Strona główna Analizy Elon Musk uratuje nas przed dezinformacją AI? Eksperci w to wątpią

Elon Musk uratuje nas przed dezinformacją AI? Eksperci w to wątpią

Demonetyzacja fejków tworzonych z użyciem AI i jasne oznaczanie tworów sztucznej inteligencji – to pomysły platform społecznościowych na ograniczanie wygenerowanych filmów i zdjęć. Tylko czy są one w stanie ocenić, co jest prawdą, a co nie? Niektóre z rozwiązań wydają się tylko pogłębiać problem.

Fot. Shutterstock / Modyfikacje: Demagog

Elon Musk uratuje nas przed dezinformacją AI? Eksperci w to wątpią

Demonetyzacja fejków tworzonych z użyciem AI i jasne oznaczanie tworów sztucznej inteligencji – to pomysły platform społecznościowych na ograniczanie wygenerowanych filmów i zdjęć. Tylko czy są one w stanie ocenić, co jest prawdą, a co nie? Niektóre z rozwiązań wydają się tylko pogłębiać problem.

Analiza w pigułce

  • Wojna na Bliskim Wschodzie wiąże się z wieloma fałszywymi informacjami w sieci, w tym również tworzonymi z użyciem sztucznej inteligencji. Elon Musk zaproponował, aby do weryfikowania informacji wykorzystać chatbota AI – Groka.
  • Grok kilkukrotnie wprowadzał użytkowników w błąd. Ocenił nagranie stworzone przez AI jako prawdziwe, uznał zdjęcia irańskich grobów za zagraniczne cmentarze, a nawet wygenerował obraz dla poparcia swojej tezy.
  • Zdaniem Mateusza Chroboka, eksperta w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, duże modele językowe, takie jak Grok, są złym narzędziem do weryfikowania informacji. Platformy starają się ograniczać dezinformację tworzoną z użyciem AI np. poprzez demonetyzowanie nieoznaczonych treści. W opinii Sylwii Czubkowskiej tego typu działanie to raczej wizerunkowy sygnał niż faktyczna zmiana zasad.

Specjaliści od weryfikowania informacji załamują ręce nad dezinformacją dotyczącą wojny na Bliskim Wschodzie. Shayan Sardarizadeh z BBC Verify stwierdził, że „żyjemy w nowym, wspaniałym świecie dezinformacji AI”. Tal Hagin, ekspert od OSINT, napisał, że nigdy do tej pory nie widział takiej skali fałszywych informacji na platformie X. Jeden z irańskich fact-checkerów powiedział, że spędza do 14 godzin dziennie na sprawdzaniu doniesień dotyczących trwającej wojny. Jeżeli nawet eksperci mają problem z poradzeniem sobie z dezinformacją o takim nasileniu, to jak mają radzić sobie przeciętni użytkownicy platform społecznościowych? 

Sprawy nie ułatwiają media, którym zdarza się opublikować zdjęcia i filmy wygenerowane przez AI. Nie pomagają także politycy, którzy na swoich profilach publikują np. nagrania z wydarzeń, które nie miały miejsca. Nawet prawniczka współpracująca z Organizacją Narodów Zjednoczonych (ONZ) na swoim profilu na portalu X podała dalej zdjęcie z irańskiego pogrzebu stworzone przez AI

W związku z narastającym problemem swoje propozycje ograniczenia nieprawdziwych treści składają same platformy społecznościowe. Czy Elon Musk i przedstawiciele Big Techów uratują nas przed fake newsami tworzonymi przy pomocy AI? Na razie efekty ich działań są… różne.

„To nigdy nie było tak proste”. Dlaczego dezinformacja AI osiągnęła taką skalę?

Obecny konflikt na Bliskim Wschodzie nie jest pierwszym, podczas którego możemy obserwować rosnącą dezinformację AI w mediach społecznościowych. W 2022 roku, po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, pojawiło się nagranie, na którym rzekomo Wołodymyr Zełenski wzywa swoje wojska do poddania się. Deepfake z wykorzystaniem wizerunku prezydenta Ukrainy był tylko początkiem dezinformacji dotyczącej Ukrainy, która powstaje z użyciem AI (np. 1, 2, 3).

Prof. Timothy Graham z Queensland University of Technology podkreśla, że tworzenie fałszywych treści stało się prostsze. To, co kiedyś wymagało programów do obróbki materiałów wideo i umiejętności zdobywanych latami jest łatwo dostępne dzięki narzędziom OpenAI czy Google’a. Henry Ajder, ekspert od sztucznej inteligencji, zapytany przez BBC stwierdził wprost:

„Nigdy wcześniej te narzędzia nie były tak łatwo dostępne, tak proste w obsłudze i tak tanie”.

To sprawia, że dezinformację z użyciem AI szerzą nie tylko internetowe trolle, lecz także państwowe podmioty. Associated Press opisuje, w jaki sposób proirańskie konta w mediach społecznościowych oraz irańskie media, korzystają ze sztucznej inteligencji, by wprowadzać chaos informacyjny. Na przykład irańska prorządowa redakcja opublikowała fałszywe zdjęcie satelitarne, mające pokazywać zniszczony amerykański radar.

Wraz z tempem produkowania dezinformacji AI wzrosła również jej jakość. Deepfake z Zełenskim sprzed kilku lat wzbudzał jeszcze uśmiech politowania ze względu na kiepską realizację. Obecnie jednak nawet ekspertom nie jest do śmiechu. Rumman Chowdhury, była pracowniczka Twittera badająca ryzyko używania AI, w komentarzu dla „Rolling Stone” stwierdziła wprost:

„Osiągnęliśmy taki poziom realizmu w przypadku deepfake’ów wideo, audio i obrazów, że większość ludzi nie jest ich w stanie odróżnić od rzeczywistości”.

„Grok, czy to prawda?” Czy AI jest w stanie zwalczyć dezinformację AI?

Od momentu, w którym Donald Trump ogłosił rozpoczęcie działań wojskowych w Iranie, internet został zalany falą fałszywych informacji. Szczególnie rozprzestrzeniły się one na platformie X. Sprawa stała się na tyle poważna, że na ratunek ruszył nawet właściciel serwisu, Elon Musk. Zaproponował, aby weryfikować informacje pojawiające się na jego portalu  za pomocą sztucznej inteligencji. Pomóc miał w tym Grok, czyli chatbot AI opracowany przez jedną z firm Muska.

Grok jest dobrze znany wszystkim osobom korzystającym z platformy X. Kontrowersyjny model AI pytany jest przez nich o to, czy dany wpis zawiera fakty. Teoretycznie powinien pomagać rozpoznawać także dezinformację w czasie kryzysu. Jak jednak pokazała praktyka, niejednokrotnie w czasie wojny na Bliskim Wschodzie podawał fałszywe informacje.

  • Bombardowanie rakietami – według Groka prawdziwe, a to twór AI

Przykład? Film pokazujący rakiety spadające na budynki w Tel Awiwie nie jest prawdziwy i powstał z użyciem narzędzi sztucznej inteligencji. Niektórzy użytkownicy zaczęli pytać Groka o wiarygodność nagrania. Chatbot platformy X uznał, że nagranie jest prawdziwe. Udostępniali je nawet polscy politycy.

Niektórzy użytkownicy zaczęli wykorzystywać odpowiedź AI jako dowód na autentyczność nagrania. Profil Ministerstwo Prawdy stwierdził wprost, że najpierw uznał nagranie za nieprawdziwe, ale Grok potwierdził jego wiarygodność.

  • To nie Teheran, lecz Los Angeles – Grok dezinformuje w sprawie ataku na Iran

Kolejna wpadka Groka przydarzyła się po ataku na magazyn paliwa w Teheranie. Po zniszczeniu kompleksu w sieci pojawiły się nagrania, na których widać, jak płonąca ropa płynie ulicami miasta.

Chatbot, zapytany, czy film jest prawdziwy, stwierdził, że to nagranie pożaru z… Los Angeles z 2017 roku. Dodatkowo w jego opinii ktoś przerobił znaki drogowe tak, jakby miały napisy w języku perskim.

  • Groby z Indonezji i Brazylii, a nie z Iranu – AI wprowadza w błąd w sprawie ataku na szkołę

Jeden z głośniejszych skandali w trakcie trwającej wojny dotyczy ostrzelania szkoły dla dziewcząt w Minab. Analitycy Bellingcat i dziennikarze „The New York Times” udowodnili, że w budynek trafił amerykański pocisk Tomahawk. W ataku zginęło 175 osób, w większości dzieci. Wkrótce po tragedii świat obiegły nagrania pokazujące groby, w których pochowano ofiary.

Niektórzy zaczęli pytać Groka o to, czy zdjęcia grobów są prawdziwe. Chatbot najpierw stwierdził, że jest to cmentarz ofiar COVID-uDżakarcie (Indonezja), a fotografie pochodzą z 2021 roku. W innej odpowiedzi podał, że to miejsce pochówku ofiar pandemiiSão Paulo (Brazylia). Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem Grok się pomylił.

  • Grok tworzy dowody na poparcie swoich tez

Wspomniany na początku Tal Hagin próbował się dowiedzieć od chatbota, jakie było źródło jego informacji. Ekspert poprosił, aby AI zweryfikowało nagranie, które rzekomo przedstawiało Tel Awiw, a w rzeczywistości zrobiono je w innym mieście.

W kolejnych odpowiedziach Grok nie był w stanie podać źródła potwierdzającego tezę, którą postawił. Chatbot opierał się na filmach nieprzypominających nagrania, które miał zweryfikować. Ostatecznie chatbot wygenerował i opublikował obraz, który miał poprzeć jego tezę, że sprawdzany materiał wideo jest stary i nieaktualny.

Mateusz Chrobok: „Duże modele językowe są fundamentalnie złym narzędziem do weryfikacji faktów”

Gdyby Elon Musk śledził analizy ekspertów, to wiedziałby, że jego sztuczna inteligencja nie nadaje się do fact-checkingu. Specjaliści z DFRLab już w trakcie wojny dwunastodniowej z 2025 roku zwracali uwagę, że Grok halucynuje i podaje błędne odpowiedzi. I od tego czasu nic się nie zmieniło, a ludzie proszący Groka, by coś im wyjaśnił, muszą się liczyć z tym, że otrzymają nieprawdziwe informacje. 

O tym, że korzystanie z dużych modeli językowych (LLM) do weryfikowania faktów, jest kiepskim pomysłem, przekonuje nas też Mateusz Chrobok, ekspert w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Problem z użyciem chatbotów takich jak Grok polega na tym, że nie przechowują one faktów, ale uczą się wzorców językowych. Oznacza to, że po otrzymaniu pytania: „Grok, czy to prawda?” chatbot – zamiast podania analizy metadanych czy informacji agencyjnych – tworzy treść, która brzmi jak statystyczna odpowiedź na takie pytanie.

„Model językowy generuje tekst, który brzmi wiarygodnie. Im bardziej dramatyczne i emocjonalne jest pytanie, tym bardziej dramatyczną i »pewną siebie « odpowiedź uzyskasz, bo na takich danych się uczył i do takiego celu modele są dostrajane. By przyciągnąć do siebie ludzi na dłużej”.

W opinii eksperta korzystanie z modeli LLM w okresie kryzysu to fatalny pomysł. W czasie chaosu informacyjnego i kiedy wiarygodne źródła mieszają się z propagandą, modele językowe są najbardziej podatne na generowanie fałszywych informacji. A jednocześnie użytkownicy są „najbardziej podatni na przyjmowanie tych bzdur za dobrą monetę” – podkreśla Chrobok.

Zdemonetyzować i otagować – jak platformy chcą ograniczyć dezinformację tworzoną z użyciem AI?

Funkcja korzystania z Groka do wyjaśniania rzeczywistości obecnie została ograniczona dla osób z wykupionym kontem premium. Zablokowanie dostępu do możliwości pytania chatbota to tylko jeden z kroków podjętych przez firmę. 3 marca szef produktu w serwisie X ogłosił, że profile, które będą udostępniać materiały przedstawiające konflikt zbrojny a stworzone przez AI i nie oznaczą ich jako dzieło sztucznej inteligencji, będą zdemonetyzowane na 90 dni. Kolejne złamanie tej zasady ma skutkować zawieszeniem możliwości zarabiania na platformie X.

O bardziej zdecydowane działania apeluje także Rada Kontrolna Mety. Niezależny komitet nadzorczy, powołany przy spółce zarządzającej Facebookiem czy Instagramem, uznał obecne metody oznaczania treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję za nieefektywne. System, w którym użytkownicy sami dodają etykietę, że jakieś zdjęcie lub film stworzono z użyciem AI, określony został jako „niezdolny sprostać skali i dynamice treści tworzonych w czasie kryzysu lub konfliktu”.

Rada zwraca też uwagę, że Meta powinna zapewnić fact-checkerom odpowiednie zasoby i wskazówki dotyczące priorytetyzacji treści dotyczących konfliktów. Rada zarekomendowała, aby spółka matka Facebooka i reszty platform:

  • stworzyła standardy społeczności dla treści generowanych przez AI,
  • opracowała ścieżki bardziej efektywnego oznaczania treści jako „duże ryzyko AI”,
  • zainwestowała w skuteczne narzędzia do wykrywania tworów sztucznej inteligencji.

Wysłaliśmy również nasze pytania do platformy TikTok, aby dowiedzieć się, czy w związku z toczącym się konfliktem zamierza podjąć jakieś działania w celu ograniczenia dezinformacji tworzonej z użyciem AI. Z odpowiedzi przesłanej przez Piotra Żaczko, menedżera ds. komunikacji TikToka na Europę Środkową, dowiedzieliśmy się, że TikTok nie zezwala na wprowadzające w błąd i szkodliwe treści tworzone z użyciem AI niezależnie od tego, czy zostaną oznaczone. Dlatego platforma może automatycznie otagować takie treści jako stworzone przy pomocy sztucznej inteligencji, nawet jeśli nie zrobi tego twórca.

Sylwia Czubkowska: „To wizerunkowy sygnał, a nie zmiana zasad”

Z jednej strony można się cieszyć, że platformy społecznościowe zdecydowały się zareagować na rosnącą skalę dezinformacji tworzonej z użyciem AI. Zdaniem Sylwii Czubkowskiej, dziennikarki technologicznej, należy jednak patrzeć na to z dystansem. Dlaczego? Jak wyjaśnia, decyzja władz platformy X o demonetyzacji dotyczy konkretnej kategorii treści i utrudnia tylko zarabianie, a nie samo publikowanie lub uzyskiwanie rekomendacji czy zasięgów. Dodatkowo planowane działania nie obejmą dezinformacji politycznej czy komercyjnej.

W opinii Czubkowskiej są to działania bardzo pragmatyczne. „W pewnych sytuacjach taniej jest im odciąć marchewkę finansową dla twórców niż brać na siebie koszt wizerunkowy i regulacyjny chaos – zaznacza. Nie ma zatem co oczekiwać rewolucji ze strony Big Techów:

Mamy raczej do czynienia z takimi wizerunkowymi sygnałami »staramy się« niż z faktyczną zmianą zasad. Działania są wąskie, punktowe, ograniczone do tego, gdzie łatwo pokazać starania za to tradycyjnie bez naruszania samej logiki napędzania zasięgu”.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź