Sprawdzamy wypowiedzi polityków i osób publicznych pojawiające się w przestrzeni medialnej i internetowej. Wybieramy wypowiedzi istotne dla debaty publicznej, weryfikujemy zawarte w nich informacje i przydzielamy jedną z pięciu kategorii ocen.
Holendrzy przylecieli szybciej niż drony? To nie dowód na prowokację
Holendrzy przylecieli szybciej niż drony? To nie dowód na prowokację
![]()
Odnośnie do ostatniej akcji dronowej z upływem czasu pojawiają się coraz nowsze, ciekawe wątpliwości. Jak podaje Sky News, holenderski samolot cysterna wleciał do Polski, zanim drony wleciały w przestrzeń powietrzną naszego kraju. Pierwszy dron miał przekroczyć granicę polsko-ukraińską ok. godz. 1.50. Airbus A330 wystartował z Eindhoven 2 godziny wcześniej, już o godz. 23.45. […] Jak to możliwe, że użycie tego samolotu cysterny wyprzedziło napad dronów o kilka godzin? Bo trzeba było jeszcze ten lot zorganizować i przygotować samolot. O rakiecie w Przewodowie też na początku twierdzono, że była to rosyjska rakieta, a później się okazało, że wystrzelili ją Ukraińcy.
- W nocy z 9 na 10 września do Polski nadleciało co najmniej 19 dronów w wyniku ataku Rosji na obiekty w Ukrainie. Źródła wskazują, że były to rosyjskie drony – taką informację przekazał minister obrony narodowej. Potwierdził to premier, który na podstawie raportu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) poinformował, że część dronów nadleciała ze strony Białorusi.
- Sky News, zgodnie z danymi z serwisu FlightRadar24, rzeczywiście poinformowało, że tamtego wieczoru o godzinie 23:45 czasu polskiego z Eindhoven wyleciał holenderski samolot tankowiec A330. Dodano, że stało się to zanim pierwsze drony wleciały do Polski o godzinie 1:50. Jest to błędna informacja, ponieważ według Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego pierwsze naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej odnotowano o godzinie 23:30.
- DO RSZ wyjaśnia, że Wojsko Polskie wraz z sojusznikami podrywa samoloty dyżurne każdorazowo w reakcji na doniesienia o atakach rakietowych i dronowych na Ukrainę mogących oddziaływać na obszary przygraniczne Polski. A taka informacja pojawiła się tego dnia już o 22:06. Natomiast o 23:30, zgodnie z relacją „Die Welt” i Politico, ogłoszono czerwony alarm w NATO.
- Sojusznicze samoloty były w gotowości z powodu trwającego rosyjskiego ataku, a holenderski samolot wyleciał w stronę Polski, gdy pierwsze drony znajdowały się w naszej przestrzeni powietrznej. Polityk pomija ten kontekst oraz powołuje się na błędne doniesienia z serwisu Sky News. Dodatkowo przyrównuje aktualne wydarzenia do historii rakiety z Przewodowa, ale przemilcza fakt, że drony przyleciały ze strony Białorusi. Na tej podstawie oceniamy wypowiedź jako manipulację.
Drony nad Polską. Rosyjskie czy ukraińskie?
W nocy z 9 na 10 września polską przestrzeń powietrzną naruszyły drony. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) wskazało, że było to wynikiem ataku Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy. W reakcji na to zdarzenie wojsko natychmiast uruchomiło procedury obronne, a ze wsparciem w zestrzeleniu dronów przybyli do Polski sojusznicy z NATO, w tym holenderskie samoloty: F-35 i tankowiec A330.
Dostępne dowody i źródła wskazują, że zestrzelone drony pochodziły z Rosji. Taką informację przekazał Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej. Potwierdził to premier Donald Tusk. Wiemy też, zgodnie z informacjami z raportu DO RSZ, że część dronów nadleciała ze strony Białorusi.
Nie wszystkich to przekonuje. W sieci pojawiła się fałszywa narracja (zweryfikowana przez nas), zgodnie z którą za atak odpowiada Ukraina. Zgodnie z tą teorią ukraińska prowokacja ma wciągnąć Polskę do wojny – to znany i powracający motyw kremlowskiej propagandy (np. 1, 2, 3).
Poseł powiela błędną informację. Nie tylko on
Wątpliwości w tej sprawie ma też Włodzimierz Skalik, polityk Konfederacji Korony Polskiej. Na mównicy sejmowej powołał się na artykuł serwisu Sky News. Zgodnie z nim sojuszniczy holenderski airbus A330 wyleciał w stronę Polski, aby udzielić wsparcia, jeszcze zanim drony naruszyły przestrzeń powietrzną Polski.
– Jak to możliwe, że użycie tego samolotu cysterny wyprzedziło napad dronów o kilka godzin? – zastanawiał się poseł (s. 146–147). Następnie porównał (s. 147) tę sytuację do wydarzeń z Przewodowa, kiedy to do Polski wleciała rakieta z Ukrainy.
Rzeczywiście w przywołanym artykule czytamy, że holenderski A330 wyruszył z Eindhoven o godzinie 23:45 czasu polskiego. A pierwsze drony latały nad Polską, według Sky News, dopiero około 01:50. Problem w tym, że to błędna informacja – premier Donald Tusk potwierdził już 10 września rano, na podstawie informacji przekazanych przez Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, że pierwsze naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej odnotowano o godzinie 23:30.
Doniesienia Sky News powieliła też, bez odpowiedniej weryfikacji, Gazeta.pl. Informacja pojawiła się również na znanym z dezinformacji profilu Lega Artis. A poza Włodzimierzem Skalikiem powtórzył ją też inny polityk – Janusz Korwin-Mikke.
Sojusznicy byli w gotowości
Wiemy, że holenderski samolot wystartował 15 minut po tym, jak pierwsze drony przekroczyły polską granicę. Okazuje się, że decyzja w tej sprawie mogła zapaść już wcześniej, ale nie z powodu jakiejkolwiek zaplanowanej prowokacji, a ze względu na procedury związane z ochroną przestrzeni powietrznej Polski i NATO.
„Wojsko Polskie, we współpracy z sojusznikami, realizuje stałe zadania związane z ochroną przestrzeni powietrznej RP. Każdorazowo, kiedy pojawiają się informacje o możliwych atakach rakietowych lub dronowych na Ukrainę, które mogą również oddziaływać na obszary przygraniczne Polski, w powietrze podrywane są samoloty dyżurne”.
DO RSZ wyjaśnia, że lot tankowca A330 to dowód na to, że Polska i jej sojusznicy z odpowiednim wyprzedzeniem wiedzieli o możliwych uderzeniach Federacji Rosyjskiej i byli gotowi do reakcji. A wiemy, że polskie wojsko dysponowało informacjami o zmasowanym ataku na Ukrainę już we wtorek 9 września, co najmniej od godziny 22:06, czyli półtorej godziny przed startem holenderskiego samolotu opisanym przez Sky News.
Dodajmy, że polscy sojusznicy na bieżąco monitorowali wydarzenia w Ukrainie oraz na terenach graniczących z Polską – i reagowali na nie. Niemiecki „Die Welt” opublikował rekonstrukcję wydarzeń przygotowaną na podstawie dzienników operacyjnych NATO – sprawę opisał też serwis Politico. Pierwszy alarm w tej sprawie trafił do NATO na ponad godzinę przed przylotem dronów do Polski, a 24 minuty przed tym incydentem został podniesiony żółty alarm. Gdy obiekty naruszyły przestrzeń powietrzną, alarm zmienił się w czerwony.
Analiza powstała w ramach projektu Central European Digital Media Observatory (CEDMO) – interdyscyplinarnej sieci ekspertów, naukowców oraz organizacji walczących z dezinformacją w regionie Europy Środkowej. Projekt CEDMO jest finansowany ze środków Unii Europejskiej.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



