Strona główna Fake News Szczepienia jako „eksperyment pokoleniowy”? Uwaga na dezinformację

Szczepienia jako „eksperyment pokoleniowy”? Uwaga na dezinformację

Czy przeciwciała wytworzone w wyniku szczepienia można przekazać kolejnym pokoleniom? I czy szczepionki zawierają substancje, które kumulują się w organizmie? Weryfikujemy, czy szczepienia to eksperyment pokoleniowy – jak przekonuje się w niektórych przekazach w mediach społecznościowych.

w tle ręce ze strzykawką, zrzut ekranu z Facebooka

Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog

Szczepienia jako „eksperyment pokoleniowy”? Uwaga na dezinformację

Czy przeciwciała wytworzone w wyniku szczepienia można przekazać kolejnym pokoleniom? I czy szczepionki zawierają substancje, które kumulują się w organizmie? Weryfikujemy, czy szczepienia to eksperyment pokoleniowy – jak przekonuje się w niektórych przekazach w mediach społecznościowych.

Analiza w pigułce

  • nagraniu udostępnionym na Facebooku przekazano informację o tym, że szczepionki rzekomo nie są przebadane, a substancje w nich zawarte kumulują się w organizmie. Podobno wpływa to na zdrowie kolejnych pokoleń – dlatego preparaty ochronne mają być „eksperymentem pokoleniowym”.
  • Dostępne na rynku szczepionki nie są eksperymentem medycznym w rozumieniu polskiego prawa. Takie preparaty podlegają bardziej rygorystycznym testom niż inne leki. Dla bezpieczeństwa działanie leków monitoruje się przez cały czas od ich wprowadzenia na rynek.
  • Nie trzeba obawiać się składu szczepionek – jest on ściśle kontrolowany. Zgodnie z dostępną wiedzą stężenie substancji zawartych w preparatach jest bezpieczne dla zdrowia i życia.

Wokół szczepionek narosło wiele fałszywych narracji, a jedną z nich jest to, że zawierają one szkodliwe substancje i są słabo przebadane. Podobne zarzuty możemy usłyszeć w popularnym nagraniu opublikowanym w listopadzie na Facebooku. „Twoja babcia była szczepiona. Przekazała swojej mamie przeciwciała i część substancji ze szczepionek, które zostały w jej organizmie” – słyszymy w filmie [czas nagrania 0:05].

W nagraniu stwierdzono, że „tej chemii nikt nie bada, jak się to kumuluje i wpływa na zdrowie kolejnych pokoleń”. Według przedstawionych informacji [pisownia oryginalna] „nie ma badań obejmujących matki, dzieci i kolejne pokolenia. Badania kończą się najczęściej na kilku tygodniach po podaniu szczepionki”.

Zrzut ekranu kadru. Widzimy z nim grafikę kobiety na czterech etapach życia: niemowlaka, młodej i dojrzałej kobiety oraz seniorki. Patrzą w jedną stronę. Ponad nimi napis: „POKOLENIA SZCZEPIEŃ Czy zastanawiałeś się kiedyś…”.

Źródło: Facebook.com, 08.11.2025

Film udostępniono ponad 800 razy i zostawiono pod nim ponad 130 komentarzy. Część z nich to głosy wspierające przedstawioną narrację. Jak możemy przeczytać [pisownia oryginalna]: „I stąd autyzmy, adhd i inne cholery żaden przypadek, wszystko celowe i dążące do depupulacji”, „Nie ma niezależnych laboratoriów które nadają bezpieczeństwo szczepionek.”, „Szypienie to tylko konstrukcja marketingowa do manipulowania ludźmi wielka ściema”.

Czy szczepionki to eksperyment? Polskie prawo ma na to odpowiedź

filmie powtarza się narrację, która od kilku lat zyskuje spore zainteresowanie: szczepionki mają być wielkim, nieprzebadanym „eksperymentem”. W wielu przykładach (np. 1, 2, 3) zarzut ten dotyczył szczepionek przeciwko COVID-19, ale bywa też stosowany wobec innych preparatów ochronnych (1, 2). 

Na początku wyjaśnimy, że w rozumieniu polskiego prawa szczepionki dopuszczone do użytku nie są eksperymentem medycznym – dotyczy to zarówno szczepionek uwzględnionych w kalendarzu szczepień, jak i tych przeciw COVID-19, które najpierw otrzymały warunkowe pozwolenie, a potem – pełną autoryzację.

Zgodnie z art. 21 ust. 3 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty eksperyment medyczny może być przeprowadzony wówczas, gdy „uczestnictwo w nim nie jest związane z ryzykiem albo też ryzyko jest niewielkie i nie pozostaje w dysproporcji do możliwych pozytywnych rezultatów takiego eksperymentu”. Pacjent musi być jasno poinformowany o tym, że bierze udział w eksperymencie. Przeprowadza się go tylko za jego zgodą (istnieją wyjątki, ale obwarowane szeregiem kryteriów określonych w ustawie).

Szczepionki stosowane w Polsce są przebadane

Kwestie prawne i status badań to nieco odmienne zagadnienia, zatem warto też dokładnie doprecyzować, jak wygląda przebieg prac naukowców nad preparatami ochronnymi. Zanim szczepionki w ogóle zostaną dopuszczone do użytku na całej populacji, muszą przejść badania – tak jak każdy preparat medyczny. Potem podlegają monitoringowi pod kątem bezpieczeństwa i skuteczności przez cały czas obecności na rynku. Zwykle szczepionki są sprawdzane bardziej rygorystycznie niż inne leki.

Każda szczepionka zatwierdzona do sprzedaży na rynku europejskim i amerykańskim przeszła przez wszystkie wymagane fazy badań przedklinicznych i klinicznych. 

W Unii Europejskiej, w tym w Polsce, szczepionki muszą przejść przez kilka etapów takich testów, zanim zostaną zatwierdzone do użycia na całej populacji. Najpierw przeprowadza je firma produkująca, a następnie – organy regulacyjne, w tym Europejska Agencja Leków (EMA) oraz organy krajowe. 

Na dalszych etapach monitoruje się każdą serię szczepionek wypuszczoną na rynek. Sprawdza się również zgłoszone przypadki występowania niepożądanych odczynów poszczepiennych. Nie można zatem powiedzieć, że „badania kończą się najczęściej na kilku tygodniach po podaniu szczepionki”.

Przyjęcie szczepionki może wywołać efekty uboczne, najczęściej jednak nie są one poważne: należą do nich podwyższona temperatura, ból lub zaczerwienienie w miejscu wkłucia. Europejska Agencja Leków (EMA) niezmiennie podkreśla, że korzyści związane z przyjęciem szczepionki przewyższają znane ryzyko związane z efektami ubocznymi.

„Chemikalia” w szczepionkach są przekazywane z pokolenia na pokolenie?

Według treści filmu nadal nieprzebadaną kwestią dotyczącą szczepionek ma być to, że szkodliwe substancje rzekomo nie dość, że kumulują się w organizmie, to jeszcze są przenoszone z matki na potomstwo. Jak możemy usłyszeć:Nie ma badań obejmujących matki, dzieci i kolejne pokolenia. Badania kończą się najczęściej na kilku tygodniach po podaniu szczepionki” [czas nagrania 0:58].

Wiemy, że istnieją substancje chemiczne, które potrafią utrzymać się we krwi lub tkance tłuszczowej przez dekady. Do naszego organizmu przedostają się ze względu na zanieczyszczenia wody, gleby czy jedzenia – poziom ich stężenia jest różny w zależności od miejsca. Obecność niewielkich ilości takich substancji wykryto też w mleku matki. 

W przypadku szczepień nie musimy się obawiać takiego scenariusza. Substancje zawarte w preparatach występują w takich stężeniach, które nie są dla nas zagrożeniem. To dawka czyni truciznę. Niektóre ze szczepionek teoretycznie zawierają substancje, które skumulowanie w większych stężeniach mogłyby stanowić zagrożenie dla zdrowia (np. glin, tiomersal, czy formaldehyd), ale są usuwane z organizmu krótko po podaniu preparatu albo już na etapie jego wytwarzania (1, 2, 3).

W przeszłości wiele niepokoju wywoływały informacje o tym, że szczepionki „zawierają rtęć”, a dokładniej konserwant – tzw. tiomersal. Zawiera on etylortęć, która ma zupełnie inne właściwości od klasycznie rozumianej rtęci w jej postaci toksycznej (czyli metylowej). Ten składnik jest zawarty w szczepionkach tylko w niewielkich ilościach, bezpiecznych dla zdrowia. 

Wielokrotnie podkreślaliśmy (np. 1, 2), że istnieje wiele dowodów potwierdzających bezpieczeństwo użycia adiuwantów w szczepieniach. W Polsce tylko szczepionki przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi zawierają tiomersal – i to w minimalnej dawce. Tiomersal może występować w szczepionkach w śladowych ilościach również jako pozostałość po procesie ich wytwarzania.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!