Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Barwy UPA w muzeum w Warszawie? Sprawdzamy, co tak naprawdę przedstawia obraz
Czerwono-czarny obraz w Muzeum Sztuki Nowoczesnej wzbudził kontrowersje. Nie ma on jednak nic wspólnego z Ukrainą. Autorka dzieła skupia się na problemach białoruskich kobiet w obozach pracy przymusowej.
Fot. Facebook / Adrian Grycuk / CC BY 3.0 / Wikimedia Commons / Modyfikacje: Demagog
Barwy UPA w muzeum w Warszawie? Sprawdzamy, co tak naprawdę przedstawia obraz
Czerwono-czarny obraz w Muzeum Sztuki Nowoczesnej wzbudził kontrowersje. Nie ma on jednak nic wspólnego z Ukrainą. Autorka dzieła skupia się na problemach białoruskich kobiet w obozach pracy przymusowej.
Analiza w pigułce
- W mediach społecznościowych (1, 2, 3) pojawiło się zdjęcie zrobione w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Czerwono-czarny obraz widoczny na fotografii miał nawiązywać do Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
- Obraz zamieszczony we wpisach stanowi element większego dzieła Mariny Napruszkiny, białoruskiej artystki. Dzieła sztuki, których jest autorką, nawiązują do pokojowych protestów, które miały miejsce w Białorusi w 2020 roku.
- Malowidło nie ma nic wspólnego z bojówką UPA ani z Ukrainą. Ten konkretny obraz, zatytułowany „IK 4. Oh, le-li le-li li-le” nawiązuje (s. 15) do sytuacji w obozach pracy przymusowej dla kobiet, w szczególności w kolonii karnej w Homlu.
„Po marszu niepodległości udałam się do jednego z najbardziej kontrowersyjnych muzeów w Polsce i trafiłam na kijowską wystawę o nazwie »Bliski Wschód i Daleki Zachód«”. To fragment relacji Eweliny Michalczyk, powiązanej z Nową Nadzieją, która opisała swoją wizytę w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Na Facebooku i portalu X zamieściła zdjęcie jednego z obrazów i napisała: „Co myślicie o przedstawionym eksponacie i ich barwach?”.
Temat szybko podchwyciły inne konta w social mediach. Profil Coolfonpl, znany z promowania fałszywych informacji, udostępnił zdjęcie samego obrazu z podpisem: „Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. »Wystawa ukraińska « z eksponatami w barwach UPA”. Podobne wpisy znalazły się również na Facebooku czy Instagramie.
Publikacja zdjęcia z wystawy w muzeum w Warszawie wywołała negatywne reakcje. Część osób wypowiadających się w komentarzach jest przekonana, że obraz nawiązuje do Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jedna z osób napisała [pisownia oryginalna]: „Won z instalacjami obrazajacymi Polskę”. Inna stwierdziła z kolei [pisownia oryginalna]: „dotychczas wpychali się wszędzie z żółto-niebieskimi. Teraz idą na całość z banderyzmem, a nam każą się składać na prezenty dla ukraińskich dzieci”.
Co to za obraz i wystawa?
„Kijowska wystawa” wspomniana przez Michalczyk to odbywające się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Kijowskie Biennale 2025. Tegoroczne wydarzenie zorganizowano pod nazwą „Bliski Wschód, daleki Zachód”. Jak przeczytamy w opisie wystawy, prezentowane prace nawiązują do obecnej sytuacji geopolitycznej w regionie Europy Wschodniej:
„Założeniem wystawy jest połączenie »peryferii « byłego Zachodu i otwarcie nowej perspektywy dla projektu europejskiego opartego na doświadczeniu Europy Bliskowschodniej wraz z jej polityczną złożonością i historycznymi uwikłaniami”.
Dzięki wstecznemu wyszukiwaniu grafiką udało nam się znaleźć obraz wspominany we wpisach. To dzieło Mariny Napruszkiny, białoruskiej artystki, które stanowi element większej całości – projektu o nazwie „Birds with the people”. Stworzona w 2022 roku seria obrazów była zainspirowana wydarzeniami w Białorusi i pokojowymi protestami, do których doszło w tym kraju w 2020 roku.
Dzieło białoruskiej artystki nie nawiązuje do UPA
W 2024 roku Napruszkina prezentowała swoje dzieło w berlińskiej przestrzeni PSM Gallery. Przy tej okazji powstał obszerny materiał tłumaczący poszczególne elementy wystawy. Dzieło ma opisywać represje, jakim poddawany jest naród białoruski:
„Praca ta stanowi narrację o praktykach represyjnych i przemocy stosowanej przez białoruski reżim nie tylko na poziomie dyscyplinarnych instytucji, ale także przenikających tkankę codziennego życia, realizowanych poprzez systemy polityki reprodukcyjnej, pracy przymusowej i konsumpcji”.
Szczegółowo opisano także obraz rzekomo przedstawiający barwy UPA. Jak się okazuje, to tylna strona dzieła o nazwie „IK 4. Oh, le-li le-li li-le”. Nawiązuje ono do pracy przymusowej białoruskich kobiet w koloniach karnych (s. 15). Uwzględniono tu szczególnie kolonię nr 4 w Homlu (stąd fragment nazwy dzieła – „IK 4”). Jak przedstawił w raporcie Międzynarodowy Komitet Badania Tortur na Białorusi (ICIT), więźniarki zmuszano do pracy mimo problemów zdrowotnych, a także nakazywano oglądać materiały propagandowe w wolnym czasie.
W opisie obrazu przeczytamy:
„W kolonii tej szyją mundury dla funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którzy stosują przemoc wobec zatrzymanych i stanowią kluczowe wsparcie dla reżimu, mundury hokejowe – ulubionego sportu Łukaszenki – oraz wyszywanki, tradycyjne stroje, za których noszenie w miejscach publicznych [w Białorusi – przyp. Demagog] można zostać zatrzymanym, a które mimo to są produkowane i sprzedawane obcokrajowcom”.
Nigdzie nie wspomniano, aby obraz w jakikolwiek sposób nawiązywał do UPA. Również inne elementy dzieła „Birds with the People” nie mają związku z Ukrainą ani ze Stepanem Banderą. Twierdzenie, że dzieło nawiązuje do banderyzmu, jest zatem fałszywe.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter




