Informujemy o najważniejszych wydarzeniach ze świata fact-checkingu.
Rząd przyjął ustawę wdrażającą DSA. Sejm powoła szefa UKE
Wkrótce poznamy przyszłego koordynatora ds. usług cyfrowych. Taką rolę zyska prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, gdy Polska wdroży unijny akt o usługach cyfrowych. Rząd przyjął właśnie projekt ustawy, który ma temu służyć.
Fot. Pexels / uke.gov.pl / Modyfikacje: Demagog
Rząd przyjął ustawę wdrażającą DSA. Sejm powoła szefa UKE
Wkrótce poznamy przyszłego koordynatora ds. usług cyfrowych. Taką rolę zyska prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, gdy Polska wdroży unijny akt o usługach cyfrowych. Rząd przyjął właśnie projekt ustawy, który ma temu służyć.
Możliwe, że już podczas 41. posiedzenia Sejmu RP, które zaczyna się 24 września, posłowie zdecydują, czy Przemysław Kuna zostanie prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE). To jedyny kandydat. Kim jest? Przez ostatnie półtora roku pracował w Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK), podległej ministrowi cyfryzacji. Obecnie sprawuje tam funkcję zastępcy dyrektora. Wcześniej, przez blisko 30 lat, zarządzał spółkami z branży teleinformatycznej.
Więcej o nim i jego wizji pracy w UKE dowiemy się dzisiaj, 24 września, podczas otwartego posiedzenia sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, na którym jesteśmy obecni.
Szybkie wyłonienie kandydata
Kadencja dotychczasowego prezesa UKE Jacka Oko upłynęła 18 września 2025 roku. Dyskusja o wyborze jego następcy toczy się przynajmniej od lipca, kiedy to Kancelaria Premiera opublikowała ogłoszenie o naborze na to stanowisko.
Zgodnie z ustawą Prawo komunikacji elektronicznej, prezesa UKE powołuje Sejm na wniosek premiera (art. 415). To on przedstawia posłom jednego kandydata spośród grona nie więcej niż trzech osób wyłonionych wcześniej przez komisję powołaną przez szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (art. 415 ust. 7–12).
Nietransparentna procedura
Nie wiemy kto jeszcze kandydował na to stanowisko. „Rzeczpospolita” donosi, że kandydatów było ok. 20. W mediach mówiło się o takich osobach jak Anna Streżyńska i Magdalena Gaj (byłe prezeski UKE), Michał Gramatyka (wiceminister cyfryzacji z ramienia Polska 2050) i Piotr Kuriata (prezes Stowarzyszenia Inżynierów Telekomunikacji). Według informacji „Rzeczpospolitej” z tego grona wystartował w naborze tylko szef SIT.
W reakcji na ten brak transparentności Fundacja Panoptykon (wraz z 35 innymi organizacjami społecznymi) apelowała do rządu o większą przejrzystość w tym procesie.
„Premier wybrał kandydata na Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej – jest nim Przemysław Kuna. Tym samym Kancelaria Premiera Rady Ministrów całkowicie zignorowała nasze apele o przejrzystość wyboru nowego Prezesa UKE. Nie mieliśmy okazji zadać kandydatom pytań o to, w jaki sposób chcą realizować swoje zadania i jakie będą mieć priorytety. O Przemysławie Kunie wiemy tylko to, co opublikowano dziś na stronie sejmowej”.
Niejako odpowiedzią na ten postulat jest nadchodzące otwarte posiedzenie sejmowej komisji, jednak obecny na nim będzie tylko jeden – wskazany już przez premiera – kandydat.
Kluczowa postać we wdrażaniu DSA
Przemysław Kuna nie został jeszcze wybrany, a już wiele się mówi o jego przyszłości. To dlatego, że prezes UKE będzie miał większą władzę niż dotychczas. Cały urząd, a tym samym jego szef, zyska nowe kompetencje, gdy Polska wdroży przepisy wynikające z unijnego Aktu u Usługach Cyfrowych (DSA).
To właśnie prezes UKE – jako „koordynator ds. usług cyfrowych” – stanie przed zadaniem stworzenia bezpiecznego i przejrzystego środowiska internetowego dla wszystkich użytkowników. Dokładne kompetencje określi odpowiednia ustawa. Ale już teraz, tymczasowo i na mocy uchwały Rady Ministrów z 13 maja tego roku, prezes UKE:
- odbiera informacje o decyzjach Komisji Europejskiej (KE) określających, które platformy i wyszukiwarki są „bardzo duże” i przez to podlegają wymogom DSA (art. 33 ust. 6 DSA),
- współpracuje przy tworzeniu wytycznych dotyczących zarządzania ryzykiem systemowym przez bardzo duże platformy i wyszukiwarki (art. 35 ust. 3),
- bierze udział w systemie wymiany informacji między koordynatorami usług cyfrowych w poszczególnych państwach członkowskich a KE (art. 57 ust. 1),
- uczestniczy w pracach Europejskiej Rady ds. Usług Cyfrowych, składającej się z krajowych koordynatorów (art. 62 ust. 1),
- współpracuje z koordynatorami ds. usług cyfrowych i KE w zakresie rozwijania wiedzy eksperckiej (art. 64),
- jest informowany o działaniach podejmowanych przez KE wobec bardzo dużych platform i wyszukiwarek naruszających przepisy DSA (art. 75 ust. 3).
Przyszły cenzor?
Na początku tego roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) przedstawiła obawy co do „upolitycznienia sposobu wdrażania DSA”. Zdaniem rady poszerzenie uprawnień prezesa UKE stwarza ryzyko ograniczenia prawa do krytyki w sieci. KRRiT odniosła się tu do zapowiedzi ministra cyfryzacji, według której to UKE wypracuje „regulamin blokowania treści w internecie”.
Dodajmy, że rada również ma otrzymać część kompetencji wynikających z DSA, czyli m.in. nadzorowanie treści na platformach wideo i rozpatrywanie wniosków o blokowanie tych, które są nielegalne.
Stanowisko w sprawie ryzyka cenzury przedstawiła też Fundacja Panoptykon. Czytamy w nim, że projekt przedstawiony na początku tego roku uczyniłby prezesa UKE moderatorem internetu. Miałby on prawo nakazania pośrednikom (np. platformie internetowej) zablokowanie konkretnych treści naruszających przepisy.
Nowe kompetencje prezesa
Ostatecznie po konsultacjach społecznych projekt się zmienił. 23 września ostatecznie przyjęła go Rada Ministrów.
Według wrześniowej wersji projektu urząd nadal będzie mógł nakazywać blokowanie treści (art. 11l), ale ich katalog jest znacznie mniejszy (art. 11a). Dotyczy takich kwestii jak groźby, rozpowszechnianie obrazów seksualnego wykorzystywania dzieci, oszustwa czy nawoływanie do nienawiści o podłożu rasistowskim (s. 59–61).
Ponadto, jak wspomnieliśmy, organem właściwym do rozpatrywania wniosków o nakaz zablokowania nielegalnej treści w przypadku platform wideo będzie prezes KRRiT (art. 11b). Prezes UKE będzie obsługiwał wnioski dotyczące pozostałych materiałów.
Podkreślamy w tym miejscu, że osoba, na którą nałożono ograniczenia ze względu na fakt, że mogła publikować potencjalnie nielegalne treści, będzie mogła wnioskować o zniesienie tych ograniczeń (art. 11a ust. 2).
Zaufane podmioty będą zgłaszać nielegalne treści
Zgodnie z założeniami DSA, koordynatora ds. usług cyfrowych mają wspierać w jego pracy zaufane podmioty sygnalizujące. Czyli eksperci w zakresie wykrywania, identyfikowania i zgłaszania nielegalnych treści, którzy są niezależni od platform internetowych oraz dokonują zgłoszeń w sposób dokładny, obiektywny i z zachowaniem należytej staranności (art. 22 ust. 2 DSA).
A kto otrzyma ten status? To koordynator, a w przypadku Polski – właśnie prezes UKE, będzie o tym decydował (art. 22o ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). Organizacje, które chcą uzyskać status zaufanego podmiotu sygnalizującego, będą musiały o to zawnioskować do prezesa (art. 22p).
Powstały pewne obawy dotyczące tej funkcji. W ubiegłym roku polityk Paweł Usiądek przekonywał, że zaufane podmioty sygnalizujące będą mogły usuwać treści z internetu. Zgodnie z projektem ustawy takie organizacje będą jednak tylko zgłaszały nielegalne treści (art. 11a ust. 1), a decyzja o nakazaniu platformom ograniczenia dostępu do tych treści będzie leżała po stronie prezesa UKE lub KRRiT (art. 11l ustawy).
Również według zapisów DSA, to platformy – a nie zaufane podmioty – będą decydowały, co zrobić ze zgłoszoną treścią (art. 22 ust. 1 DSA). Platformy muszą przy tym traktować takie zgłoszenia priorytetowo.
Polska zwleka z DSA
Dodajmy, że polskie władze wdrażają przepisy aktu o usługach cyfrowych dość niespiesznie. Już w 2022 roku akt przyjęto na poziomie unijnym. Zobowiązywał on kraje członkowskie do wdrożenia przepisów i wyznaczenia krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych do 17 lutego 2024 roku (art. 49 ust. 3 DSA).
Polska nie zrobiła tego w terminie, więc KE wezwała nasz kraj do uzupełnienia tego braku. 7 maja 2025 roku, w reakcji na brak działań po stronie polskiej, Komisja Europejska pozwała nasz kraj do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Tydzień później tymczasowo na koordynatora wybrano prezesa UKE. Nie rozwiązuje to jednak sporu, ponieważ prace nad wdrożeniem przepisów DSA w Polsce nadal trwają. Co prawda, 23 września br. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy wdrażającej DSA, ale by stał się on obowiązującym prawem, muszą go jeszcze zaakceptować parlament i prezydent.
Czy czeka nas kara? Na tym etapie, czyli przy pierwszym pozwie, zależy to od TSUE. W przypadku rozprawy Polska będzie zobowiązana przedstawić środki, jakie podejmie, aby wprowadzić przepisy. W przeciwnym razie istnieje ryzyko konsekwencji finansowych.
Demagog: krok w dobrą stronę
Nasze stowarzyszenie popiera wdrożenie aktu u usługach cyfrowych, ponieważ to krok w stronę bezpieczniejszej przestrzeni cyfrowej. Wzięliśmy nawet udział w konsultacjach projektu ustawy, aby zatroszczyć się o transparentność przepisów i perspektywę walki z dezinformacją.
W stanowisku, które przedłożyliśmy Ministerstwu Cyfryzacji w kwietniu ub.r., wskazywaliśmy na konieczność wzmocnienia instytucji, które będą stały na straży internetu, czyli prezesa UKE (poprzez zwiększenie limitów wydatku tego organu) oraz zaufanych podmiotów sygnalizujących.
Nasz postulat, powtórzony w kolejnym stanowisku w sierpnia ub.r. podczas drugiej tury konsultacji, był taki, aby wprowadzić mechanizm stałego finansowania zaufanych podmiotów sygnalizujących. Skąd pieniądze na ten cel? Zaproponowaliśmy, aby zobowiązać dostawców platform internetowych do przeznaczania 1 proc. zysku z reklam na rzecz finansowania tych podmiotów.
Oprócz tego, naszym zdaniem, przepisy dotyczące DSA powinny uznawać wybrane przypadki dezinformacji za treści nielegalne podlegające procedurom zgłaszania. Jako fact-checkerzy jesteśmy zwolennikami wolności słowa. Nasza praca nie polega na usuwaniu wypowiedzi, lecz na dodawaniu rzetelnych informacji do debaty pełnej fałszu. Jednocześnie uważamy, że należy nakładać ograniczenia na szczególnie niebezpieczne treści, które są zagrożeniem dla takich wartości jak zdrowie i bezpieczeństwo.
Mowa tu o takich kwestiach jak negowanie historycznych zbrodni (np. kłamstwo oświęcimskie, zakazane na mocy art. 55 ustawy o IPN), dezinformacja wywiadowcza (czyli działania obcego wywiadu wprowadzające społeczeństwo w błąd celem wywołania chaosu w świetle art. 130 par. 9 Kodeksu karnego) czy dezinformacja zdrowotna (narażająca na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, co penalizuje art. 160 Kodeksu karnego).
Dotacje z budżetu dla zaufanych podmiotów
Ostatecznie zaufane podmioty sygnalizujące mają szansę na dofinansowanie swojej działalności. Prezes UKE zyska dostęp do budżetu, z którego będzie mógł przyznać im dotacje celowe z budżetu państwa – takie rozwiązanie znalazło się w projekcie ustawy przyjętym przez rząd (art. 15g ust. 2). W tym przypadku rząd częściowo przychylił się do naszego postulatu (s. 7), choć los podmiotów każdorazowo będzie zależny od decyzji koordynatora.
Z nowego projektu ustawy wynika, że rząd częściowo przychylił się też do drugiego z naszych postulatów: aby do katalogu nielegalnych treści zaliczyć najpoważniejsze przykłady dezinformacji. Do treści podlegającym zgłoszeniom nie zaliczono, co prawda, tych naruszających wspomniane wyżej przepisy. Wskazano jednak art. 224a Kodeksu karnego, który dotyczy zawiadomienia o nieistniejącym zagrożeniu wywołującym działania instytucji publicznych (np. fałszywy alarm bombowy).
Jak wspomnieliśmy, to nie koniec drogi legislacyjnej opisywanego tu projektu. Kolejne poprawki może zaproponować Sejm i Senat, a swoje warunki podpisania ustawy może też przedstawić prezydent. Dlatego wciąż liczymy, że parlament w pełni uwzględni nasze postulaty formułowane z myślą o wspólnym bezpieczeństwie.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



