być pośredni, ponieważ Rosjanom udało się przekonać świat o potędze swojej machiny dezinformacyjnej i rozpowszechnić w Stanach Zjednoczonych atmosferę podejrzeń o rosyjskie wpływy i powiązania.

Array ( [0] => 33686 )

W Demagogu od kwietnia 2020 roku. Student kognitywistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, zainteresowany głównie psychologią polityki oraz epistemologią.Prywatnie wielki fan kultury hip-hop, filozofii społecznej oraz historii aktywizmu i ruchów społecznych.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

20 zł
Imię*
Nazwisko*
Adres e-mail*
Ulica dom/lokal
Kod pocztowy
Miasto

lub