Strona główna Analizy UE mówi o demokracji, a tak naprawdę jest dyktaturą? Unijne wartości pod lupą

UE mówi o demokracji, a tak naprawdę jest dyktaturą? Unijne wartości pod lupą

Unia Europejska bywa porównywana do Związku Radzieckiego. Niektórzy widzą jej ideowe korzenie w faszyzmie. W publicznych dyskusjach padają takie pojęcia jak „dyktat Brukseli” czy „eurokołchoz”. Czy rzeczywiście unijne instytucje są tak dalece niedemokratyczne? Sprawdzamy, jakie są fakty na ten temat.

w tle flagi Unii Europejskiej

Fot. Pixabay / Modyfikacje: Demagog

UE mówi o demokracji, a tak naprawdę jest dyktaturą? Unijne wartości pod lupą

Unia Europejska bywa porównywana do Związku Radzieckiego. Niektórzy widzą jej ideowe korzenie w faszyzmie. W publicznych dyskusjach padają takie pojęcia jak „dyktat Brukseli” czy „eurokołchoz”. Czy rzeczywiście unijne instytucje są tak dalece niedemokratyczne? Sprawdzamy, jakie są fakty na ten temat.

Kontynuujemy nasz cykl artykułów, w którym przyglądamy się wartościom Unii Europejskiej oraz sprawdzamy, jak możemy samodzielnie i krytycznie weryfikować informacje na temat Unii Europejskiej pojawiające się w sieci. 

W poprzednim tekście zastanawialiśmy się nad tym, czy UE odbiera nam wolność. Teraz sprawdzimy, jaki wpływ – jako Polki i Polacy – mamy na decyzje tej organizacji.

Dyktatura z Zachodu czy demokracja od fundamentów?

Według deklaracji samej UE, przedstawionych na jej stronie internetowej, całe działanie Unii opiera się na demokracji. Parafrazując przepisy traktatu lizbońskiego, napisano:

„Podstawą funkcjonowania UE jest demokracja przedstawicielska. Każdy obywatel Unii automatycznie korzysta z praw politycznych. Każdy pełnoletni obywatel UE ma prawo kandydować i głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Obywatele UE mają prawo do kandydowania i głosowania w kraju pobytu lub w kraju, z którego pochodzą”.

Okazjonalnie w debacie publicznej pojawiają się jednak hasła„eurokołchozie” lub skrajne analogie między Unią Europejska a totalitarnym ustrojem Związku Radzieckiego czy Trzeciej Rzeszy. W sieci natykamy się również na grafiki, na których Unię porównuje się z nazistami, utożsamia z dyktatem Niemiec czy nazywa „zaborcą”

Mimo że czasem humorystyczne, to takie treści przedstawiają UE w negatywnym świetle. Pytanie tylko, czy jest to krytyka oparta na faktach.

Teoretycznie mechanizm podejmowania decyzji w UE jest jawny i opiera się na kilku demokratycznych procedurach, które możemy na bieżąco śledzić, oceniać i komentować. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Demokracja to prawo do głosu, a nie – do wygranej

Przepisy przyjmowane na poziomie Unii Europejskiej przechodzą przez kilka instytucji. Najczęściej proponuje je Komisja Europejska (KE), następnie akceptuje je Parlament Europejski (PE), a potem zatwierdza Rada Unii Europejskiej.

Grono Parlamentu Europejskiego składa się z osób wyłanianych w wyborach bezpośrednich: 720 foteli podzielono między kraje proporcjonalnie według liczby ludności. Polacy stanowią tam piątą co do wielkości grupę posłów. Decyzje w PE zapadają według woli większości deputowanych obecnych na sali.

To trochę jak z klasami w szkole. Choć są różnej wielkości, a w każdej są inni uczniowie i uczennice, to wspólne decyzje (np. dotyczące wycieczki albo wyboru lokalu na studniówkę) podejmuje się w taki sposób, aby ucieszyć możliwie jak najwięcej osób.

Rada UE i Komisja Europejska. Kto tam rządzi?

A co z pozostałymi organami unijnymi? W Radzie Unii Europejskiej zasiadają przedstawiciele rządu każdego z państw. Decyzje zapadają tam najczęściej zgodnie z zasadą większości kwalifikowanej

Działa to w następujący sposób: zagłosować „za” musi co najmniej 55 proc. państw członkowskich (czyli 15 z 27) oraz muszą to być państwa, w których mieszka łącznie co najmniej 65 proc. ludności UE. W przypadku niektórych kwestii do podjęcia decyzji potrzeba jeszcze więcej głosów, a w kwestiach szczególnie istotnych – nawet jednomyślność.

Również Komisja Europejska nie powstaje w wyniku decyzji jednego państwa czy jednej osoby. Przewodniczącego Komisji proponuje Rada Europejska, czyli liderzy państw UE. Kandydaturę tę musi zaakceptować PE bezwzględną większością głosów – liczba głosów „za” musi być wyższa niż „przeciw” i „wstrzymuję się”. 

Następnie przewodniczący proponuje skład KE, który również musi zdobyć zaufanie Parlamentu oraz akceptację bezwzględnej większości Rady Europejskiej.

W demokracji raz jesteś w większości, a raz – w mniejszości

Oznacza to, że żaden „dyktat Brukseli” nie byłby możliwy, gdyby nie stanowisko większości przedstawicieli państw tworzących Unię. Choć czasem niektóre państwa znajdują się w mniejszości i zostają przegłosowane, to jednak mogą one swobodnie przekonywać inne państwa i grupy europosłów do swoich racji.

Zasady funkcjonowania Unii są więc całkowicie odmienne od zasad nazistowskiego Reichstagu czy Rady Najwyższej ZSRR, gdzie głos miała tylko jedna partia, której członkowie musieli akceptować wymysły przywódcy.

Na zasadach podobnych do unijnych działają w wielu polskich miastach budżety obywatelskie (np. 1, 2, 3). Mieszkańcy i mieszkanki różnych osiedli głosują na jeden z projektów, np. na utworzenie nowego parku, budowę boiska do koszykówki lub na zamontowanie ławek przy rzece, ale ostatecznie w danym roku wygrywają tylko te najpopularniejsze. 

Nie oznacza to jednak, że niektóre lokalne społeczności są ciemiężone – sama możliwość udziału w głosowaniu jest już szansą. Oczywiście, jeśli procedura wyboru jest przejrzysta i uczciwa, ale to można zweryfikować np. poprzez zapoznanie się z dokumentami lub zwrócenie się do urzędu z pytaniem w trybie dostępu do informacji publicznej.

W PE jest miejsce dla wielu głosów 

Jedną z istotnych zasad demokracji jest pluralizm polityczny. To prawo obywatela do tworzenia związków zawodowych, fundacji, stowarzyszeń i partii politycznych, co skutkuje tym, że w debacie publicznej ścierają się postulaty ugrupowań o różnych wartościach, ideach i pomysłach.

Ponadto każdy dorosły obywatel UE ma prawo do udziałuwyborach europejskich, a jeśli osiągnął odpowiedni wiek, może również w nich kandydować.

To sprawia, że w Parlamencie Europejskim zasiadają osoby o szerokim spektrum poglądów – są tu zarówno osoby euroentuzjastyczne, czyli ciepło nastawione do dalszej integracji europejskiej, jak i osoby eurosceptyczne, czyli krytycznie nastawione do polityki UE lub samego członkostwa ich państwa w tej strukturze. 

Przykładem polskich eurosceptycznych polityków są Janusz Korwin-MikkeStanisław Żółtek. „Sądzę, że Unia Europejska musi być zniszczona” – przekonywał pierwszy z nich podczas obrad PE w 2016 roku, gdy tymczasem drugi postulował rozbicie UE oraz wyjście Polski z jej struktur. 

Za swoje kontrowersyjne wypowiedzi Korwin-Mikkego zawieszono w prawach europosła łącznie na kilkanaście dni. Skorzystał on jednak z prawa do odwołania, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej unieważnił te sankcje, zwracając uwagę na prawo do wolności słowa

O pluralizmie poglądów w Parlamencie Europejskim świadczy również różnorodność funkcjonujących tam grup politycznych. Europosłowie jednoczą się m.in. w demokratyczno-liberalnej Europejskiej Partii Ludowej, w socjaldemokratycznym Sojuszu Socjalistów i Demokratów, czy też w konserwatywnym ugrupowaniu Patrioci dla Europy.

Europejskie superpaństwo kontra Europa ojczyzn

Jeszcze w 2023 roku trwała dyskusja wokół koncepcji zmiany unijnych traktatów i ograniczenia prawa weta państw członkowskich w wielu sprawach. W Polsce część polityków alarmowała, że tworzy się unijne superpaństwo, które dla mniejszych krajów będzie oznaczało pełne podporządkowanie wobec Niemiec czy Francji.

Ten przykład obrazuje dwa ważne fakty. Po pierwsze, w kluczowych sprawach decyzje na poziomie UE nie dzieją się bez zgody wszystkich państw członkowskich. Do zmiany traktatów jest potrzebna zgoda każdego rządu oraz ratyfikacja tych zmian przez krajowe instytucje.

Po drugie, w UE w wielu sprawach nie ma jednomyślności, a część państw poprzez swój opór skutecznie blokuje niektóre zmiany. W unijnej polityce ścierają się różne wizje rozwoju tej organizacji. Wbrew krytycznym narracjom nie wszyscy w Brukseli dążą do całkowitej federalizacji, czyli integracji w kierunku jednego dużego państwa. 

W Parlamencie Europejskim spotkamy także zwolenników tzw. Europy ojczyzn, w której państwa pozostają od siebie niezależne, ale współpracują na wybranych polach (np. gospodarczo). Jeszcze inna koncepcja mówi o tzw. Europie wielu prędkości, w której państwa wybierają sektory współpracy, przez co niektóre integrują się mocniej niż inne. Przykładem jest tutaj strefa euro i fakt, że nie wszystkie państwa członkowskie korzystają ze wspólnej waluty. 

Sprawdź swojego europosła

Nasz wpływ nie kończy się na wybraniu kandydatów raz na pięć lat. Na bieżąco możemy monitorować pracę swojego europosła. Na stronie PE znajdziemy informacje o jego aktywności: w jakich zasiada komisjach, jakie działania podejmuje, co mówi podczas debat. A na innej podstronie zweryfikujemy, jak on i inni europosłowie głosowali podczas ostatnich posiedzeń PE.

Ta transparentność pomaga rozliczać polityka z realizowanej misji. Jeśli zawiódł nasze oczekiwania, mało pracował lub źle głosował – pokażemy to przy urnie wyborczej. A co, gdy nie możemy czekać do kolejnych wyborów, bo właśnie teraz debatuje się o istotnej dla nas kwestii? Zawsze możemy sami (lub grupowo) odezwać się europosła mailowo, zaczepić go w mediach społecznościowych lub odwiedzić w biurze europoselskim w Polsce.

Youtuber – politykiem? To możliwe

A czy możliwa jest w pełni bezpośrednia interakcja z naszym przedstawicielem w PE? W teorii tak, bo takiej misji podjął się cypryjczyk Fidias Panayiotoum. To youtuber i influencer, którego w 2024 roku wybrano europosłem. Jego historia być może wróży to, co czeka nas w kolejnych latach.

Swoją kampanię oparł na mediach społecznościowych i regularnie pyta swoich widzów o to, jakie powinien podejmować decyzje podczas głosowań. Przykładowo: na podstawie ankiety na platformie TikTok postanowił zostać posłem niezrzeszonym, zamiast dołączyć do grupy Zielonych. 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Fidias Panayiotou (@fidias0)

Takie zaangażowanie widzów w pracę polityczną brzmi pięknie – jak prawdziwa demokracja bezpośrednia. Ale problem w tym, że publikowane przez niego ankiety w mediach społecznościowych są łatwe do zmanipulowania przez boty, opłacone konta i internetowych trolli. Co więcej, sam Fidias w ostatnim czasie zasłynął z kilku kontrowersyjnych decyzji, w tym m.in. wizyty w Moskwie. 

Sami też decydujemy

Nasz wpływ na politykę nie kończy się na wybieraniu przedstawicieli. Mamy do dyspozycji demokratyczne narzędzie, jakim jest europejska inicjatywa obywatelska. To droga, dzięki której sami obywatele mogą bezpośrednio i oddolnie zgłosić Komisji Europejskiej pomysł na zmianę przepisów. 

Jak to działa? Inicjatorzy najpierw rejestrują swój plan w systemie, a następnie zaczyna się zbiórka podpisów. Aby akcja się powiodła, jest potrzebne poparcie co najmniej 1 mln osób z UE, przy czym w co najmniej 7 krajach musi zostać przekroczony minimalny próg poparcia (zależny od populacji państwa) – w Polsce wynosi on obecnie 38 160 podpisów.

Co dzieje się potem? W razie zebrania podpisów Komisja Europejska jest zobowiązana spotkać się z organizatorami zbiórki, rozważyć ich propozycję oraz zaproponować działania odpowiadające na ich inicjatywę.

Od konsoli do Komisji Europejskiej

W ostatnim czasie wielkim echem odbiła się akcja Stop Killing Games. Chodzi o zatrzymanie „uśmiercania gier wideo”. Obecnie zdarza się, że wydawcy lub producenci po kilku latach od premiery wycofują wsparcie dla gry (np. zamykają serwery online lub blokują dostęp do logowania), co w praktyce uniemożliwia korzystanie z niej. 

Przez to gracze, choć zapłacili za produkt na własność, nie mogą już się nim cieszyć. Przykładem jest gra wyścigowa The Crew”, w przypadku której firma Ubisoft nie tylko wyłączyła serwery do gry przez internet, lecz także odebrała graczom możliwość gry jednoosobowej.

Odpowiedzią na ten problem okazała się właśnie europejska inicjatywa obywatelska, która zebrała prawie 1,5 mln podpisów. Obecnie jest ona na etapie weryfikacji i wkrótce trafi do Komisji Europejskiej. A jeśli odniesie sukces, stanie się dobrym przykładem ochrony praw obywateli przed niekorzystnymi decyzjami biznesu.

Demokracja w UE. Jak samemu sprawdzić, czy jest zagrożona? 

Powyżej opisaliśmy, jak możesz samodzielnie zweryfikować informacje na temat struktury decyzyjnej UE, sprawdzić wyniki poszczególnych głosowań w PE albo przyjrzeć się dokładnie pracy europosła z Twojego regionu. 

A co, gdy napotkasz w sieci sensacyjne treści, które przekonują, że „Bruksela zabiera nam suwerenność” lub „Unia realizuje szatańską wizję”? W takim przypadku może okazać się przydatna pomoc fact-checkerek i fact-checkerów, czyli osób, które na podstawie wiarygodnych źródeł sprawdzają, czy w takich teoriach tkwi choć trochę prawdy. 

Analizy na interesujące Cię tematy, nie tylko dotyczące Unii Europejskiej, znajdziesz za pomocą wyszukiwarki Fact Check Explorer. To dobre miejsce na początek poszukiwań, a przy okazji nauki weryfikowania faktów – każdy artykuł Demagoga lub innej organizacji factcheckingowej to mały poradnik, który krok po kroku pokazuje, jak sprawdzić kontrowersyjne i wątpliwe doniesienia.

Analiza powstała w ramach projektu Stowarzyszenia Demagog pt. „Fakty, nie fikcja! Kampania antydezinformacyjna na temat praw i wartości Unii Europejskiej skierowana do nauczycieli w małych miejscowościach i na obszarach wiejskich”.

Projekt jest finansowany w ramach programu „Protecting EU Values and Fundamental Rights through Public Participation and  Civil Society Assistance in Central Europe – PROTEUS” realizowanego przez TF we współpracy z programem Engaging Central Europe (ECE) of The German Marshall Fund of the United States. Program PROTEUS jest współfinansowany przez Europejską Agencję Wykonawczą ds. Edukacji i Kultury (EACEA) w ramach europejskiego programu „Obywatele, równość, prawa i wartości” (CERV).

Przedstawione poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora (autorów) i nie muszą odzwierciedlać poglądów Unii Europejskiej ani Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani organ przyznający dotację nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź