Strona główna Analizy Czy UE zabiera nam wolność? Unijne wartości pod lupą

Czy UE zabiera nam wolność? Unijne wartości pod lupą

Niektórzy mówią, że życie w Unii ogranicza naszą wolność. Ale co to znaczy? Dyskusję na ten temat warto oprzeć na faktach. Zanim przejdziemy do wygłaszania krytyki, zacznijmy od krytycznego myślenia.

na grafice widzimy flagę Unii Europejskiej

Fot. Pixabay / Modyfikacje: Demagog

Czy UE zabiera nam wolność? Unijne wartości pod lupą

Niektórzy mówią, że życie w Unii ogranicza naszą wolność. Ale co to znaczy? Dyskusję na ten temat warto oprzeć na faktach. Zanim przejdziemy do wygłaszania krytyki, zacznijmy od krytycznego myślenia.

W podstawowych dokumentach Unii Europejskiej jest wpisanych kilka nadrzędnych i istotnych wartości. Są to godność człowieka, wolność, demokracja, równość, praworządność i prawa człowieka. Znajdziesz je w art. 2 traktatu lizbońskiego oraz w Karcie praw podstawowych UE. Publikacje z zakresu studiów europejskich wskazują (np. 1, 2, 3, 4, 5, 6), że są to wartości, które spajają i integrują naszą wspólnotę.

W nowym cyklu artykułów przyjrzymy się temu, jak dezinformacja relatywizuje takie wartości i podważa zaufanie do instytucji.

Zaczniemy od wolności, o której mówi się w ostatnich latach naprawdę dużo (np. 1, 2, 3, 4, 5). Najpierw spójrzmy, jak definiuje ją Unia Europejska.

„Swoboda poruszania się daje obywatelom prawo do swobodnego przemieszczania się po Europie i przebywania na terytorium Unii. Swobody jednostki, takie jak poszanowanie życia prywatnego, wolność myśli, wyznania, zgromadzeń i wypowiedzi oraz swobodny dostęp do informacji są chronione na mocy Karty praw podstawowych Unii Europejskiej”.

„Unia odbiera mi wolność”. Czy to zawsze Unia?

Cenimy sobie swobodę i możliwość decydowania o własnym życiu. Ale nie jesteśmy w stu procentach wolni. Przykładowo ja, autor tego artykułu, nie mogę w tej chwili zostać prezydentem, bo nie skończyłem 35 lat (a taki wymóg określa Konstytucja w art. 127). Nie mogę też lewitować, bo nie pozwalają mi na to prawa fizyki oraz budowa ciała homo sapiens.

Istnieją sprawy, które ograniczają nas zewnętrznie, takie jak biologia, fizyka, geografia. Są też takie bariery, na które wspólnie się zgadzamy, aby społeczeństwo działało harmonijnie: normy społeczne, prawne, przepisy ruchu drogowego, etyka. A kolejne regulacje wprowadza w nasze życie prawo unijne. 

A skoro tak, warto o tym pamiętać, gdy ktoś wzbudza w nas obawy dotyczące wolności. Proponuję, aby – okiem weryfikatora – przyjrzeć się zarzutowi, że Unia odbiera nam wolność, i zadać sobie kolejno trzy pytania:

  1. Czy na pewno Unia ogranicza moją wolność?
  2. Czy wiem, kto konkretnie mnie ogranicza?
  3. Czy mógłbym mieć więcej wolności, niż mam teraz?

„Oni czyhają na mój samochód!” Czy aby na pewno?

Powracającą narracją w kontekście krytyki Unii Europejskiej są przypadki rzekomo absurdalnych lub niepotrzebnych regulacji, które ta organizacja narzuca państwom członkowskim i tym samym odbiera im wolność. Zdarza się, że są to zarzuty niepoparte żadnymi faktami

Przykładowo: w tym roku polityk Ruchu Narodowego Paweł Usiądek twierdził, że Unia chce zakazać bawełnianych ubrań, co okazało się fałszem. Innym razem bezpodstawnie alarmował o planach ograniczenia wjazdu aut do miast. Natomiast europoseł Grzegorz Braun – na podstawie błędnej interpretacji nowego rozporządzenia – siał obawy co do tego, że służby będą nas kontrolowały przy zakupie sprzętu AGD.

To dlatego tak istotne jest zadanie sobie pierwszego pytania weryfikacyjnego: „Czy na pewno ktoś ogranicza moją wolność?”. Czasem zwyczajnie okaże się, że nowy „skandaliczny” przepis nie istnieje lub został źle zrozumiany. Wszystko to da się sprawdzić w dokumentach UE.

Regulacje to nie koniec świata

W debacie publicznej doszło do splątania wątku regulacji z wątkiem wolności. Spójrzmy na wypowiedź Jarosława Sellina z Prawa i Sprawiedliwości, z czasów ubiegłorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego: „Mieliśmy takie poczucie 20 lat temu, […] że wchodzimy do jakiejś strefy wolności i swobód. […] Trochę po tych 20 lat można mieć wątpliwości, czy przypadkiem ta struktura, jako instytucja, zamienia się w strefę nakazów i zakazów” [czas nagrania: 8:47]. 

Zdaniem polityka PiS, w Brukseli „produkuje się” coraz więcej dyrektyw i rozporządzeń, co ludzi ogranicza. Po naszej weryfikacji okazało się, że się mylił – liczbda tych aktów pozostaje mniej więcej na tym samym poziomie, co 20 lat temu, a nawet nieco maleje.

Ale spójrzmy na to nieco inaczej. Czy naprawdę sama liczba regulacji i ich stron to już problem? W praktyce okazuje się, że wybrane regulacje porządkują istniejące przepisy, harmonizują je między krajami, bądź zastępują starsze dokumenty innymi. Przykładem niech będzie tzw. deklaracja bolońska, która unormowała zasady studiowania w UE. Dla obywatela to czasem mniej chaosu, a nie więcej zakazów. „Gruby segregator” nie zawsze świadczy o tym, że nasza wolność maleje.

Wolność „od” i wolność „do”

Sięgnijmy do rozróżnienia opisanego przez filozofa Isaiaha Berlina – chodzi o dwa sposoby rozumienia wolności. Wolność negatywna to brak przeszkód zewnętrznych (nikt nie mówi mi, co mam robić, ani nikt mnie nie powstrzymuje w podejmowaniu decyzji). W tym sensie rzeczywiście każda regulacja stanowi barierę, ale pamiętajmy, że dotyczy to nie tylko nas. Pewne ograniczenia mogą uchronić nas przed przemocą czy nadużyciami innych (ludzi lub firm), np. przed napaścią, oszustwem czy monopolem jednej korporacji.

Drugi rodzaj to wolność pozytywna, która oznacza nie tylko brak barier, lecz także możliwość realnego korzystania z naszych praw i samorealizacji. A do tego są nam potrzebne pewne gwarancje – wolność nauki nie zadziała bez dostępu do szkoły i internetu, a wolność wybierania swoich przedstawicieli w demokracji napotka trudności w realizacji, jeśli nie określimy przepisów dotyczących przebiegu wyborów lub zasad związanych z kartami do głosowania. 

Przykłady? Mamy możliwość bezpiecznego przemieszczania się dzięki temu, że zgadzamy się na zasady ruchu drogowego, oraz mamy swobodę komunikacji, ponieważ umówiliśmy się na korzystanie z konkretnego alfabetu i języka. Taką wolność zapewniają nam też regulacje unijne, np. dyrektywa RODO (swoboda decydowania o swojej prywatności) czy ustalenie standardu wejścia USB-C w urządzeniach elektrycznych (wolność zmiany sprzętu bez wiązania się tylko z jednym producentem).

Nakrętki i robaki – czy to naprawdę Cię blokuje?

Oczywiście nie znaczy to, że UE nie podejmuje kontrowersyjnych decyzji. Zapewne bez problemu wymienisz przynajmniej kilka z nich. W ostatnich latach głośna była sprawa nakrętek mocowanych do plastikowych butelek (1, 2, 3). Dużą wrzawę wywołała (1, 2, 3) też dyskusja o wprowadzeniu na rynek produktów pochodzących od owadów – niektórzy wręcz sugerowali, że UE zmusi nas do jedzenia robaków. 

A czy rzeczywiście takie reformy wpływają na nasz zakres wolności? W przypadku regulacji dotyczących żywności trudno mówić o faktycznym ograniczaniu naszych swobód, bo nikt nie zmusza nas do jedzenia konkretnych produktów.

Natomiast dyskusja o plastikowych butelkach to świetna okazja do zauważenia, że przy tworzeniu przepisów spotykają się interesy wielu grup: nie tylko pojedynczych obywateli, lecz także rynku, przedsiębiorstw, państw, a nawet środowiska naturalnego. Tym samym pewna niewygoda pojawiająca się podczas picia napoju jest kosztem, który potencjalnie (choć dyskusjeewaluacje wciąż trwają) równoważą zyski dla społeczeństwa i natury, m.in. w postaci ułatwienia recyklingu oraz ochrony zwierząt morskich przed duszeniem się (1, 2, 3). 

Takie decyzje można oczywiście krytykować, gdy są niepraktyczne albo źle zakomunikowane, ale warto najpierw zastanowić się, jak konkretnie wpływają one na naszą wolność negatywną i pozytywną.

Przeregulowana Unia kontra innowacyjny świat

Powracająca narracja wymierzona w Unię mówi o tym, że jest to miejsce przepełnione wieloma zbędnymi regulacjami. „USA i Chiny tworzą nowe technologie, a my produkujemy papier i tworzymy miejsca pracy w urzędach” – mówi nam popularny polityk, a krytyczne głosy przekonują, że nadmiar biurokracji przeszkadza w rozwoju gospodarczym (1, 2, 3, 4). 

Lekarstwem na taką narrację może być weryfikacja ilościowa. Spójrzmy na wskaźniki Product Market Regulation (PMR) publikowane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Mierzą one, jak regulacje w państwach członkowskich sprzyjają (lub nie) przedsiębiorczości i konkurencyjności gospodarki. Patrzy się tu na takie aspekty jak bariery wejścia, zamówienia publiczne, swoboda handlu, rynek cyfrowy i wiele innych.

Okazuje się, że pod tym względem państwa UE wcale nie wypadają najgorzej. Wręcz przeciwnie. Gdy spojrzymy na ogólny wynik, to w gronie 10 państw z najwyższym wynikiem, 8 to państwa UE, w tym Polska. Pozostałe dwa to Wielka Brytania (która była w Unii) oraz Norwegia (która współpracuje z Unią gospodarczo).

Dla porównania: Kanada zajęła dopiero 29. lokatę, a Stany Zjednoczone są na 34. miejscu. Pełen ranking, wraz z wynikami pomniejszych wskaźników oceniających konkretne aspekty ekonomii, znajdziesz na stronie OECD.

Czy to na pewno Bruksela? Sprawdź, zanim zaprotestujesz

Unia Europejska to 26 różnych państw, a tym samym 26 różnych systemów prawnych. Jedną z ról unijnego ustawodawstwa jest harmonizacja tych systemów.

Kluczem do tego są dyrektywy i rozporządzenia, które są następnie wdrażane w krajach członkowskich. Dzieje się to dość często i wiele przepisów (choć nie znamy dokładnego odsetka) procedowanych w polskim Sejmie przychodzi z tego kierunku.

Okazuje się, że często państwa próbują być „świętsze od papieża” i podczas implementacji unijnych przepisów do prawa krajowego wprowadzają bardziej restrykcyjne przepisy niż faktyczne wymogi UE. Ten fenomen został nazwany mianem gold-platingu.

Spójrzmy na przykład. Zgodnie z unijną dyrektywą Polska (jak każdy kraj UE) jest zobowiązana cyklicznie zwiększać odsetek odpadów komunalnych, które trafiają do recyklingu. W dokumencie pojawiają się cele na okresy pięcioletnie (np. 55 proc. w 2025 roku i 60 proc. w 2030 roku). Natomiast polski Sejm podczas wdrażania tych przepisów narzucił na gminy cele, które – zamiast co pięć lat – rosną z każdym rokiem. Więcej o tym przeczytasz w innej naszej analizie.

Skutek? Obywatele i firmy mają poczucie, że to „eurokraci” nakładają na nich dodatkowe obowiązki, podczas gdy tak naprawdę są to częściowo decyzje ich własnego rządu. Dlatego tak istotne, ponownie, jest zadawanie sobie pytania: „Czy wiem, kto konkretnie mnie ogranicza?

W tej Unii rzeczywiście jest tak źle? Spójrzmy na mapę

Wróćmy do kontekstu. W żadnym miejscu na świecie nie będziemy całkowicie wolni. Skoro tak, to gdy wytaczamy krytykę wobec społeczności, w której przydarza nam się żyć, zweryfikujmy, czy moglibyśmy mieć tej wolności więcej. 

Przyda się tutaj kolejne pytanie weryfikacyjne: „Czy mógłbym mieć więcej wolności, niż mam teraz?”. Tak się składa, że możemy to zmierzyć i sprawdzić. Wcześniej omówiliśmy wskaźnik regulacji rynków produktów, w którym państwa UE wypadły lepiej niż Stany Zjednoczone. Teraz spójrzmy na inne raporty.

Wśród 20 państw o najwyższej wolności prasy, według analizy Reporterów Bez Granic, znalazło się aż 13 państw UE. Z pozostałej siódemki aż 5 to kolejne kraje europejskie (np. Norwegia i Islandia), współpracujące z państwami wspólnoty. Natomiast Stany Zjednoczone, stawiane za wzór wolności, zajęły w tym rankingu dopiero 57. miejsce. 

Podobnie jest z wolnością akademicką, mierzoną przez badaczy z Uniwersytetu Fryderyka i Aleksandra w Erlangen i Norymberdze oraz z V-Dem Institute. W tym zakresie wysokie wyniki państw UE kontrastują z niskimi wynikami chociażby państw azjatyckich czy afrykańskich. Podobnie jest w przypadku wolności ekspresji mierzonej przez think tank Article 19.

A co z wolnością indywidualną? Tu też wypadamy nieźle

Wolność osobistą ocenia corocznie amerykański Cato Institute, który patrzy na tę wartość z wielu perspektyw (m.in. praworządności, bezpieczeństwa, handlu czy swobody wypowiedzi, sumienia i przemieszczania się). Ten wskaźnik, podobnie jak powyższe, w dość pozytywnym świetle stawia państwa wspólnoty europejskiej.

Podobne wnioski przedstawia też indeks „Wolności na świecie”, mierzony przez amerykańską organizację Freedom House na podstawie swobód obywatelskich i politycznych. Kraje UE dominują w tych rankingach.

Kolejne istotne kryterium to wolność ekonomiczna. Tu przydatny będzie miernik Index of Economic Freedom. Przy jego analizie pamiętajmy tylko, że jego współtwórcą jest konserwatywny thinktank Heritage Foundation. Niezależnie od tego, dane pokazują, że kraje europejskie mierzą się z mniejszą ingerencją i przymusem państwa w gospodarce niż większość krajów afrykańskich, azjatyckich czy latynoamerykańskich.

Nie znaczy to oczywiście, że zawsze i w każdym aspekcie sytuacja w Unii jest idealna. W ostatnim czasie Helsińska Fundacja Praw Człowieka, na podstawie Raportu o Wolności Mediów 2025, zwróciła uwagę na kwestię wolności i pluralizmu mediów w Unii Europejskiej. Za to Human Rights Watch wspomina o słabnącym przywiązaniu w państwach wspólnoty do demokratycznych wartościprzestrzega przed reformami, które mogłyby osłabić wolność ekspresji czy gromadzenia się.

Oczywiście, wymienione wskaźniki to tylko jedne z wielu, a dla każdego inne kryteria będą ważne przy ocenie poziomu wolności. W demokracji zawsze mamy prawo do krytyki. Pamiętajmy tylko, żeby opierać się na faktach, i uważajmy, aby dezinformatorzy nie kierowali naszego gniewu w niewłaściwą stronę.

Analiza powstała w ramach projektu Stowarzyszenia Demagog pt. „Fakty, nie fikcja! Kampania antydezinformacyjna na temat praw i wartości Unii Europejskiej skierowana do nauczycieli w małych miejscowościach i na obszarach wiejskich”.

Projekt jest finansowany w ramach programu „Protecting EU Values and Fundamental Rights through Public Participation and  Civil Society Assistance in Central Europe – PROTEUS” realizowanego przez TF we współpracy z programem Engaging Central Europe (ECE) of The German Marshall Fund of the United States. Program PROTEUS jest współfinansowany przez Europejską Agencję Wykonawczą ds. Edukacji i Kultury (EACEA) w ramach europejskiego programu „Obywatele, równość, prawa i wartości” (CERV).

Przedstawione poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora (autorów) i nie muszą odzwierciedlać poglądów Unii Europejskiej ani Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani organ przyznający dotację nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź