Strona główna Alerty Weto do ustawy wdrażającej DSA. Jakie są argumenty Nawrockiego?

Weto do ustawy wdrażającej DSA. Jakie są argumenty Nawrockiego?

Weto do ustawy wdrażającej DSA. Jakie są argumenty Nawrockiego?

Fot. Pexels / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0 / https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/ / Modyfikacje: Demagog

Weto do ustawy wdrażającej DSA. Jakie są argumenty Nawrockiego?

9 stycznia 2026 roku Karol Nawrocki zawetował ustawę dostosowującą polskie przepisy do unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Jednocześnie zaapelował o przygotowanie w ciągu dwóch miesięcy poprawionej wersji przepisów.

Sprzeciw prezydenta wzbudziły przepisy dotyczące wydawania nakazu podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom w internecie (rozdział 2a). Zestawiliśmy jego argumenty z faktami.

Jakich treści dotyczyła zawetowana ustawa ustawa?

Zgodnie z zawetowaną ustawą pod pojęciem „nielegalnych treści” kryją się te, które naruszają obowiązujące w Polsce prawo, w tym przede wszystkim Kodeks karny (art. 11a). To m.in. oszustwa, podszywanie się pod osobę, treści pedofilskie, piractwo czy nawoływanie do nienawiści na tle narodowym, etnicznym, rasowym lub religijnym.

Według prezydenta, skoro w art. 54 Konstytucji zapisano, że „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów”, to państwo nie powinno tej wolności ograniczać. „Państwo ma wolność gwarantować, a nie reglamentować” – stwierdził Karol Nawrocki.

Jak wyjaśnialiśmy w jednej z naszych analiz, przepisy, których wejście w życie zablokował prezydent, dotyczyły jedynie ściśle określonych treści, łamiących prawo. Obawy niektórych polityków i działaczy społecznych, że nowe prawo będzie ograniczać możliwość krytyki rządu, Unii Europejskiej czy działań na rzecz równouprawnienia osób LGBT+ albo wyrażania poparcia dla wartości konserwatywnych, nie mają podstaw w tej ustawie.

Kto miał decydować o wydaniu nakazu?

Nakaz podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom mieli wydawać (art. 11b):

  • w przypadku treści zamieszczonych na platformach wideo – przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT), 
  • w pozostałych przypadkach – prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).

Prezydent stwierdził, że rozwiązanie, w ramach którego Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, jako „urzędnik podległy rządowi”, miałby decydować o tym, co jest nielegalną treścią, przypomina system cenzury opisany przez George’a Orwella w książce „Rok 1984”.

To prawda, że prezesa UKE powołuje i odwołuje Sejm – na wniosek premiera (art. 415). Zgodnie z proponowanymi przepisami wnioski o wydanie nakazu podjęcia działań przeciw nielegalnym treściom miały rozpatrywać osoby, które nie należą do partii, nie manifestują publicznie swoich poglądów ani nie prowadzą żadnej innej działalności publicznej, która podważały ich neutralność (art. 11c).

Na czym miała polegać kontrola sądu?

W przypadku wydawania decyzji o nakazie podjęcia działań wobec nielegalnej treści miało przysługiwać prawo wniesienia sprzeciwu do sądu (art. 11q ust. 2–3). Zdaniem prezydenta przepis, zgodnie z którym obywatel miał dostać 14 dni na wniesienie sprzeciwu, nie jest „realną kontrolą sądową”.

Warto wobec tego zaznaczyć, że – jak pisaliśmy w jednej z naszych analiz – Sejm, zanim przyjął ustawę, zmienił pierwotny projekt tak, by wzmocnić kontrolę sądów nad decyzjami urzędników. Usunięto m.in. przepis umożliwiający nadanie nakazowi zablokowania nielegalnej treści rygoru natychmiastowej wykonalności

Oznacza to, że potencjalnie nielegalna treść nie zniknęłaby z internetu, dopóki zdania w tej sprawie nie wyraziłby sąd (o ile w ogóle osoba, która opublikowała taką treść, chciałaby dowodzić przed sądem, że nie narusza ona żadnych przepisów).

Kim są zaufane podmioty sygnalizujące?

Prawo złożenia wniosku o wydanie nakazu podjęcia działań wobec nielegalnych treści miały otrzymać prokuratura, policja, organ Krajowej Administracji Skarbowej, osoby uprawnione z tytułu praw autorskich oraz wszyscy usługobiorcy (art. 11a). Z tej listy, w toku procedowania projektu, zniknęły zaufane podmioty sygnalizujące.

Mimo to Karol Nawrocki jako jeden z powodów zawetowania ustawy wskazał, że „ukryto” w niej możliwość finansowania zaufanych podmiotów sygnalizujących, które miałyby wskazywać „nieprawomyślne” poglądy.

Zgodnie z DSA zaufany podmiot sygnalizujący to taki, który ma ekspercką wiedzę i kompetencje do wykrywania nielegalnych treści, jest niezależny od platform internetowych oraz działa w sposób dokładny i obiektywny (art. 22 ust. 2). Takie podmioty powinny mieć możliwość zgłaszania treści łamiących prawo za pomocą mechanizmów stworzonych przez same platformy (art. 16). Muszą przy tym raz na rok składać sprawozdania wyjaśniające, jakie treści i dlaczego zostały zgłoszone (art. 22 ust. 3).

Zawetowana ustawa przewidywała, że status zaufanego podmiotu sygnalizującego miał przyznawać prezes UKE (art. 22o). Przepis o tym, że mogłyby one otrzymywać dotacje celowe z części budżetu państwa, którą dysponuje prezes, nie był ukryty – było to wprost zapisane w art. 15g ust. 2.

W jakim celu w ogóle mają istnieć takie podmioty? Na przykład po to, by szybciej i sprawniej niż policja czy prokuratura wykrywać w internecie oszustwa wykorzystujące wizerunek prezydenta. Jak wyjaśnialiśmy w jednej z naszych analiz, w naszej codziennej pracy natrafiamy na liczne przykłady takich treści, które mimo naszych działań wciąż są obecne w serwisach społecznościowych. Kolejne mechanizmy zgłoszeń mają służyć bardziej skutecznemu zwalczaniu nielegalnych materiałów.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź