Strona główna Analizy Małopolscy „łowcy kamer”. Trwa spór o Strefę Czystego Transportu w Krakowie

Małopolscy „łowcy kamer”. Trwa spór o Strefę Czystego Transportu w Krakowie

Jedziesz do Krakowa, a nie spełniasz norm Strefy Czystego Transportu? Internauci mają na to patenty. Wizyta w aptece lub odnalezienie w sobie pasji do majsterkowania – takie inspiracje znajdziemy w mediach społecznościowych. Wraz z nimi pojawia się krytyka samej strefy i działań miasta, ale czy na pewno ma ona umocowanie w faktach?

Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog

Małopolscy „łowcy kamer”. Trwa spór o Strefę Czystego Transportu w Krakowie

Jedziesz do Krakowa, a nie spełniasz norm Strefy Czystego Transportu? Internauci mają na to patenty. Wizyta w aptece lub odnalezienie w sobie pasji do majsterkowania – takie inspiracje znajdziemy w mediach społecznościowych. Wraz z nimi pojawia się krytyka samej strefy i działań miasta, ale czy na pewno ma ona umocowanie w faktach?

Aktualizacja 21.01.2026 Po uwadze zgłoszonej przez czytelnika doprecyzowaliśmy informacje na temat rocznych i godzinnych norm stężenia NO2 oraz przepisowych wymogów dokonywania oceny poziomów substancji w powietrzu. Uzupełniliśmy również artykuł o informacje udzielone nam przez krakowską Komendę Miejskiej Policji.

Wraz z nadejściem nowego roku w Krakowie wprowadzono Strefę Czystego Transportu (SCT). Stolica Małopolski nie jest wyjątkiem, takie strefy funkcjonują też w kilkuset europejskich miastach (a konkretnie często w ich centrach), w tym w Warszawie. O tym, w jakim celu władze wprowadzają ograniczenia w ruchu aut ze starymi silnikami, dowiesz się z innego naszego tekstu.

Do swobodnej jazdy po Krakowie są uprawnione tylko samochody z wystarczająco nowym modelem silnika. Poza szczególnymi wyjątkami (np. wizyta w szpitalu) właściciele samochodów niespełniających norm emisji spalin muszą za wjazd do miasta zapłacić5 zł dziennie, a miesięczny abonament to już 100 zł. W kolejnych latach te stawki wzrosną.

Zgodnie z założeniami uchwały ustanawiającej SCT mieszkańcy Krakowa w większości zwolnieni z uiszczania tych opłat – o ile zarejestrowali swoje auto przed 26 czerwca 2025 roku. To może się jednak zmienić – Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie ocenił, że kwestia meldunku to niewystarczające kryterium do dożywotniego zwolnienia z przepisów. Ten przywilej powinny dostać osoby faktycznie zamieszkujące w mieście. Wyrok jest na razie nieprawomocny. 

Nie wszystkich cieszą nowe przepisy. Wojewoda małopolski zaskarżył uchwałę o utworzeniu SCT do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie, czego efektem jest wspomniany wcześniej wyrok. Tymczasem obywatele wzięli sprawę w swoje ręce – powstał oddolny ruch, który sprzeciwia się przepisom i szuka mniej lub bardziej legalnych sposobów na ich ominięcie.

From London to Poland

W znanej książce Philipa K. Dicka tytułowy blade runner, czyli Rick Deckard, był łowcą androidów. Jego zadaniem było lokalizowanie zbuntowanych robotów, które łudząco przypominały i udawały prawdziwych ludzi.

Tę samą nazwę, czyli blade runner, przyjęli dla swojej grupy Londyńczycy, którzy sprzeciwiają się przepisom ULEZ (Strefa Bardzo Niskich Emisji, ang. Ultra Low Emission Zone). Balansują oni na krawędzi miejskiego aktywizmu i wandalizmu – przyjęli za swój cel dezaktywację kamer, które monitorują ruch drogowy i weryfikują, czy wjeżdżające auta spełniają wymogi emisji.

Skutki? Z relacji medialnych wynika (1, 2, 3), że „łowcy” mogli być odpowiedzialni za zaklejenie obiektywu lub zniszczenie nawet kilkuset kamer. Teraz ten trend przenosi się do Polski, a działania angielskich aktywistów stały się inspiracją dla przeciwników SCT w Polsce.

Polscy łowcy androidów

Na kilka dni przed wprowadzeniem strefy w Krakowie, 27 grudnia 2025 roku, na Facebooku powstał profil Blade Runners SCT Kraków. W ciągu dwóch tygodni uzyskał prawie 50 tys. obserwujących. Znajdziemy na nim wyrazy dezaprobaty wobec utworzenia SCT oraz krytyczne uwagi pod adresem zarówno prezydenta Aleksandra Miszalskiego, jak i radnych miejskich, którzy głosowali za jej wprowadzeniem.

Użytkownik kierujący profilem nie poprzestaje na wspomnianej krytyce. Na bieżąco i w żartobliwym tonie relacjonuje działania osób, które w stolicy Małopolski naśladują londyńskich blade runnerów. W tym środowisku narodził się nawet specyficzny język. Z relacji wynika, że nocą na granicach Krakowa grasują „iluzjoniści”, „malarze” i „ornitolodzy” (1, 2, 3, 4, 5).

W duchu neutralności nie oceniamy, gdzie tutaj znajduje się granica między wandalizmem a aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Z perspektywy factcheckingowej zauważamy jednak, że przynajmniej niektóre działania „blade runnerów” mogą być kierowane błędnymi przesłankami, a informacje przekazywane przez nich potrafią wprowadzać w błąd.

Znikające znaki, czyli iluzjoniści w akcji

Jak przekazał nam urząd miasta, w ciągu pierwszych dwóch tygodni stycznia w Krakowie skradziono 26 tarcz znaków informujących o granicach SCT. Kolejne 31 zamalowano farbą. Koszt uzupełnienia brakujących znaków i słupków wyniósł już 23 tys. zł. Dodatkowo nie rozliczono jeszcze kwoty wydanej na czyszczenie zamalowanych znaków. Co istotne, nie odnotowano żadnego ataku na kamery. 

Dla uczciwości podkreślamy, że nie ma dowodów na bezpośrednie powiązanie między opisywanym profilem na Facebooku a osobami, które przeprowadzają te akcje – użytkownicy publikujący posty podkreślają, że nie zachęcają do wandalizmu (choć jednocześnie nagłaśniają jego przejawy).

Znaki znikają, ale co to oznacza dla kierowców? Zapytaliśmy krakowską policję, czy taka sytuacja otwiera furtkę dla osób, które chciałyby wjechać do miasta samochodami nie spełniającymi wymogów strefy. W przypadku zatrzymania przez służby taka osoba raczej i tak zostanie ukarana – nieznajomość prawa nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania. Oczywiście kierowca, który szczerze nie wiedział o istnieniu strefy, może odmówić przyjęcia mandatu. Rzecznik policji wyjaśnił nam, że wówczas służby sporządzą odpowiednią dokumentację, a sprawa trafi do sądu, który zadecyduje o karze. Dodajmy, że w takim przypadku to w gestii kierowcy leżeć będzie uzasadnienie swojego stanowiska oraz udowodnienie, że brak znaku wpłynął na jego wiedzę i decyzję. 

Monitoring, a nie nadzór

„Blade runnerzy” krytykują także kamery zamontowane na granicach strefy. Służą one przede wszystkim do monitorowania ruchu aut wjeżdżających do Krakowa – porównują wykryte numery rejestracyjne z bazami danych: z CEPIK (dla sprawdzenia, czy auto spełnia normy emisji) i z wewnętrzną bazą miasta (m.in. z listą aut dopuszczonych do wjazdu do SCT na podstawie zarejestrowania w mieście, uiszczonej opłaty lub zgłoszonej wizyty w placówce medycznej).

Z rozmowy telefonicznej z rzecznikiem Zarządu Dróg Miasta Krakowa dowiedzieliśmy się, że kamery nie wystawiają automatycznie żadnych mandatów. Nie pozwalają na to przepisy. Natomiast faktycznie dowody zebrane w ten sposób trafiają do odpowiednich służb (policji lub straży miejskiej), które mogą pociągnąć kierowcę do odpowiedzialności karnej. A pamiętajmy, że auta są zarejestrowane na konkretną osobę, więc uchwycenie numerów rejestracyjnych w systemie pozwala na jej identyfikację.

Z rozmowy z rzecznikiem dowiedzieliśmy się, że rola kamer nie ogranicza się do egzekwowania SCT. To infrastruktura, która zwiększa również bezpieczeństwo na drodze. Kamery odnotowują, ile aut wjeżdza do miasta o konkretnych porach, co pozwala na lepsze zarządzanie ruchem, rozładowywanie korków czy projektowanie nowych rozwiązań. Przypomnijmy, że dotychczas miasto nie dysponowało takimi danymi, co analizowaliśmy szerzej dwa lata temu. Rzecznik ZDMK dodał też, że taka kamera może pomóc służbom w sytuacji, gdy sprawca wypadku drogowego uciekł z miejsca zdarzenia.

„Ornitolodzy” przyglądają się drzewom

Od niedawna pojawiają się też inne kamery – stawiane przez straż miejską, a nie przez władze miasta. To odpowiedź na przypadki uszkodzenia lub kradzieży znaków informujących o strefie. Cel? Najprawdopodobniej złapanie osób odpowiedzialnych za te czyny.

W tym przypadku doszło do reakcji przeciwników funkcjonowania SCT– profil Blade Runners na Facebooku określa te kamery mianem „fotopułapek” i ostrzega kierowców o ich lokalizacji. Zwróciliśmy się do Straży Miejskiej z pytaniem o podstawę prawną ich montowania oraz czy odnotowano przypadki dewastacji tego sprzętu. Zaktualizujemy tekst, gdy otrzymamy odpowiedź. 

Pokątnie do apteki? Wolno, ale do czasu

Zgodnie z obecnymi przepisami osoba, której samochód nie spełnia norm emisji, nadal może wjechać do miasta w sytuacji potrzeby medycznej (par. 5 pkt 2). Wystarczy zgłosić w systemie plan wizyty w placówce ochrony zdrowia. Temat podchwycili krakowscy „blade runnerzy”, a na ich profilu pojawił się wpis informujący o luce, która pozwala omijać przepisy.

W rzeczywistości zakup leków to informacja chroniona, więc służby nie mają prawa wypytać nas, czy rzeczywiście byliśmy w aptece. Tym samym zgodnie z tą teorią wystarczy zgłosić w systemie zamiar takiej wizyty i można śmiało jeździć po Krakowie. Tymczasem już teraz miasto w swoich kanałach przekazu informuje o konieczności potwierdzenia takiej wizyty.

Czy pomysł „blade runnerów” działa? Potencjalnie tak, ale do czasu. Jak się okazuje, miasto nie wdrożyło jeszcze systemu służącego do weryfikacji wizyt w placówkach medycznych. Wyjaśnił nam to rzecznik ZDMK. Sytuacja zmieni się w najbliższych miesiącach – w tych miejscach staną specjalne tablety, na których kierowca będzie potwierdzał, że rzeczywiście odwiedził dany lokal – czyli właśnie na przykład aptekę. Tym samym, choć obecnie „sztuczka” może działać, to w przyszłości takie działanie będzie się wiązało z konsekwencjami prawnymi.

Strefa jest bezzasadna? Dane tego nie potwierdzają

Krytyka SCT jest wyrażana nie tylko przez „blade runnerów”. W ostatnich dniach dużą popularnością cieszył się post profilu o nazwie Nie oddamy miasta, który podważa sens wprowadzenia strefy, ponieważ rzekomo powietrze w mieście jest lepszej jakości, niż twierdzi magistrat. Argumenty w dyskusji pierwotnie sformułował portal Interia, a później temat podchwycił też Paweł Usiądek, polityk Konfederacji.

Rzeczywiście, w artykule Interii czytamy, że „przekroczenia norm NOx odnotowano tylko na jednej stacji pomiarowej, przy al. Krasińskiego i to kilka lat temu”, a co więcej „w 2025 roku na żadnej ze stacji pomiarowej w Krakowie norma NOx nie została przekroczona przez nawet jeden dzień”. 

Czy to prawda? Nie, a wręcz manipulacja – pojawia się tu parę błędów. Przede wszystkim, istotny dla dyskusji o SCT jest konkretnie dwutlenek azotu (NO2), a nie przywołany przez Interię zestaw tlenków azotu (NOx). Monitoring NOx jest prowadzony pod kątem ochrony roślin, a nie ochrony zdrowia ludzi. I tylko w strefach pozamiejskich (s. 10).

Ale nawet jeśli spojrzymy na NOx to i tak dziennikarz się pomylił. Choć rzeczywiście w raporcie GIOŚ znajdziemy informację, że stężenie tlenków azotu w ostatnich latach nie przekraczało normy (s. 113), to mowa tu o Małopolsce – monitorowana strefa nie obejmuje Krakowa

Dane o jakości powietrza nadal są ważne

W Interii czytamy, że w 2025 roku rzekomo norma nie została przekroczona „przez nawet jeden dzień”. Otóż dzienne dane ze stacji pomiarowej na al. Krasińskiego pokazują, że stężenie w ostatnim miesiącu regularnie przekraczało 40 μg/m3 – momentami ponad dwukrotnie (80 μg/m3). Nie tylko na stacji przy al. Krasińskiego, ale też np. na ul. Bulwarowej czy ul. Bujaka. Mowa tu jednak o pomiarach dobowych, a istotne dla decyzji podejmowanych przez władze są uśrednione dane roczne, nie punktowe.

Grafika przedstawia dane pomiaru NO2 przeprowadzone przez stację badawczą przy al. Krasińskiego w Krakowie.

Źródło: Główny Inspektorat Ochrony Środowiska

Interia przywołuje dane GIOŚ, ale pomija fakt, że zgodnie z wymogami oceny jakości powietrza (s. 10) znaczenie ma średnie stężenie roczne (czyli właśnie 40 μg/m3) i średnie stężenie godzinowe (200 μg/m3). A w przypadku stacji przy al. Krasińskiego Inspektorat raportuje (s. 50-53) przekroczenie norm od co najmniej 2015 roku (m.in. 1, 2, 3, 4, 5, 6).

Czemu to właśnie raporty GIOŚ są tak istotne? Są podstawą prawną do przyjęcia przez miasto uchwały o SCT. Zgodnie z art. 89 ustawy Prawo Ochrony Środowiska Inspektorat prowadzi coroczną ocenę jakości powietrza w wydzielonych strefach, a jeśli monitoring wykaże przekroczenie norm w duży mieście (powyżej 100 tys. mieszkańców) to informuje o tym prezydenta. A skoro taki stan zaszedł, to zgodnie z art. 39 ust. 3a ustawy o elektromobilności rada miasta Kraków była zobowiązana taką strefę wprowadzić drogą uchwały.

Kto decyduje o zasięgu strefy?

Aktualnie Urząd Miasta komunikuje nowsze dane, zebrane podczas badania w październiku i listopadzie ub. roku. Pokazują one, że przekroczenie poziomu 40 μg/m3 stężenia dwutlenku azotu odnotowano w 9 lokalizacjach z czujnikami pasywnymi (ustawionymi w mieście niezależnie od stacji pomiarowych Państwowego Monitoringu Środowiska). 

To przydatne w dyskusji dane, pokazujące jak sytuacja wygląda obecnie, ale pamiętajmy, że dotyczą pomiaru przeprowadzonego w skali niecałego miesiąca. Tych danych nie można więc bezpośrednio porównywać z danymi z całego roku. Uśrednione statystyki z 2025 roku poznamy dopiero w wiosennym raporcie Inspektoratu – zgodnie z wymogiem powstanie on do 30 kwietnia (art. 89). A to właśnie poprzedni taki raport, z 2024 roku, był podstawą do wprowadzenia strefy.

Wówczas GIOŚ odnotował przekroczenie norm w jednej stacji pomiarowej – na alei Krasińskiego. Pamiętajmy, że ostatecznie SCT objęła ok. 60 proc. powierzchni Krakowa. Tymczasem ustawa nie precyzuje jaki obszar miasta powinna objąć strefa. Kto o tym decyduje? Zapytaliśmy Inspektorat o to, czy swoimi raportami ma wpływ na to, jaki obszar zostanie objęty ograniczeniami w ruchu drogowym, jednak z otrzymanej odpowiedzi wynika, że GIOŚ jedynie raportuje przekroczenie norm, ale to w gestii miasta leży decyzja na temat granic i zasad funkcjonowania strefy czystego transportu

Artykuł powstał w ramach współpracy z Fundacją SmogLab. Naszym wspólnym celem jest zapewnienie dostępu do rzetelnej informacji na temat jakości powietrza, zmiany klimatu, ochrony środowiska oraz ochrony zdrowia w Polsce i na świecie. Fundacja SmogLab nie ingeruje w treść materiałów publikowanych w ramach tej współpracy.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź