Informujemy o najważniejszych wydarzeniach ze świata fact-checkingu.
UE promuje równość czy faworyzuje mniejszości? Unijne wartości pod lupą
W przestrzeni publicznej obecne są głosy, że promowane przez Unię równouprawnienie to tak naprawdę dyskryminacja większości przez różne grupy stanowiące mniejszość. Co mówią fakty na ten temat?
Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog
UE promuje równość czy faworyzuje mniejszości? Unijne wartości pod lupą
W przestrzeni publicznej obecne są głosy, że promowane przez Unię równouprawnienie to tak naprawdę dyskryminacja większości przez różne grupy stanowiące mniejszość. Co mówią fakty na ten temat?
To kolejny artykuł z cyklu, w którym przyglądamy się wartościom Unii Europejskiej. W jego ramach zastanawiamy się nad tym, jak można krytycznie podchodzić do pojawiających się w dyskusjach informacji na temat tej wspólnoty, bazując przy tym na faktach.
Dotychczas przyglądaliśmy się temu, czy Unia ogranicza naszą wolność, oraz sprawdzaliśmy, czy aby na pewno możemy powiedzieć, że jest demokratyczna.
Natomiast w tym artykule sprawdzamy, jak UE rozumie równość i czy rzeczywiście kieruje się tą zasadą w swoich działaniach.
Czym dla Unii jest równość?
Podobnie jak w przypadku opisywanych wcześniej wartości, deklarację o tym, że funkcjonowanie Unii Europejskiej opiera się na zasadzie równości, znajdziemy na jej stronie internetowej.
Nie pojawia się tam definicja pojęcia „równość”. Możemy jednak przeczytać, że Unia deklaruje realizowanie tej wartości w wielu dziedzinach. Chodzi tu m.in. o równość wszystkich obywateli wspólnoty wobec prawa. Zasada równości dotyczy też kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzinach życia. Odnosi się ona także do wysokości wynagrodzenia za pracę o tej samej wartości – zgodnie z traktatem rzymskim, jednej z założycielskich umów wspólnoty, musi być ono równe.
„Wszyscy obywatele UE są równi wobec prawa. Zasada równości kobiet i mężczyzn leży u podstaw wszystkich polityk europejskich oraz procesu integracji europejskiej. Ma ona zastosowanie we wszystkich dziedzinach. Zasada równego wynagrodzenia za pracę o równej wartości została zapisana w traktacie rzymskim z 1957 r.”
Nie tylko zakaz dyskryminacji, ale i wspieranie równych szans
Unia Europejska uważa równość za bardzo ważną i dlatego w Karcie Praw Podstawowych zabrania dyskryminacji. Podobnie jak regulamin szkoły dotyczy wszystkich jej uczniów, tak to prawo jest uniwersalne i obejmuje wszystkich mieszkańców Unii. Instytucje UE powinny stosować się do niego zawsze, a państwa członkowskie – przynajmniej wtedy, gdy stosują inne unijne przepisy.
Celem tych przepisów jest ochrona obywateli wspólnoty bez względu na ich np. płeć, kolor skóry, pochodzenie, język, religię, poglądy, wiek, orientację seksualną czy niepełnosprawność (art. 21). W tym samym unijnym dokumencie zapisano, że wszyscy są równi wobec prawa (art. 20).
Dlaczego to ważne? Unia Europejska zgodnie z traktatem o jej funkcjonowaniu ma kompetencje do zwalczania dyskryminacji. Robi to głównie poprzez proponowanie przepisów mających na celu ochronę przed dyskryminacją czy poprzez promowanie różnorodności. Równocześnie wspólnota deklaruje, że podejmowane przez nią inicjatywy promują równe szanse jej mieszkańców.
Takie działania dotyczą różnych kategorii osób wykluczonych, m.in. ze względu na niepełnosprawności czy wiek. Przykładowo, aby pomóc osobom z niepełnosprawnościami i starszym w pełnym uczestnictwie w życiu społecznym, UE wprowadziła przepisy ułatwiające korzystanie z różnych produktów i usług. Dzięki temu wybrane urządzenia, takie jak telefony, automaty biletowe czy terminale płatnicze, muszą być dostosowane do potrzeb tych osób.
Równość dla wszystkich, bez wyjątku – czy na pewno?
Mimo to przy różnych okazjach w przestrzeni publicznej pojawiają się krytykujące Unię opinie, że promowanie równości jest formą terroru wobec większości, której narzucana jest wola mniejszości (np. 1, 2, 3).
Jako przykłady wymienia się wspieranie praw osób LGBT+, które przedstawiane bywa jako próba likwidacji płci, czy promowanie równości płci, postrzegane jako dyskryminacja mężczyzn. Przyjrzyjmy się więc bliżej tym przypadkom.
Walka o równouprawnienie kobiet oznacza brak zainteresowania prawami mężczyzn?
Jak już wcześniej zauważyliśmy, równość kobiet i mężczyzn jest jedną z podstawowych zasad Unii. Jednak działania podejmowane w tym zakresie potrafią wzbudzać emocje (np. 1, 2). Pojawia się pytanie, czy przypadkiem nie są to działania na rzecz kobiet, podczas gdy dyskryminacja mężczyzn schodzi na drugi plan.
Między kobietami i mężczyznami występują różne nierówności. Najbardziej aktualne statystyki wskazują, że większa część mężczyzn niż kobiet w wieku produkcyjnym ma pracę. Jednocześnie w większości państw członkowskich kobiety zarabiają średnio mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach i z takim samym wykształceniem. Kobiety są też częściej ofiarami przemocy.
Równocześnie mężczyźni kończą studia wyższe rzadziej od kobiet, a ich oczekiwana długość życia jest w chwili urodzenia krótsza. Ze względu na przypisaną im rolę społeczną chłopcy mogą częściej niż dziewczęta odczuwać nacisk na naukę w technikum i podjęcie pracy zaraz po maturze oraz na wykonywanie niebezpiecznych zawodów.
Unijne programy równościowe. Czy dotyczą też mężczyzn?
Tymczasem unijne programy skupiają się na likwidowaniu luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami, promowaniu równowagi płci w polityce i biznesie czy przeciwdziałaniu przemocy ze względu na płeć. Jak wskazuje Michał Gulczyński, przedstawiciel Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn, wspomniane problemy mężczyzn nie są obecnie podejmowane w ramach unijnych polityk równościowych.
Możemy jednak wskazać organizowane w Unii kampanie mające na celu zwalczanie stereotypów płciowych, także tych dotyczących mężczyzn. To na przykład #EndGenderStereotypes, gdzie mężczyźni przedstawiani są np. w roli opiekunów małych dzieci. Na poziomie unijnym wprowadzono również prawo do urlopu ojcowskiego – skromniejszej, ale jednak odpowiedzi na urlop macierzyński. Można oczywiście twierdzić, że są to działania niewystarczające, i domagać się kolejnych. Od tego są nasi przedstawiciele w instytucjach UE, których mamy prawo wybierać.
„Dyskryminacja na rzecz równości”, czyli o równych szansach
Można też zadać sobie pytanie, czy aby na pewno działania na rzecz zwalczania dyskryminacji jednej grupy nie dyskryminują drugiej. Zdarza się, że inicjatywy, które mają wyrównywać szanse, są określane jako „pozornie antydyskryminacyjne”.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: w szkole działa radiowęzeł, który powstał z inicjatywy grupy chłopców. Po kilku latach część z nich kończy szkołę i zanim odejdzie, wdraża innych swoich kolegów do puszczania muzyki na przerwach. Po drugiej zmianie składu chłopaków przychodzi kolejna i kolejna – zawsze jednak są to jacyś chłopcy.
W pewnym momencie zgłasza się do nich grupa dziewcząt, która też chce prowadzić szkolne radio. Może lubią podobną muzykę, a obsługa laptopa i kilku guzików nie sprawia im trudności – nadawałyby się. Jednak chłopcy po prostu lepiej dogadują się ze swoimi kolegami, dlatego nie przyjmują oferty dziewczyn. Te, wkurzone, proponują wprowadzić zasadę: w radiowęźle połowę przerw powinny brać dziewczyny, a połowę chłopcy. Czy taka zasada nie dyskryminuje jednak chłopców?
Stanowiska dyrektorskie – tylko dla mężczyzn?
Podobny problem rozwiązywała przyjęta przez organy unijne dyrektywa w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów spółek giełdowych. Jak czytamy, dyrektywa ma służyć zapewnieniu równości w miejscu pracy poprzez wprowadzenie obowiązku zajmowania przez osoby należące do niedostatecznie reprezentowanej płci pewnego procenta stanowisk dyrektorskich (art. 5 ust. 1). Dzięki temu kobiety nie będą narażone na sytuacje, w których nie dopuszcza się ich od zarządzania częścią firmy tylko dlatego, że np. zarządzający nią mężczyzna nie wierzy, że kobieta jest w stanie pogodzić opiekę nad dzieckiem z odpowiedzialnym stanowiskiem.
Z ustaleń Eurostatu wynika, że według niemal 40 proc. mieszkańców UE dyskryminacja ze względu na płeć jest powszechna. Źródło: Europa.eu.
W tym konkretnym przypadku prawo będzie działać na korzyść kobiet. Zgodnie z wyliczeniami Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE) stanowią one jedynie 34 proc. członków zarządów lub rad nadzorczych spółek giełdowych. W założeniu prawo to nie ma jednak dyskryminować konkretnej płci, lecz wspierać równość i większą różnorodność wśród osób decydujących o losach firm.
Osoby LGBT+ – grupa szczególnie narażona na dyskryminację
Instytucje Unii Europejskiej, takie jak np. Parlament Europejski, w ramach promowania równych szans wzywają do ochrony także innych grup społecznych, m.in. osób LGBT+. Te osoby uznaje się za szczególnie narażone na dyskryminację, np. w zakresie edukacji (przykładem może być doświadczanie przemocy w szkole, które przekłada się na wyniki w nauce i całe dalsze życie) czy ze względu na brak ochrony społecznej (przykładowo pary osób tej samej płci nie mogą liczyć na świadczenia przewidziane dla małżeństw).
Co jednak warte podkreślenia, Unia nie ma wpływu na niektóre decyzje państw członkowskich, które dotyczą sytuacji tych ludzi, np. możliwości zawierania przez nich oficjalnych związków.
Pomimo to podejmowane są różne działania na rzecz równości tych osób. W praktyce często są to jedynie analizy sytuacji osób LGBT+ w państwach członkowskich i wydawanie rekomendacji, które nie są obowiązującym prawem. Niejednokrotnie opowieści o radykalnych krokach, które podejmuje Unia, żeby ograniczyć dyskryminację osób LGBT+, okazują się fałszywe.
„Unia chce zakazać zwrotów Pan i Pani!”. Czy rzeczywiście tak jest?
Jednym z takich przykładów jest fałszywa informacja, że Unia Europejska zakazała zwracania się do kobiety „pani”, a do mężczyzny „pan”. Jeden z polityków przekonywał, że „jeśli tego nie powstrzymamy, niebawem nawet bycie mężczyzną będzie przestępstwem”.
Jeden z polityków przekonywał, że UE zakazała używania zwrotów „pan” i „pani”. Okazało się, że to manipulacja. Źródło: TikTok.com
W rzeczywistości Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał skargę francuskiego stowarzyszenia Mousse, działającego na rzecz osób LGBT+, złożoną na przewoźnika kolejowego SNCF Connect. Organizacja stwierdziła, że konieczność określania przy zakupie biletu w internecie formy grzecznościowej, jaką należy się zwracać do klientów (np. „Pan”, „Pani”), narusza rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO).
Trybunał stwierdził, że dostosowanie komunikacji handlowej na podstawie tożsamości płciowej klientów nie jest konieczne ani istotne dla wykonania umowy przewozu. Tym samym można się spodziewać, że różnego rodzaju organizacje działające na terytorium UE przestaną wymagać od swoich klientów podawania płci, jeżeli ta informacja będzie potrzebna jedynie do komunikacji.
Jednak wspomniany wyrok nie oznacza, że nie będzie można korzystać już ze zwrotów grzecznościowych – dotyczy tego, jak dane na temat swoich klientów gromadzą firmy.
Narzucanie swoich pomysłów czy ich promowanie?
Zdarza się również, że politycy obawiają się, że Unia zmusi państwa członkowskie do rozwiązań niezgodnych z ich przekonaniami na temat płci. Choć wydają się one próbą przymusowego wprowadzenia równości kobiet, mężczyzn i osób, które nie identyfikują się w ten sposób, to potem okazuje się, że przepisy UE niczego takiego nie narzucają.
Przykładowo, w trakcie prac nad europejskim portfelem tożsamości cyfrowej (czyli odpowiednikiem polskiego mObywatela) w 2024 roku, Komisja Europejska zaproponowała siedem określeń płci do wyboru na etapie rejestracji w tej aplikacji.
Niektórzy określili takie rozwiązanie jako groźne i lewicowe, jednocześnie przekonując, że Unia Europejska ma zamiar wprowadzić je również w Polsce. Pominięto przy tym jednak fakt, że o korzystaniu z tych konkretnych określeń decydują poszczególne państwa na podstawie własnych przepisów (s. 55).
Wyrównywanie szans to dyskryminacja osób, które mają lepiej?
Jak więc widać, promowanie przez Unię Europejską równości, czy to w edukacji, w pracy lub w życiu publicznym, nie ma na celu dyskryminacji większości. Po prostu, gdy grupa polityków w unijnych instytucjach uzna, że w jakiejś dziedzinie życia jedna część społeczeństwa jest traktowana gorzej niż inna, stara się wymyślić takie rozwiązania, by wszyscy byli traktowani równo.
Już 10 lat temu Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej przeprowadziło badanie pokazujące, gdzie uczniowie widzą przejawy dyskryminacji w szkole. Młode osoby zwracały tam uwagę np. na sytuacje, w których klasa decyduje się na drogą wycieczkę. Nie wszystkich rodziców stać na jej opłacenie, przez co niektórzy koledzy z klasy zostają na lekcjach, podczas gdy inni na wyjeździe mogą dobrze się bawić i uczyć inaczej niż zwykle.
Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z dyskryminacją biedniejszych uczniów. Co byście powiedzieli na to, by szkoła opłaciła im część wycieczki? Prowadziłoby to do sytuacji, w której każdy, niezależnie od dochodów, mógłby w pełni korzystać z edukacji i uczestniczyć w życiu klasy.
Zapewne część osób krytykowałaby taką propozycję, uważając, że dopłatę do wycieczki powinien dostać każdy uczeń, a nie tylko niektórzy. Nie ma nic złego w dyskutowaniu o sensowności i uczciwości rozwiązań, które mają służyć równości. Najważniejsze jednak, by były to dyskusje oparte na faktach: bez przeinaczania propozycji, o której rozmawiamy, i bez przytaczania wymyślonych historii jako argumentów.
Czyli w Unii Europejskiej panuje równość?
Tak jak można krytycznie oceniać zasady dotyczące wspierania uczniów, tak też nie ma nic złego w krytycznym spojrzeniu na propozycje unijnych polityków. Ważne jedynie, byśmy nie przekręcali tego, co proponują, a nasze własne argumenty opierali na faktach.
Tego typu dyskusje z pewnością będą się toczyć, bo mimo podejmowania przez instytucje unijne różnych działań na rzecz wyrównywania szans, nadal nie udało się zbudować wspólnoty, w której, jak czytamy na stronie Komisji Europejskiej, „wszyscy ludzie mogą żyć wolni od dyskryminacji”.
Wyniki badania przeprowadzonego w 2023 roku wśród obywateli państw UE wskazują, że 21 proc. spośród ankietowanych czuło się dyskryminowanych. Odsetek ten jest szczególnie wysoki wśród osób uznających się za przedstawicieli mniejszości – ze względu na tożsamość płciową do 83 proc., ze względu na orientację seksualną do 64 proc., ze względu na kolor skóry do 61 proc. (s. 9). Nadal problemem jest także dyskryminacja na rynku pracy, m.in. ze względu na wiek, wygląd, akcent czy niepełnosprawność (s. 126).
Z kolei w 2024 roku wskaźnik równości płci wyniósł dla Unii Europejskiej 71 punktów, podczas gdy 100 punktów oznacza pełną równość. Największe pole do poprawy widoczne jest w obszarze uczestnictwa kobiet we władzy (s. 48). Natomiast jeżeli chodzi o równouprawnienie społeczności LGBT+, zgodnie z tęczową mapą organizacji ILGA-Europe unijna średnia poszanowania praw mniejszości seksualnych wynosi ok. 51 proc. (100 proc. oznacza pełną równość).

Analiza powstała w ramach projektu Stowarzyszenia Demagog pt. „Fakty, nie fikcja! Kampania antydezinformacyjna na temat praw i wartości Unii Europejskiej skierowana do nauczycieli w małych miejscowościach i na obszarach wiejskich”.
Projekt jest finansowany w ramach programu „Protecting EU Values and Fundamental Rights through Public Participation and Civil Society Assistance in Central Europe – PROTEUS” realizowanego przez TF we współpracy z programem Engaging Central Europe (ECE) of The German Marshall Fund of the United States. Program PROTEUS jest współfinansowany przez Europejską Agencję Wykonawczą ds. Edukacji i Kultury (EACEA) w ramach europejskiego programu „Obywatele, równość, prawa i wartości” (CERV).
Przedstawione poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora (autorów) i nie muszą odzwierciedlać poglądów Unii Europejskiej ani Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani organ przyznający dotację nie ponoszą za nie odpowiedzialności.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



