Strona główna Analizy Antyukraińska propaganda: sierpień–listopad 2025. Raport Demagoga i IMM

Antyukraińska propaganda: sierpień–listopad 2025. Raport Demagoga i IMM

W ostatnich miesiącach odnotowaliśmy znaczący wzrost antyukraińskich treści w internecie. Obraźliwe i agresywne komentarze pojawiały się m.in. po zawetowaniu przez prezydenta nowelizacji ustawy o pomocy Ukrainie, naruszeniu przez rosyjskie drony polskiej przestrzeni powietrznej i po akcie dywersji zleconym przez Rosję. Wśród najpopularniejszych kont rozpowszechniających takie przekazy ponownie znalazły się profile polityków

Grafika przedstawia ludzkie sylwetki na tle ukraińskiej flagi.

Antyukraińska propaganda: sierpień–listopad 2025. Raport Demagoga i IMM

W ostatnich miesiącach odnotowaliśmy znaczący wzrost antyukraińskich treści w internecie. Obraźliwe i agresywne komentarze pojawiały się m.in. po zawetowaniu przez prezydenta nowelizacji ustawy o pomocy Ukrainie, naruszeniu przez rosyjskie drony polskiej przestrzeni powietrznej i po akcie dywersji zleconym przez Rosję. Wśród najpopularniejszych kont rozpowszechniających takie przekazy ponownie znalazły się profile polityków

O czym piszemy w raporcie? 

  • Od sierpnia do listopada 2025 roku w analizowanych serwisach społecznościowych (portal X, Facebook, Instagram, YouTube) opublikowano 185 766 wpisów o negatywnym wydźwięku, zawierających obraźliwe określenia stosowane wobec Ukrainy i Ukraińców. To wzrost o prawie 98 proc. względem okresu analizowanego poprzednio (kwiecień–lipiec 2025).
  • Według szacunków Instytutu Monitorowania Mediów liczba kontaktów, które użytkownicy mediów społecznościowych mogli mieć z tym przekazem, wyniosła 66,4 mln. Oznacza to wzrost o 104 proc.
  • Zdecydowana większość zidentyfikowanych antyukraińskich wpisów pochodzi z serwisu X – stanowią one 92,5 proc. wszystkich analizowanych materiałów i odpowiadają za 60,8 proc. zasięgu.
  • Wśród kont publikujących treści nastawiające Polaków przeciw Ukrainie i Ukraińcom znalazły się liczne profile polityczne: konta Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna, Włodzimierza Skalika, Konrada Berkowicza, partii KORWiN i Konfederacji Korony Polskiej.
  • Do podsycania antyukraińskich nastrojów w Polsce wykorzystano działania Rosji – wtargnięcie dronów z 9 na 10 września i akt dywersji na drodze kolejowej z Warszawy do Lublina. Największą liczbę negatywnych wpisów odnotowaliśmy jednak po zawetowaniu ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy przez prezydenta Karola Nawrockiego.

POBIERZ RAPORT

Kolejny rok Stowarzyszenie Demagog we współpracy z Instytutem Monitorowania Mediów (IMM) analizuje skalę antyukraińskiej propagandy i dezinformacji w polskojęzycznym internecie. To już dziewiąty raport, w którym opisaliśmy skalę tego zjawiska, podaliśmy przykłady nienawistnych przekazów, a także wskazaliśmy głównych autorów treści propagandowych.

Poprzednim razem przeanalizowaliśmy antyukraińskie treści w ujęciu czteromiesięcznym (kwiecień–lipiec 2025). Tym razem podsumowujemy antyukraińskie trendy propagandowe, które pojawiły się w polskojęzycznym internecie w kolejnych czterech miesiącach, czyli od sierpnia do listopada 2025 roku. 

W naszych raportach chcemy odpowiedzieć na dwa pytania. Po pierwsze: jakie narracje mogące nastawiać Polaków przeciw Ukraińcom i Ukrainie są obecne w serwisach społecznościowych? Po drugie: z jaką intensywnością i przy jakich okazjach są one publikowane? Mimo że nie znamy intencji autorów treści przeanalizowanych w raporcie, to jednak wiemy, że w obliczu trwającej wojny takie działania są zbieżne z celami Rosji, która dąży do zwycięstwa m.in. poprzez odcięcie swojego wroga od wsparcia z Zachodu. 

Chcemy dostarczyć każdej zainteresowanej osobie wiarygodnych informacji o sprawach, które dla części użytkowników internetu stanowią okazję do publikowania nienawistnych, wulgarnych i fałszywych treści o Ukrainie. Zależy nam również, by każda osoba potrafiła rozpoznać techniki manipulacji i dezinformacji stosowane w tego rodzaju wpisach. Liczymy, że dzięki temu powszechny pogląd na wojnę za naszą wschodnią granicą i stosunek do uchodźców obecnych w Polsce będą oparte nie na emocjach, uproszczeniach i uprzedzeniach, lecz na rzetelnej wiedzy i analizie faktów.

Jak wyglądały prace nad raportem?

Już w październiku 2022 roku Demagog wspólnie z Instytutem Monitorowania Mediów rozpoczęli obserwację antyukraińskiej propagandy i dezinformacji w Polsce. W tym celu określiliśmy 18 słów kluczowych, którymi najczęściej posługiwali się autorzy tego typu treści. 

Doboru haseł dokonano na podstawie wiedzy ekspertów oraz analizy dyskursu przeprowadzonej w pierwszych miesiącach po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Właśnie na tych słowach kluczowych opierały się wszystkie nasze poprzednie analizy. Użyliśmy ich także podczas prac nad tym raportem.

Kluczowymi słowami i wyrażeniami, które wybraliśmy, są:

banderowski, banderowiec, banderowcy, banderyzacja, upadlina, upaina, ukry, ukrowie, ukropol, ukrainizacja, #StopUkrainizacjiPolski, #StopUkrainizationOfPoland, #StopBanderyzacji, #StopBanderyzacjiPolski, ukropoliniak, upadliniec, upadlińcy, chachły. 

W ramach monitoringu mediów, przeprowadzonego za pomocą narzędzi IMM, wzięliśmy pod uwagę zarówno wpisy, jak i udostępnienia publikowane w serwisie X, na Facebooku, w serwisach zdjęciowych (np. na Instagramie), w serwisach wideo (np. na YouTubie) oraz na forach internetowych. Nie analizowaliśmy treści publikowanych na TikToku, na Telegramie ani na VKontakte. 

Co uznaliśmy za propagandę?

Chociaż słowa kluczowe, które wybraliśmy, wykorzystywano w celu atakowania Ukrainy i obrażania Ukraińców ze względu na ich narodowość, to nie wszystkie z nich występowały wyłącznie w negatywnym kontekście

W związku z tym sprawdziliśmy, w jaki sposób użyto tych fraz we wpisach, które analizowaliśmy. Nie wzięliśmy pod uwagę m.in. postów zawierających informacje o czysto historycznym charakterze (np. na temat Stepana Bandery), opinii na temat wydarzeń politycznych, które były wyrażone w sposób wolny od mowy nienawiści, czy też publikacji relacjonujących aktualne wydarzenia w neutralny sposób.

Dla przykładu…

We wcześniejszej edycji raportu nie uznaliśmy za antyukraińską propagandę wpisu opublikowanego przez WarNewsPL, dotyczącego uroczystości z okazji 114. rocznicy urodzin Stepana Bandery we Lwowie. Jednak jako antyukraiński przekaz potraktowaliśmy treść, która powstała po udostępnieniu tego wpisu przez konto Joanna28355700 z adnotacją [pisownia oryginalna]: „I ktoś chce mi powiedzieć, że wukraina odcięła się od kultu bandery? Nadal jest to banderowski i nazistowski wrzód na du*** mapy świata”.

Grafika przedstawia zrzuty ekranu z portalu X.

Zidentyfikowaliśmy prawie 186 tys. antyukraińskich wpisów

W przeanalizowanych miesiącach (sierpień–listopad 2025 roku) zidentyfikowaliśmy w polskojęzycznym internecie 185 766 wpisów o negatywnym charakterze, zawierających wytypowane słowa i wyrażenia kluczowe. Według szacunków IMM liczba kontaktów, które mogli mieć z tymi przekazami użytkownicy mediów społecznościowych, wyniosła 66,4 mln

Grafika przedstawia zasięgi analizowanych wpisów.Grafika przedstawia wykres z zasięgami analizowanych wpisów.

Dla porównania, w poprzednim raporcie, obejmującym taką samą liczbę miesięcy, zidentyfikowaliśmy 94 058 antyukraińskich postów o zasięgu 32,5 mln kontaktów. Oznacza to wzrost liczby tego rodzaju publikacji w analizowanych mediach o prawie 98 proc. i wzrost liczby kontaktów z nienawistnymi przekazami o 104 proc.

Kiedy i gdzie opublikowano najwięcej antyukraińskich wpisów?

W analizowanym okresie najwięcej wpisów atakujących Ukrainę i Ukraińców pojawiło się w tygodniu od 25 do 31 sierpnia. W pierwszym z tych dni prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o pomocy Ukraińcom. Argumentował, że świadczenia powinny przysługiwać wyłącznie osobom pracującym. Przekonywał również, że uchodźcy z Ukrainy są rzekomo uprzywilejowani względem Polaków oraz że proces przyznawania im obywatelstwa trwa jedynie trzy lata (co jest nieprawdą). 

Nieco wcześniej, w okolicach 9 sierpnia, również odnotowaliśmy wzrost zasięgu i liczby wpisów o antyukraińskim charakterze. Tego dnia na Stadionie Narodowym w Warszawie odbył się koncert Maxa Korzha – białoruskiego rapera. Zachowanie młodych osób z Ukrainy i zaprezentowanie podczas tego wydarzenia czerwono-czarnej flagi OUN-UPA wywołały oburzenie opinii publicznej oraz zapowiedzi licznych kar i deportacji – ze strony rządu.

W nocy z 9 na 10 września polską przestrzeń powietrzną naruszyło kilkanaście rosyjskich dronów. Ta sytuacja wymagała nie tylko zaangażowania żołnierzy sił polskich i sojuszniczych w przestrzeni fizycznej, lecz także działań z zakresu obrony przed dezinformacją w przestrzeni cyfrowej. Narzędzia IMM zaobserwowały wtedy kolejną falę antyukraińskich treści w serwisach społecznościowych.

Kolejny wzrost intensywności antyukraińskiej propagandy miał miejsce w połowie listopada, gdy na odcinku linii kolejowej Warszawa–Lublin doszło do aktu dywersji. W Demagogu odnotowaliśmy wtedy liczne treści, w których obwiniano za ten czyn Ukrainę lub polski rząd, rzekomo działający w jej interesie. We wpisach, które pojawiły się w tym czasie, podważano oficjalne ustalenia informujące o związkach sprawców z rosyjskim wywiadem.

W całym badanym okresie największą liczbę kontaktów z obraźliwymi, nienawistnymi i fałszywymi materiałami na temat Ukrainy i Ukraińców wywołały wpisy zamieszczone w serwisie X, który odpowiada za 60,8 proc. zasięgu antyukraińskich treści (40,35 mln kontaktów). Pod względem liczby publikacji udział portalu X wyniósł 92,5 proc

Grafika przedstawia liczbę zidentyfikowanych wpisów.Grafika przedstawia wykres z liczbą zidentyfikowanych wpisów.

Tak duży udział serwisu X może wynikać ze specyfiki tej platformy: w przeciwieństwie do np. Facebooka, który wyraźnie oddziela posty od komentarzy, na portalu X każda odpowiedź liczy się jako osobny wpis. Z kolei wysoki zasięg wpisów z serwisu X można wytłumaczyć dużą aktywnością kont posiadających wielu obserwujących. Instytut Monitorowania Mediów oblicza zasięg każdego wpisu nie tylko według liczby wyświetleń posta, lecz także na podstawie popularności konta, które go opublikowało.

Antyukraińskie wpisy w serwisie X. Kto je publikował?

Podobnie jak w każdym z poprzednich raportów, także i tym razem zidentyfikowaliśmy w serwisie X dziesięć kont, które publikowały antyukraińskie treści o największym zasięgu. W okresie sierpień–listopad 2025 roku były to następujące profile:

Grafika przedstawia wykaz najbardziej aktywnych kont, które publikowały antyukraińskie treści w trakcie analizowanego okresu.

Siedem z tych kont – Witold Gadowski, Martin Demirow, Marcin Rola, Ministerstwo Prawdy, Konfederacja Korony Polskiej, Grzegorz Braun oraz Chłop Antoni – znalazło się także w zestawieniu, które opublikowaliśmy w poprzednim raporcie. Natomiast TadKapla zajął pierwsze miejsce w zestawieniu najpopularniejszych kont w serwisie X, które regularnie publikowały antyukraińskie wpisy w 2023 roku.

Kto rozpowszechniał takie narracje na Facebooku?

Również na Facebooku zidentyfikowaliśmy najpopularniejsze konta, które powielają antyukraińskie narracje. Podobnie jak w poprzedniej edycji raportu, również i tym razem na pierwszym miejscu na liście znalazł się europarlamentarzysta Grzegorz Braun. Z kolei trzecie miejsce zajmuje oficjalny fanpage jego partii – Konfederacji Korony Polskiej. Dziesiątą pozycję zajął inny polityk tego ugrupowania – Włodzimierz Skalik.

Konta na Facebooku, które w okresie sierpień–listopad 2025 roku opublikowały antyukraińskie wpisy z najwyższym zasięgiem

Grafika przedstawia wykaz kont, które publikowały antyukraińskie treści o największym zasięgu.

Poza kontami Grzegorza Brauna oraz Konfederacji Korony Polskiej także trzy inne z wymienionych wyżej profilów znalazły się we wcześniejszym zestawieniu. Były to następujące konta: Konfederacja Korony Polskiej, Krzysztof „Ator” Woźniak oraz Prawicowo.

Sytuacja na froncie

W dyskusji o wojnie informacyjnej nie możemy zapomnieć, że za naszą wschodnią granicą toczy się wojna konwencjonalna. Ten wątek pojawiał się w propagandzie i dezinformacji, które wykryliśmy – zwłaszcza na profilu Martin Demirov (1, 2, 3). Winę za wybuch wojny zrzucał on na Ukraińców, choć wiemy, że to Rosja jest odpowiedzialna za pełnoskalową inwazję z 24 lutego 2022 roku.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Powracały znane już narracje – również zaprzeczanie temu, że wojna w ogóle trwa. W sieci negowano rosyjskie zbrodnie wojenne w Buczy – taką fałszywą narrację promował m.in. profil TadKapla. Za to profil Nie dla banderyzmu i konto Ministerstwo Prawdy zarzucały Ukraińcom mordowanie cywili (np. 1, 2, 3). Cywilne ofiary walk między siłami Ukrainy a separatystami w Donbasie stanowią dla Moskwy jedno z uzasadnień przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji. Antyukraińskie profile nie zwracają przy tym uwagi na wielokrotnie większą liczbę cywilnych ofiar rosyjskich ataków. Co więcej, zdarza im się zaprzeczać putinowskim zbrodniom, takim jak bombardowanie szpitala w Mariupolu.

Poza publikowaniem treści jawnie fałszywych kolejną techniką stosowaną w propagandzie okazało się stosowanie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Dużą popularnością cieszył się film z ukraińskim żołnierzem, który płacze i żali się na konieczność udziału w wojnie. Jak się okazuje – był to materiał wygenerowany przez AI, a do stworzenia tej postaci wykorzystano twarz rosyjskiego influencera. 

Problemy w Ukrainie

Z raportów Disinfo Digest wynika (1, 2, 3), że celem rosyjskich działań informacyjnych jest przede wszystkim podważanie zaufania Ukraińców do władz w Kijowie i do sojuszników, wzbudzanie poczucia bezsilności i wrażenia, że wojna jest już przegrana.

Analizowany okres był w ukraińskiej polityce czasem napięć, określonym przez Ośrodek Studiów Wschodnich mianem „kampanii bez wyborów”. Przez parlament przeszła wtedy nowelizacja przepisów dotyczących organów antykorupcyjnych, a następnie wyszła na jaw afera korupcyjna w branży energetycznej. 

Pojawiły się krytyczne głosy osób, które przekonywały, że przerwy w dostawie prądu to wina skorumpowanych polityków, a nie rosyjskiej inwazji (1, 2). Ta sprawa uderzyła też w polskie władze – dziennikarz Marcin Rola (1, 2, 3) oraz profile Nie dla banderyzmu, TadKapla wRealu24 zarzucały Radosławowi Sikorskiemu, że pracuje dla Ukrainyprzesyła polskie pieniądze do sieci korupcji. Takie komentarze pojawiły się w kontekście zapowiedzi przekazania Ukrainie w ramach pomocy 100 mln dolarów. Chodziło tu jednak nie o przekazanie pieniędzy, lecz o sfinansowanie – w ramach programu NATO – zakupu sprzętu wojskowego pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

To nie jedyna sytuacja, w której władze były krytykowane za współpracę ze wschodnim sąsiadem. Przypomnijmy tu zasięgowego fake newsa z września, zgodnie z którym Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, rzekomo chodził ubrany w ukraiński mundur. Ten wpis powielił choćby poseł Włodzimierz Skalik. Krytyka była dwustronna: Grzegorz Braun zarzucał rządowi, że rozbroił Polskę i oddaje cały sprzęt Ukrainie, a profil wRealu24 wzbudzał obawy przed wciągnięciem Polski i polskiej armii do wojny. O groźbie konfliktu pisała też Konfederacja Korony Polskiej (1, 2). Działo się tak mimo wielokrotnych zapewnień polskich władz, że nie wyślą polskich żołnierzy do Ukrainy (1, 2, 3).

Celem ataków stał się również prezydent Wołodymyr Zełenski – zarzucano mu defraudację pieniędzy, na przykład na rzekomy zakup hotelu na Cyprze czy rancza. Byli posłowie – Jacek WilkJanusz Korwin Mikke – powtarzali fałszywą narrację, zgodnie z którą prezydent Ukrainy sprawuje swój urząd nielegalnie, jako „uzurpator”, a profil Martin Demirov nazywał go dyktatorem. W tym czasie Włodzimierz Skalik podważał w parlamencie sens polskiego wsparcia dla Ukrainy – powoływał się na zmanipulowane dane o sytuacji ekonomicznej Polski i Ukrainy.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z portalu X.

Dezinformacja w cieniu dronów

W nocy z 9 na 10 września polską przestrzeń powietrzną naruszyło kilkanaście rosyjskich dronów. Obiekty nadleciały ze wschodu: część z Ukrainy, część bezpośrednio z Białorusi. 

W związku z zagrożeniem, które mogła stanowić część z dronów, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) podjęło decyzję o ich zniszczeniu. Wydarzenia oceniono jako rosyjską prowokację przeciwko Polsce i akt agresji, który stworzył realne zagrożenie dla obywateli. 

W sieci publikowano fałszywe i propagandowe narracje na temat tego wydarzenia. Wiele z nich pochodziło z rosyjskojęzycznych kanałów na Telegramie. 

Winą za atak obarczano Ukraińców (1, 2), ale pojawiła się także historia o rzekomym spisku spreparowanym przez NATO, aby wciągnąć Polskę do wojny. Co istotne, takie przekazy były powielane nie tylko przez anonimowe konta w serwisach społecznościowych, lecz także przez polityków (1, 2, 3).

Drony nad Polską – negowanie odpowiedzialności Rosji

W kontekście tych wydarzeń profil Konfederacji Korony Polskiej udostępnił wypowiedź posła Włodzimierza Skalika, który określił drony „rzekomo rosyjskimi” i powiązał zdarzenie z deklaracją Karola Nawrockiego, że nie wyśle polskiego wojska na Ukrainę. W innym wpisie zacytowano słowa Grzegorza Brauna, który uznał, że pojawienie się dronów na polskim niebie było prowokacją mającą na celu wciągnięcie Polski w wojnę „poprzez wyekspediowanie jakichś pododdziałów polskich sił zbrojnych na Ukrainę”. Podobne komentarze opublikował Janusz Korwin-Mikke (1, 2).

W rzeczywistości atak dronów nie ma nic wspólnego ze słowami polskiego prezydenta. Nie były one niczym nowym – zapewnienia, że Polska nie wyśle wojsk do Ukrainy, mogliśmy usłyszeć już wcześniej ze strony premiera czy Ministerstwa Obrony Narodowej. Obiekty, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, zostały przez polskie służby zidentyfikowane jako rosyjskie drony Gerber. O tym, że wysłała je Rosja, świadczą dane z systemów radiolokacyjnych

Grafika przedstawia zrzut z serwisu X.

Na poparcie swoich słów europoseł Braun dodał, że lotnictwu broniącemu polskiej przestrzeni powietrznej paliwa miał dostarczać samolot, który wystartował z Holandii „na całe godziny przed pojawieniem się tych rzekomo ruskich dronów na horyzoncie”. W innym z wpisów opublikowanych przez profil partii polityk stwierdził, że Polski będą bronić lotnicy niemieccy, norwescy czy holenderscy, ponieważ władza oddała „wszystko lub prawie wszystko, co lata i nadaje się do boju, banderowskiej Ukrainie”.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Tankowiec, który wsparł obronę polskiego nieba, wystartował z Holandii już po tym, jak pierwszy z dronów wleciał do Polski. Chociaż zgodnie z doniesieniami drony zestrzeliwało głównie holenderskie lotnictwo, to polskie samoloty czynnie strzegą polskiej przestrzeni powietrznej. Ukrainie przekazano 14 polskich poradzieckich myśliwców, a w naszym arsenale pozostało ok. 60 maszyn bojowych. Dodatkowo już niedługo do Polski mają trafić pierwsze samoloty F-35.

Rakieta w Przewodowie a rosyjskie drony

Do kwestionowania ustaleń polskich sił zbrojnych wykorzystano także tragedię w Przewodowie. Przypomnijmy, że w listopadzie 2022 roku, podczas rosyjskiego ostrzału Ukrainy, na teren wsi leżącej w pobliżu wschodniej granicy kraju spadł pocisk, który zabił dwóch mężczyzn. Jak się następnie okazało, rakietę wystrzeliła najprawdopodobniej ukraińska obrona powietrzna, a zdarzenie było wynikiem nieszczęśliwego wypadku.

Użytkownik prowadzący konto o nazwie Nie dla banderyzmu uznał to wydarzenie za nieudaną prowokację i za „ukraiński atak na Polskę”. Porównał je do wcześniejszego naruszenia przestrzeni powietrznej przez drony, które wleciały do Polski. „Wiemy, że te drony Gerber lądują na Ukrainie i można je kupić, a więc może je również wysłać w stronę Polski” – stwierdził. W wielu wpisach opublikowanych przez to konto czytamy na końcu następującą zachętę: „Masz dosyć utrzymywania Ukraińców i szerzenia banderyzmu? Możesz nas wesprzeć i pomóc w prowadzeniu tej strony” (np. 1, 2, 3).

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

Z kolei profil Konfederacji Korony Polskiej udostępnił wypowiedź Włodzimierza Skalika, który podkreślał, że Polacy zginęli w Przewodowie jako ofiary ukraińskiej rakiety. „Tak właśnie wygląda »strategiczne partnerstwo«: Ukraińcy zabijają Polaków, a nasi rządzący, zamiast domagać się odpowiedzialności – wymazują fakty z kamienia” – stwierdził polityk. Całkowicie zignorował fakt, że wystrzelona rakieta była elementem systemu obrony przed rosyjskim ostrzałem.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Akty dywersji, akty polaryzacji

Wtargnięcie dronów nie było jedyną rosyjską prowokacją w ostatnich miesiącach. Jesienią doszło także do aktów sabotażu na polskiej kolei

Pierwszym z nich było zamontowanie na torach stalowej obejmy, która miała prawdopodobnie doprowadzić do wykolejenia pociągu. Tego samego dnia doszło do uszkodzenia ładunkiem wybuchowym torów na drodze między Warszawą a Lublinem. 

W wyniku śledztwa prokuratura ustaliła, że odpowiedzialni za tę dywersję są dwaj Ukraińcy, którzy działali na zlecenie wywiadu Federacji Rosyjskiej, a następnie zbiegli na Białoruś. Istnieją także dowody, że tego typu akty dywersji w Europie są organizowane przez Rosjan regularnie, szczególnie po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. 

Mimo to analizowane przez nas konta rozpowszechniają narrację, zgodnie z którą ataki przeprowadzili Ukraińcy (np. 1, 2, 3, 4). Pomijają tym samym ważny kontekst dotyczący ustaleń polskich śledczych. „NIE MA WŚRÓD NICH ANI JEDNEGO ROSJANINA” – napisał użytkownik Martin Demirov. W innym wpisie dodał, że Ukraińcy zrobili to „na rozkaz dyktatora Zełeńskiego”. 

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Pożary, dewastacje i sabotaż. Kto jest temu wszystkiemu winny?

Aktorzy dezinformacji postępują według tego schematu także w innych przypadkach. Użytkownik Ministerstwo Prawdy obwinił Ukraińców za pożar hali w Czeladzi, chociaż oficjalna przyczyna zdarzenia nie została podana. Napisał [pisownia oryginalna]: „Zanim Rosjanie się zdecydują żeby wejść do Polski, to już cała będzie spalona przez ukraińców”. Także wspomniany wcześniej Włodzimierz Skalik uznał, że „im bardziej otwieramy granice dla Ukraińców, tym więcej mamy »akcji dywersyjnych«, podpaleń i wszelkiej maści sabotażu”. 

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Z kolei Marcin RolaTad Kapala odnieśli się do zeszłorocznego pożaru hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie (1, 2). We wrześniu br. sąd skazał trzech obywateli Ukrainy za udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze sabotażowo-terrorystycznym na kary od 1 roku i 4 miesięcy do 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. „Skandalicznie niskie wyroki dla Ukraińców, którzy podpalili halę Marywilską” – napisał Marcin Rola i dodał do swojego wpisu grafikę z symbolami ukraińskimi i żydowskimi. Z kolei Tad Kapala stwierdził, że winny jest „ukraiński terrorysta”. Obaj użytkownicy pominęli fakt, że według prokuratury osoby, które dopuściły się podpalenia, działały na zlecenie Federacji Rosyjskiej.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Rosja wykorzystuje historyczne zaszłości

Tad Kapala stwierdził również wprost, że Ukraińcy skłócają Polaków prowokacjami „pod ruską flagą”. „[…] Podpalenia, sabotaż na kolei, wodociągów w Sopocie itd. Na koniec młodzi banderowcy malują »Sława UPA« na Pomniku Rzezi Wołynia” – napisał.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Tym samym użytkownik odniósł się do dewastacji pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Domostawie, co wydarzyło się w sierpniu bieżącego roku. Na monumencie namalowano czerwono-czarną flagę oraz umieszczono napis w cyrylicy – „Chwała UPA”. 

Także i tym razem osobą odpowiedzialną okazał się Ukrainiec zwerbowany przez służby Federacji Rosyjskiej. Za działalność na rzecz obcego wywiadu 17-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego grozi nawet dożywocie (art. 130 Kodeksu karnego).

Mimo ustaleń polskich śledczych analizowani aktorzy dezinformacji wykorzystali to wydarzenie jako pretekst do antagonizowania Polaków i Ukraińców. Grzegorz Braun napisał na Facebooku: „Banderowscy piewcy ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej czują się na polskiej ziemi jak u siebie i pozwalają sobie na coraz więcej!”. 

Konto Patrioci poinformowało o ujęciu sprawcy – nie wspomniano o tym, na czyje zlecenie działał. Udostępniono także słowa Ewy Zajączkowskiej, europosłanki Konfederacji, która również nie wspomniała o kontekście działań Ukraińca. Skomentowała zdarzenie następująco: „No kto by się spodziewał, prawda!?”.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

Ogromne emocje wzbudził w tej sytuacji warszawski koncert Maxa Korzha, białoruskiego rapera. 9 sierpnia na Stadionie Narodowym wśród publiczności było widać czerwono-czarne flagi OUN-UPA. We wrześniu prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie – zwracano uwagę na fakt, że dla wielu Ukraińców ta flaga jest symbolem nie nienawiści do Polaków, lecz patriotyzmu i sprzeciwu wobec rosyjskiego imperializmu. Dla antyukraińskich profili było to jednak po prostu „promowanie banderyzmu” (1, 2, 3).

Jak zauważył w swojej analizie Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, w celu osłabienia relacji polsko-ukraińskich Rosja wykorzystuje historyczne zaszłości między narodami. Z kolei Disinfo Digest dodaje, że do budowania negatywnego wizerunku Ukraińców w naszym kraju Moskwa wykorzystuje prawdziwe zbrodnie popełniane na Polakach i zaniedbania we współpracy historycznej. Do tej kategorii tragicznych wydarzeń można zaliczyć właśnie rzeź wołyńską oraz działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). 

Widmo banderyzmu

Nienawiść do zbrodniarzy mordujących Polaków na Wołyniu bywa wykorzystywana w obelgach wobec żyjących dziś Ukraińców – prym w stosowaniu obraźliwych określeń wiódł profil ChopAntoni1, który nawoływał do przemocy na tle narodowościowym i pisał o „banderowskich obciągaczach”, „ukrach” oraz „ukropoliniakach”. Wtórował mu użytkownik Murzynfrogxxx (1, 2).

Grafika przedstawia zrzut ekranu z portalu X.

Konta wRealu24 i TadKapla powielały (1, 2) kremlowską narrację na temat powszechności nazizmu w Ukrainie, a Krzysztof „Ator” Woźniak przekonywał, że nawet 1 mln Ukraińców w Polsce to „banderowcy”. W podobnym tonie o groźbie banderyzmu w Polsce pisali Janusz Korwin-Mikke i profil ChopAntoni1 (np. 1, 2). 

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Także drobne ustępstwa ze strony ukraińskiej w kwestii upamiętnienia i godnego traktowania ofiar zbrodni OUN-UPA, takie jak ekshumacja w Puźnikach, są okazją dla szerzenia dezinformacji. W poprzednio analizowanym okresie, gdy ekshumacje jeszcze trwały, w internecie pojawił się deepfake rzekomo dowodzący, że wstrzymano prace ekshumacyjne. Gdy we wrześniu br. pochowano odnalezione szczątki, poseł Skalik i wielu innych przedstawiali zdjęcie małych trumien – zwyczajowo stosowanych w przypadku tego typu pogrzebów – jako powód do oburzenia. 

Emocje podsycał też profil Nie dla banderyzmu, który krytykował nową wystawę w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie znalazł się eksponat w czerwono-czarnych barwach. Jak wyjaśniliśmy w naszej analizie, kontrowersyjny obraz nie nawiązuje do działalności UPA. Dzieło białoruskiej artystki odnosi się do sytuacji w obozach pracy przymusowej dla kobiet, w szczególności w kolonii karnej w Homlu.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

Uderzenie w reputację

Osoby wrogie Ukrainie oraz podsycające konflikty polsko-ukraińskie korzystały też z kolejnej taktyki – podszywania się pod konkretne organizacje. Ofiarą padły Fundacja Stand With Ukraine oraz inicjatywa Euromaidan-Warszawa. Dezinformatorzy stworzyli spreparowane profile, a następnie udostępniali szkodliwe treści, aby siać mowę nienawiści i wprowadzać opinię publiczną w błąd. Wykorzystywali do tego wiarygodność prawdziwych organizacji, a jednocześnie niszczyli ich reputację oraz nastawiali Polaków przeciwko Ukraińcom.

Innym przykładem działań tego typu jest publikacja filmu, który pokazywał Ukrainkę rzekomo wyśmiewającą pomoc społeczną otrzymaną z Caritasu. Nagranie wpisuje się w narrację o „niewdzięcznych” Ukraińcach, którą rozpowszechnia również Kreml.

Sieć obiegł też film wygenerowany przez AI, przedstawiający aktywistkę Natalię Panczenko, która rzekomo obraża Polaków i Polki. W związku z inną jej wypowiedzią, dotyczącą skrajnych konsekwencji podsycania wrogości między Polakami a Ukraińcami – prawdziwą, choć wyrwaną z kontekstu – profil Nie dla banderyzmu i konto Konfederacji Korony Polskiej wystąpiły z krytyką skierowaną w stronę Panczenko (1, 2, 3). Antyukraińskie profile traktują słowa aktywistki jako mocniejszy dowód na odpowiedzialność Ukrainy za akty dywersji w Polsce niż ustalenia polskich służb o związkach dywersantów z Moskwą (1, 2, 3).

Obawy przed „ukrainizacją” Polski

Prorosyjskie treści propagandowe, jak wskazuje Disinfo Digest, mają za zadanie nastawiać ludzi przeciwko sobie i sprawić, by zaczęli postrzegać siebie nawzajem jako wrogów. Temu celowi służą nie tylko wspomniane fałszywe informacje i próby podszywania się. Dezinformatorzy posługują się także np. zdjęciami sprzed kilku lat, zapewne nieprzypadkowo rozpowszechnianymi akurat teraz, na których widać osoby z naszywkami w czerwono-czarnych kolorach. Kolejną strategią używaną w antyukraińskiej propagandzie jest rozpowszechnianie informacji o wprowadzaniu ukraińskiego do polskich szkół – podstawą tego fałszywego przekazu była publikacja nieoficjalnego programu nauki tego języka. 

Obawy o „ukrainizację” Polski są wzbudzane nawet poprzez tak niepozorne fakty, jak niebiesko-żółte barwy stref Kiss&Ride. Konrad Berkowicz skomentował w październiku istnienie takiej strefy w Rzeszowie. Pytał: „Czy to jeszcze Polska?”.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

Pojęciem „ukrainizacji” często posługują się Grzegorz Braun (1, 2, 3, 4) i jego partia (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7) – na ich profilach regularnie pojawiają się wpisy, w których przekonuje się, że obecność Ukraińców w Polsce odbiera nam suwerenność, niepodległość i wolność, a równocześnie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa

Za przykład niech posłużą historia o tym, że Polska rzekomo będzie musiała oddać swoje tereny Ukrainie, lub teoria spiskowa, zgodnie z którą rząd sprowadza migrantów do kraju, żeby sprowokować wojnę domową. Inna wersja tej propagandowej historii mówi o tym, że Ukraińcy założą w Polsce partię (potencjalnie banderowską) i przejmą władzę – taką narrację promowały profile ChopAntoni1, Nie dla banderyzmu, rozpowszechniał ją również dziennikarz Marcin Rola, a do tego grona dołączył nawet były premier Leszek Miller

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Tworzenie poczucia zagrożenia

Obawy podsycano też poprzez całkowicie nieprawdziwe historie, jak ta o Ukraińcu, który miał zamordować trzy osoby w Krakowie. Szczególnie aktywny w budowaniu strachu był profil wRealu24 – w jego postach Ukraińcy są przedstawiani jako gardzący Polakami i odczuwający wobec nas nienawiść (1, 2, 3, 4, 5).

Grafika przedstawia zrzut ekranu z Facebooka.

Profile o antyukraińskim nastawieniu chętnie piszą również o przypadkach prawdziwych przestępstw i wykroczeń, które popełniają obywatele Ukrainy (np. 1, 2, 3). Choć udział cudzoziemców w przestępczości nie przekracza w Polsce kilku procent, także w tych najpoważniejszych przestępstwach, jak zabójstwa i gwałty, nagłaśnianie pojedynczych przypadków może budować proste propagandowe skojarzenie: Ukrainiec to przestępca. 

Jednocześnie, jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w porównaniu do 2022 roku wzrosła liczba fizycznych ataków na Ukraińców i gróźb karalnych kierowanych przeciwko nim.

Rzekome uprzywilejowanie względem Polaków

Profile, które obserwujemy, budują także poczucie zagrożenia ze strony Ukraińców w inny sposób – przedstawiają ich jako obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej, z powodu czego Polacy rzekomo ponoszą straty. W wyniku rozpowszechniania tej narracji Ukraińcy zostają obciążeni odpowiedzialnością za efekty wieloletnich problemów Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Tworzy się też fałszywą alternatywę między leczeniem Polaków a leczeniem Ukraińców.

Dochody dla NFZ ze składek pracowników z Ukrainy przekraczają koszty leczenia Ukraińców w Polsce, a według Ministerstwa Zdrowia uprawnienia pacjentów z Ukrainy podlegają tym samym ograniczeniom co uprawnienia ubezpieczonych obywateli Polski. 

Mimo to prezydent, gdy zawetował w sierpniu nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, przekonywał, że daje ona „pewną preferencję Ukraińców względem Polaków”. Dodatkowo Karol Nawrocki połączył zablokowanie ustawy z inicjatywą „Stop banderyzmowi” i zaproponował zrównanie w polskim prawie symboli OUN-UPA z symboliką nazistowską i komunistyczną. 

Wywołało to falę antyukraińskich komentarzy. Konfederacja Korony Polskiej cieszyła się z decyzji prezydenta – na profilu pojawił się wpis o zawetowanej ustawie – „faworyzującej obcych zamiast dbającej o interes polskich obywateli”. „Polska nie powinna być niczyim bankomatem. Zwłaszcza państwa banderowskiego” – pisał Janusz Korwin-Mikke. Z kolei Marcin Rola dziękował prezydentowi za „zdany egzamin ws. ZŁODZIEJSTWA na rzecz banderowskiej Ukrainy”.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Argumentem w rękach tych, którzy próbowali przekonywać, że Ukraińcy są leczeni kosztem polskich pacjentów, było nagranie ze Stalowej Woli, opublikowane pod koniec października, na którym widać grupę ukraińskich żołnierzy stojących przed szpitalem. Jak wyjaśnili Ministerstwo Obrony Narodowej oraz starosta stalowowolski, żołnierze przechodzili jedynie rutynowe badania, na zasadach komercyjnych, a Polacy nie musieli przez to dłużej czekać w kolejce do lekarza.

Martin Demirov opisywał tę sytuację słowami: „Banderowscy naziści w ramach ofensywy na froncie zachodnim anektowali szpital w Stalowej Woli i przeganiają Polaków”. „Oddział żołnierz UPAdliny do szpitala w Stalowej Woli. POPIS zamyka szpitale i oddziały szpitalne dla Polaków z braku środków NFZ” – komentował HanterPoen. „Ukraińcy przyjmowani do naszych szpitali kosztem Polaków czekających w kolejkach” – pisał Konrad Berkowicz.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Poseł Berkowicz komentował również historię, według której we Wrocławiu rzekomo zmarł pacjent, który nie otrzymał pomocy, ponieważ nie mógł się porozumieć z ukraińskim personelem. „Wrocław: pacjent zmarł, bo… lekarz Ukrainiec nie rozumiał po polsku” – napisał polityk. Jak się okazało, była to fałszywa informacja. Pisała o tym Prokuratura Okręgowa, zajmująca się sprawą. Mecenas reprezentująca rodzinę zmarłego wskazała, że kluczowa w sprawie była błędnie skonstruowana ankieta sprawdzająca przeciwwskazania przed przeprowadzeniem badania.

Grafika przedstawia zrzut ekranu z serwisu X.

Podzielone społeczeństwo

Dezinformacja i propaganda, które omówiliśmy, współwystępują ze zmianami nastrojów społecznych. Zaznaczamy tylko, że przeprowadzona przez nas analiza jest obserwacyjna – nie wiemy, czy zachodzi tu związek przyczynowo-skutkowy, a jeśli tak, to jaki jest kierunek zależności.

Zauważalny jest spadek poziomu sympatii Polaków i Polek do uchodźców. Zgodnie z raportem Centrum Badania Opinii Społecznej, we wrześniu 2025 roku przyjmowanie osób uciekających z terenów objętych wojną popierało 48 proc. Polaków. To spadek o 5 punktów proc. względem wyniku z września 2024 roku (s. 2). Co więcej, zdaniem połowy ankietowanych pomoc, którą nasz kraj oferuje uchodźcom, jest zbyt duża (s. 3). Po raz pierwszy od kwietnia 2022 roku liczba tych odpowiedzi przeważyła nad opcją „wystarczająca” (46 proc.).

Istotne wnioski wynikają też z sondaży United Surveys zrealizowanych dla Wirtualnej Polski. Z badania, którego wyniki opublikowano we wrześniu, wynika, że od początku roku spadła liczba osób, które pozytywnie oceniają obecność Ukraińców w Polsce – z 55,3 proc. w styczniu do 52,7 proc. we wrześniu. Za to z sondażu przeprowadzonego w październiku wynika, że zdaniem 65,5 proc. respondentów stosunki polsko-ukraińskie uległy pogorszeniu

Z drugiej strony zdaniem ponad połowy (53,8 proc.) osób zapytanych o opinię w sierpniu w ramach sondażu IBRIS dla Onetu obywatele Ukrainy mają pozytywny wpływ na polską gospodarkę. Są tu jednak widoczne podziały partyjne – takiej odpowiedzi udzieliło 68,1 proc. zwolenników obozu rządzącego, ale tylko 37,5 proc. wyborców opozycji.

A co sądzą sami Ukraińcy? Z badania realizowanego od kwietnia do czerwca br. przez Narodowy Bank Polski wynika, że ponad połowa imigrantów przedwojennych chce zostać w Polsce na stałe. Inaczej odpowiadali uchodźcy – spośród nich tylko 24 proc. planuje pozostać w naszym kraju.

 

Analiza powstała w ramach projektu współfinansowanego ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w ramach programu Wspieramy Ukrainę, realizowanego przez Fundację Edukacja dla Demokracji. 

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź