Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Sekretny testament Stanisława Sojki? Uważaj na próbę oszustwa
„Wielki sekret został odkryty” – głoszą wpisy na Facebooku na temat Stanisława Sojki. To jednak nie informacje o niezwykłych zapiskach w testamencie artysty, tylko próba internetowego oszustwa.
Fot. Facebook / Modyfikacje: Demagog
Sekretny testament Stanisława Sojki? Uważaj na próbę oszustwa
„Wielki sekret został odkryty” – głoszą wpisy na Facebooku na temat Stanisława Sojki. To jednak nie informacje o niezwykłych zapiskach w testamencie artysty, tylko próba internetowego oszustwa.
Analiza w pigułce
- Na Facebooku pojawiły się doniesienia (1, 2, 3, 4) o rzekomych niezwykłych sekretach, które kryją się w testamencie Stanisława Sojki.
- Informacje (1, 2, 3, 4) o testamencie znanego polskiego wokalisty i kompozytora zmyślono. Strona, na której rzekomo przedstawiono jego historię, stworzyli internetowi oszuści.
Sensacyjne doniesienia o czyjejś śmierci służące temu, aby wyłudzić dane osobowe czy pieniądze, to niestety częsta taktyka internetowych oszustów. Na łamach Demagoga niejednokrotnie opisywaliśmy tego typu przypadki (1, 2, 3). Tym razem do stworzenia fałszywych treści wykorzystano śmierć Stanisława Sojki.
Jak czytamy w postach (1, 2, 3, 4) udostępnianych na Facebooku, w testamencie znanego polskiego muzyka rzekomo odkryto wielki sekret, który „stał się tematem numer jeden w całej Polsce”.
Ostrożnie z linkami z nieznanych źródeł
W postach (1, 2, 3, 4) załączono link prowadzący rzekomo do artykułu, w którym opisano testament Stanisława Sojki. Aby bezpiecznie sprawdzić, co faktycznie się pod nim kryje, skorzystaliśmy z wirtualnej przeglądarki. Stąd też wiemy, że strona jest obecnie nieaktywna.
Jednak dzięki temu, że to nie pierwsza tego typu treść (1, 2, 3), z którą mamy do czynienia, podejrzewamy, że pod linkiem kryła się strona służąca wyłudzaniu danych osobowych, pieniędzy lub taka, której odwiedzenie groziło pobraniem złośliwego oprogramowania.
Prawdopodobnie link prowadził do witryny mającej przypominać stronę gazeta.pl. Świadczyć o tym mogą chociażby grafiki dołączone do omawianych postów (1, 2, 3, 4) – widać na nich logo portalu. W tekście, tak jak w poprzednich tego typu przypadkach zapewne pojawiłoby się mnóstwo wzmianek o platformie inwestycyjnej i na każdym kroku bylibyśmy zachęcani do zainwestowania na niej swoich pieniędzy.
Znany sposób na oszustwo
To nie pierwszy raz, kiedy internetowi oszuści wykorzystują rozpoznawalne tytuły prasowe, aby zdobyć dostęp do naszych danych osobowych lub pieniędzy. W przeszłości opisywaliśmy bardzo podobny przypadek. Wtedy do kliknięcia w link zachęcały posty, w których zapowiadano tekst o testamencie Elżbiety Pendereckiej.
Podszywanie się pod znane strony jest więc dość częstą praktyką internetowych oszustów. Aby nie dać się im nabrać, zanim klikniemy w jakikolwiek link, warto zawsze najpierw dwa razy go sprawdzić. Mogą nam w tym pomóc wirtualne przeglądarki, takie jak Browserling, czy zaufane witryny, takie jak CERT, które prowadzą listę niebezpiecznych stron.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



