Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Chemioterapia i przerzuty nowotworowe – czy badania odkryły nowe ryzyko?
Popularny przekaz z Facebooka opisuje badania, które rzekomo „zrzucają bombę” na konwencjonalne leczenie onkologiczne, zwłaszcza na chemioterapię. Zweryfikowaliśmy tę pracę naukową – nie podważa ona zasadności stosowania chemioterapii. Przytacza jedynie bardzo wstępne wyniki badań, w których testowano nowy dodatek do leczenia onkologicznego.
Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Chemioterapia i przerzuty nowotworowe – czy badania odkryły nowe ryzyko?
Popularny przekaz z Facebooka opisuje badania, które rzekomo „zrzucają bombę” na konwencjonalne leczenie onkologiczne, zwłaszcza na chemioterapię. Zweryfikowaliśmy tę pracę naukową – nie podważa ona zasadności stosowania chemioterapii. Przytacza jedynie bardzo wstępne wyniki badań, w których testowano nowy dodatek do leczenia onkologicznego.
ANALIZA W PIGUŁCE
- Na Facebooku opublikowano post dotyczący „imponującego badania chińskich naukowców, opublikowanego w Cancer Cell”, które – jak to ujęto – „zrzuca bombę”. We wpisie podano, że „u modeli myszy z rakiem piersi, grupy otrzymujące chemioterapie, wykazały znacznie więcej przerzutów do płuc niż nieleczone”. Napisano również, że to nowe doniesienie naukowe rzekomo „stawia wyzwanie konwencjonalnemu leczeniu raka” – sprawdziliśmy to.
- Praca naukowa opublikowana w „Cancer Cell” to jeden z wielu projektów, których celem jest znalezienie sposobu na zwiększenie skuteczności terapii onkologicznych. To badanie nie podważa zasadności stosowania chemioterapii, proponuje jedynie dodanie do niej nowego składnika, tzw. senolityków. Jak piszą sami autorzy pracy: „połączenie senolityków z chemioterapią poprawia skuteczność leczenia”.
- Rezygnacja z chemioterapii nie przynosi korzyści zdrowotnych pacjentom onkologicznym (1, 2, 3). Odmowa przyjęcia tej formy leczenia wiąże się ze zwiększoną śmiertelnością kobiet z rakiem piersi. Nawet 4-tygodniowe opóźnienie rozpoczęcia terapii onkologicznej podnosi ryzyko przedwczesnego zgonu. Korzystanie z „medycyny alternatywnej” i rezygnacja z terapii bazującej na dowodach skraca czas życia pacjentów z nowotworami.
Sensacyjne doniesienia, obietnice „cudownych leków” i krytyka medycyny opartej na dowodach – to jedne z częstszych wątków dezinformacji dotyczącej zdrowia. Na łamach Demagoga niejednokrotnie weryfikowaliśmy tego typu treści (1, 2, 3).
Kolejna publikacja tego typu pojawiła się kilka dni temu na Facebooku – mowa o poście dotyczącym „imponującego badania chińskich naukowców, opublikowanego w Cancer Cell”, które – jak to ujęto – „zrzuca bombę”. We wpisie podano, że „u modeli myszy z rakiem piersi, grupy otrzymujące chemioterapie, wykazały znacznie więcej przerzutów do płuc niż nieleczone”. Wskazano również, że nowe doniesienie naukowe rzekomo „stawia wyzwanie konwencjonalnemu leczeniu raka i wymaga pilnej uwagi”.
Wpis spotkał się z dużym zainteresowaniem: zareagowano na niego ponad 1,9 tys. razy, udostępniono go ponad 1,1 tys. razy i skomentowano ponad 730 razy. Użytkownicy Facebooka często odnosili się przychylnie do tych treści, przytaczali osobiste historie, a także odnosili się sceptycznie do terapii onkologicznych. Jedna z komentujących napisała [pisownia oryginalna]:„Zawsze powtarzam,ze jeżeli przytrafilaby mi sie tak straszna choroba, nie poddam sie chemi na własną odpowiedzialność”, a inny internauta dodał [pisownia oryginalna]: „Wszystko opisuje i wyjaśnia dokładnie Jerzy Zięba w swoich książkach Ukryte terapie”. Wśród reakcji znajdowały się jednak i głosy krytyczne, np. [pisownia oryginalna]: „Hmmm… mnie chyba wyleczyli… bo żyje 14 rok po diagnozie”. Albo: „I co mają zrobić pacjenci? Nie podejmować leczenia ? To bardzo ciężkie …”.
Rezygnacja z terapii bazującej na dowodach skraca życie pacjentów
Zanim przejdziemy do dokładnego omówienia powyżej wspomnianego badania o chemioterapii, wyjaśnimy, czego naprawdę ono dotyczy. Odpowiedzmy na najważniejsze pytanie: Czy rezygnacja z chemioterapii przynosi korzyści zdrowotne pacjentom? Krótka odpowiedź brzmi: nie (1, 2, 3).
W 2023 roku na łamach „Breast Cancer Research and Treatment” ukazało się badanie, z którego wynika, że odmowa przyjęcia chemioterapii wiąże się ze zwiększoną śmiertelnością kobiet z rakiem piersi. Trzy lata wcześniej w „BMJ” wykazano, że nawet 4-tygodniowe opóźnienie rozpoczęcia leczenia onkologicznego podnosi ryzyko przedwczesnego zgonu. W 2018 roku w „JAMA Oncology” dowiedziono, że korzystanie z „medycyny alternatywnej” i odmowa terapii bazującej na dowodach skraca czas życia pacjentów z nowotworami.
Podkreślmy jeszcze, że przytoczone powyżej badania (1, 2, 3) bazowały na danych pozyskanych od ludzi (łącznie od ponad miliona pacjentów), natomiast praca opublikowana „Cancer Cell” opisywała badania przeprowadzone na myszach, którym specjalnie wstrzyknięto tkanki nowotworowe dla potrzeb naukowego eksperymentu. Warto też dodać, że autorzy publikacji analizowali jedynie, jak na chemioterapię reagują „luźne”, rozrzucone po organizmie komórki rakowe. Nie badali natomiast, jak ta terapia wpływa na przeżywalność, na stan wyleczenia raka itp.
Jaki był cel badań o chemioterapii opublikowanych w „Cancer Cell”?
Przejdźmy do wyjaśnienia, co tak naprawdę wynika z omawianego badania i czy ta publikacja faktycznie „zrzuca bombę” oraz „stawia wyzwanie konwencjonalnemu leczeniu raka i wymaga pilnej uwagi”.
Badania opublikowane w „Cancer Cell” to jeden z wielu projektów badawczych, w ramach których poszukuje się nowatorskich metod poprawy skuteczności terapii przeciwnowotworowych. Od dawna jednymi z największych wyzwań onkologii były: poddanie pacjenta takiemu leczeniu, które jak najskuteczniej zniszczy komórki nowotworowe oraz zminimalizowanie szkód wyrządzanych w organizmie przez chorobę i przez samą terapię.
Dzięki postępowi nauki i medycyny te dwa cele są coraz lepiej realizowane. Współcześnie przeżywalność pacjentów, u których zdiagnozowano raka, jest znacznie większa niż przed laty. Istnieje też wiele metod łagodzenia niepożądanych działań terapii. W zasadzie nie ma tygodnia, by nie ukazały się jakieś badania opisujące nową, potencjalnie skuteczną technikę leczenia. W czasie kiedy powstaje ten tekst, na świecie prowadzi się dziesiątki tysięcy badań klinicznych, których celem jest usprawnienie terapii przeciwnowotworowych.
Dokładnie taki cel przyświecał autorom publikacji z „Cancer Cell”. Wyznaczyli oni sobie w realizowanym projekcie następujące zadanie: wybrać jakieś pojedyncze wyzwanie współczesnej onkologii i znaleźć na nie nowe rozwiązanie. Tym razem uczeni postanowili zająć się tzw. rozsianymi komórkami nowotworowymi (DTC – ang. Disseminated Tumor Cells), czyli takimi częściami guza, które opuściły pierwotne ognisko rakowe i zlokalizowały się w innych tkankach.
Co w zasadzie odkryli autorzy pracy z „Cancer Cell”?
Samo istnienie rozsianych komórek nowotworowych nie jest dla medycyny niczym nowym – od wielu lat wiadomo, że utrudniają one skuteczną terapię. Dlatego, aby zmniejszyć zagrożenia związane z „luźnymi” komórkami rakowymi, u pacjentów stosuje się zwykle wiele metod leczenia naraz. Wtedy np. jedna terapia „uderza” w największe ognisko, a druga stara się unieszkodliwić „oderwane” fragmenty guza. Albo: jedna jest zasadniczym lekiem, a druga zmniejsza ryzyko rozsiewu.
Współczesnym standardem w leczeniu wielu typów nowotworów są więc obecnie terapie skojarzone, np.:
- chemioterapia + immunoterapia,
- chemioterapia + terapia przeciwciałami monoklonalnymi,
- chemioterapia + leczenie antyangiogenne,
- chemioterapia wielolekowa.
Zastosowanie kilku odpowiednio dobranych leków lub metod naraz pozwala poprawić skuteczność leczenia i/lub złagodzić negatywne skutki metod terapeutycznych, np. samej chemioterapii.
Autorzy pracy z „Cancer Cell” wpadli więc na jeden z wielu (np. 1, 2, 3) pomysłów na usprawnienie działania chemioterapii i zmniejszenie jej szkodliwości dla organizmu. Dostrzegli potencjał w stosowaniu tzw. senolityków, czyli takich związków, które niszczą starzejące się komórki. Wykazali, że jeśli do samej chemioterapii doda się senolityki, osiąga się lepsze efekty terapeutyczne. Jak sami piszą: „połączenie senolityków z chemioterapią poprawia skuteczność leczenia”. Jednak obecnie te wyniki dotyczą tylko nowotworów sztucznie indukowanych u myszy. Nie dowiedziono jeszcze, by ta metoda była skuteczna u ludzi, którzy zachorowali samoistnie.
Skąd się biorą „uśpione” komórki nowotworowe?
Przeanalizujmy jeszcze drugi wątek poruszony w omawianej pracy – czyli wpływ chemioterapii na „obudzenie” uśpionych komórek rakowych rozsianych po organizmie. Od razu podkreślmy: nie chodzi tutaj o ukrywające się w ustroju części nowotworów o nieznanym pochodzeniu. Mowa tu o „niedobitkach”, które pozostały po leczeniu onkologicznym. Kiedy pacjent otrzymuje diagnozę, dobiera się mu taką terapię, która ma jak najskuteczniej usunąć nowotwór. Niestety, nie zawsze udaje się zniszczyć wszystkie patologiczne komórki.
Czasami największe ogniska nowotworu zostają wyeliminowane, ale w ustroju nadal pozostają jakieś komórki rakowe. Ta zależność nie jest nowa, nie ogłoszono jej po raz pierwszy na łamach „Cancer Cell”. Przeciwnie, jest znana i stanowi jedno z najważniejszych wyzwań współczesnej onkologii (1, 2, 3). To zresztą jedna z przyczyn, dla których tak ważne jest regularne kontrolowanie swojego stanu zdrowia, nawet po zakończonej terapii.
Te pozostałe po terapii fragmenty guza mogą pozostać uśpione i przez jakiś czas nie wywołują u pacjenta żadnych objawów. Jednak te okoliczności mogą się zmienić. Jeśli na organizm zadziałają jakieś czynniki zapalne, silne stresory (np. rozległe urazy) czy nawet procesy starzenia się, komórki nowotworowe mogą się obudzić.
Nie ulega wątpliwości, że chemioterapia również jest silnym bodźcem dla organizmu. Niewykluczone więc, że i ona może wpływać na stan uśpienia komórek rakowych. Jednak obecnie autorzy pracy z „Cancer Cell” nie dowiedli jeszcze, by taki proces zachodził u ludzi. Wykazali jedynie, że u myszy, którym sztucznie wszczepiono guzy nowotworowe, równoczesne podanie chemioterapii skutkowało silniejszą aktywacją niektórych komórek.
Przechorowanie grypy lub COVID-19 może aktywować uśpione komórki rakowe
Do informacji dotyczących „budzenia się” uśpionych komórek nowotworowych warto dodać jeszcze jeden kontekst. Pod koniec lipca na łamach „Nature” ukazała się praca, w której dowiedziono, że przechorowanie infekcji układu oddechowego, zwłaszcza grypy i COVID–19, znacząco zwiększa ryzyko aktywacji uśpionych komórek rakowych.
W tym wypadku bazowano nie tylko na myszach (jak w pracy z „Cancer Cell”), lecz także na danych klinicznych, czyli pochodzących z badania ludzi. Skupiono się tu przede wszystkim na raku piersi dającym przerzuty do płuc.
Autorzy tej publikacji napisali:
„Zakażenia wywołane przez wirusy układu oddechowego, takie jak wirus grypy i SARS-CoV-2, powodują zarówno miejscowy, jak i ogólnoustrojowy stan zapalny. W niniejszej pracy wykazano na myszach, że zakażenia grypą i SARS-CoV-2 prowadzą do utraty fenotypu pro-uśpienia w DCC piersi w płucach [czyli wybudzają uśpione komórki raka piersi w płucach – przyp. Demagog], powodując proliferację [czyli rozprzestrzenianie się – przyp. Demagog] w ciągu kilku dni od zakażenia i masową ekspansję komórek nowotworowych do zmian przerzutowych w ciągu dwóch tygodni. […] Co kluczowe, te wyniki eksperymentalne są zgodne z danymi obserwacyjnymi z udziałem ludzi. Analizy osób, które przeżyły raka, […] ujawniają, że zakażenie SARS-CoV-2 znacząco zwiększa ryzyko zgonu z powodu raka i przerzutów do płuc w porównaniu z osobami, które miały diagnozę nowotworową, ale nie przeszły infekcji wirusowej. Odkrycia te podkreślają ogromny wpływ wirusowych infekcji dróg oddechowych na nawrót raka przerzutowego, oferując nowe spojrzenie na związek między chorobami zakaźnymi a przerzutami nowotworowymi”.
Jak (nie) dbać o swoje zdrowie?
Z przytoczonych powyżej doniesień naukowych (np. 1, 2, 3) wynikają przynajmniej dwa ważne wnioski. Po pierwsze, prawdopodobnie istnieje wiele czynników i okoliczności, które mogą doprowadzać do „wybudzenia” uśpionych komórek nowotworowych pozostałych po terapii (1, 2, 3). Nie można wykluczyć, że chemioterapia jest jednym z tych czynników, ale obecnie nie ma jeszcze wiarygodnych dowodów, które by to potwierdziły. Warto te procesy badać, by poprawiać skuteczność leczenia onkologicznego.
Po drugie, dane dotyczące „wybudzającego” wpływu infekcji na komórki rakowe są aktualnie lepiej ugruntowane i bardziej wiarygodne niż te na temat wpływu chemioterapii na aktywację przerzutów. Przy podejmowaniu decyzji dotyczących swojego zdrowia najlepiej jest bazować na takich właśnie danych – sprawdzonych i rzetelnych, a nie na treściach udostępnianych w mediach społecznościowych.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



